Chłopaki nie zamykają się na młodego. Rodzynek wśród gwiazd

11-01-2012 12:23,

Młody i zdolny pośród wielu utytułowanych zawodników. Do niedawna nieznany, dziś lubiany przez kibiców lewy rozgrywający w ekipie Bogdana Wenty. Jak w zespole gwiazd odnajduje się wychowanek wicemistrzów Polski i członek pierwszego zespołu Vive Targów Kielce, Mateusz Przybylski?

Jak się czujesz, jako swoisty rodzynek? Dopiero wchodzisz w wielki świat handballa, a już jesteś w gronie wybitnych zawodników.

- Na początku dało się zauważyć przeskok i było to trochę trudne do ogarnięcia. Cieszę się, że gram dla tego zespołu, swojego miasta, kibiców. Od tych zawodników mogę podpatrywać wiele rzeczy, dostawać wskazówki, ciągle się rozwijać.

Podpatrzyłeś może jakiś element gry na treningu, który starasz się wcielać w życie na parkiecie?

- Obserwuję wiele rzeczy i te, które mi najbardziej odpowiadają, wykorzystuję. Nie jest tak, że wzoruję się tylko na jednym koledze z drużyny, tylko w miarę możliwości „podglądam” wszystkich.

Rozmawiasz czasem po treningu z Grzegorzem Tkaczykiem czy Michałem Jureckim, zawodnikami grającymi na twojej pozycji?

- Oczywiście. Imponuje mi to, że chłopaki nie zamykają się na młodego, tylko podpowiadają i radzą, jak wykonać daną rzecz. To jest motywujące i cieszę się, że mam ich koło siebie. Niekiedy pogadamy na różne sprawy.

Jakie czułeś się, wchodząc po raz pierwszy do szatni seniorskiego zespołu?

- Wiesz, miałem już jakieś „wstawki” dwa lata temu. Grałem z nimi, trenowałem, więc to nie było coś bardzo nowego.

Półtora roku temu zostałeś wicemistrzem Polski juniorów, dostałeś także powołanie do młodzieżowej reprezentacji kraju, wybrano cię do najlepszej „siódemki” rozgrywek. Miałeś wrażenie, że świat stoi ci u stóp?

- Nigdy w ten sposób nie myślałem, ale zobaczyłem, że jak się chce coś osiągnąć, to można. Mieliśmy bardzo fajną ekipę, byliśmy zżyci, znaliśmy się z podwórka i to zaprocentowało. Nasz trener, Aleksander Litowski to wysokiej klasy szkoleniowiec, miał wielki wkład w ten sukces. Nie zapowiadałem się specjalnie na jakiegoś geniusza piłki ręcznej, raczej byłem jednym z wielu. Wyróżniać zacząłem się dopiero wtedy, gdy nabrałem warunków fizycznych. Cieszy mnie, że to wszystko tak fajnie się potoczyło.

Dużo nauczyłeś się od trenera Litowskiego? Masz z nim nadal kontakt?

- Tak, już 2 stycznia poszedłem na trening rezerw, bo nie mogłem wysiedzieć w domu. Lubię, jak mam wolny czas, odwiedzić tego szkoleniowca, pogadać z nim. Trener jest moim przyjacielem, zawsze coś poradzi. Powie, co o danej sytuacji myśli, jak ją widzi. Fajnie, że mam kogoś takiego.

Gdy wychodziliście na środek parkietu w Hali Legionów, by dostać gratulacje za zdobycie srebra w Mistrzostwach Polski, to czułeś, że ty też kiedyś możesz zagrać dla tych kibiców?

- Zawsze o tym marzyłem, ale to były ciche pragnienia. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że będę grać w pierwszym zespole, dostanę powołanie do młodzieżówki, zdobędziemy medal, to kazałbym mu iść i zmienić dilera (śmiech). To się tak szybko potoczyło, że nawet nie zdążyłem się zorientować.

Potem nastąpiło twoje pierwsze zderzenie z piłką seniorską. Poszedłeś do Końskich, bo podobno twój tata zablokował wypożyczenie do Warmii Olsztyn.

- Może nie zablokował, ale były jakieś rozbieżności w różnych sprawach. Ojciec dba o moje interesy, uprawiał szczypiorniaka i ma doświadczenie. Ja również nie byłem zachwycony tą opcją, nie miałem wysokiej pewności siebie, nie chciałem od razu iść z drugiej ligi do Superligi, żeby się nie sparzyć. Pojechałem z nimi na turniej towarzyski do Kwidzyna i już po drugim meczu powiedzieli, że mnie chcą, no ale... Wyszło jak wyszło. Nie żałuję, cieszę się z tego, gdzie jestem teraz

A jak z perspektywy czasu oceniasz pobyt w Końskich?

- Nie było tam kolorowo, nie ma co do tego wracać. Potem nastąpiło wypożyczenie do Gorzowa.

No właśnie, opowiedz o tym.

- Nie ukrywam, że te pół roku było dla mnie udane, mogłem grać z dobrze znanym w Kielcach Filipem Kliszczykiem. Znalazłem się w dobrym miejscu. Mimo że zespół miał problemy finansowe, to jednak okres ten wspominam bardzo miło. Nawet nie zależało mi na jakichś wielkich pieniądzach, tylko na rozwoju sportowym.

Jak się zmotywować na mecz w Kielcach lub Płocku, kiedy już przed pierwszym gwizdkiem jest się niemal pewnym porażki?

- Akurat takich problemów nie miałem przed wizytą w Kielcach, bo chciałem się pokazać. Na trybunach siedziała moja rodzina, znajomi, wszyscy mnie oglądali, chociaż oczywiście miałem świadomość, że dwóch punktów stąd nie wywieziemy. Jeśli chodzi o Płock, to również motywacja była, bo już chyba z mlekiem matki wyssałem tą niechęć do Wisły (śmiech). Uważam, że ci zagraniczni zawodnicy nie do końca mają świadomość, o jak wielką stawkę toczy się „święta wojna”. Pamiętam czasy, kiedy przed tymi spotkaniami na halę przy ulicy Krakowskiej przychodziło się trzy godziny przed meczem, byle tylko zająć dogodną pozycję do oglądania swoich idoli. Niekiedy z kolegami szliśmy jako chłopcy do czyszczenia parkietu, to widzieliśmy wszystko z jeszcze lepszej perspektywy.

Ciągnęło cię jak byłeś dzieckiem do piłki nożnej, czy też od początku postawiłeś na handball?

- Na początku chciałem zostać piłkarzem nożnym, byłem nawet zapisany do jednej z sekcji w Koronie. Tata, który kochał piłkę ręczną, namawiał mnie, bym spróbował w „jego” dyscyplinie. Z czasem poszedłem nawet do szkoły sportowej na Barwinku, gdzie obecnie stoi bardzo fajne boisko do szczypiorniaka. Ja takich nie miałem, więc tylko się cieszyć, że idzie to w coraz lepszym kierunku. Wracając do futbolu, to do dzisiaj lubię pograć z kolegami w wakacje. Wypić piwo też, wszystko w sympatycznej atmosferze.

Co powiesz o największym utrapieniu sportowców, czyli o kontuzjach?

- Miałem i do tej pory mam to szczęście, że mnie akurat one omijają.

Układałeś w swojej głowie jakiś plan B w wypadku, gdyby właśnie jakiś uraz pokrzyżował ci plany o karierze szczypiornisty?

- Działałem pod wpływem chwili. Robiłem wszystko „na żywioł”, ale myślę, że jak ktoś chce coś osiągnąć w sporcie, to musi się temu w stu procentach poświecić. Nie ma mowy o żadnych półśrodkach. Sukces zależy od wielu czynników, takich jak przyjaciele, wsparcie, szczęście.

Jaki jesteś w szatni - potrafisz wyrazić własne zdanie, czy też raczej słuchasz i obserwujesz?

- Dopiero się uczę, mam 20 lat, drugi pod tym względem Bartek Tomczak jest aż siedem lat starszy. Czasami na mecze jeździ z nami również Kamil Buchcic, bardziej zbliżony do mnie wiekowo, więc obaj wolimy w ciszy przyglądać się chłopakom.

Z „Bułą” to znacie się chyba jeszcze z czasów juniorskich?

- Tak, często z nim mieszkałem na zgrupowaniach, jest moim kumplem. Fajnie, jak czasami załapie się do pierwszego zespołu, bo mamy dużo wspomnień z dawnych lat. Wracając jeszcze do tych rozgrywek dla młodych chłopaków, ciekawostką jest to, że przed nami chyba żaden rocznik przez długi okres nie zdobył medalu Mistrzostw Polski, ostatnim przed nami był Paweł Podsiadło ze swoją ekipą.

A co sądzisz o problemie, który mają młodzi zawodnicy - większość klubów chyba boi się odważnie postawić na „świeżaków”. Wolą kupić jakiegoś taniego gracza ze Wschodu niż zaufać dwudziestolatkowi.

- Zamiast postawić na przyszłość, niestety przyjął się trend, że prezesi wolą ściągać jakichś najemników ze wschodu... To nie jest dobra postawa. Utrzymało się na szczęście chociażby kilku chłopaków z Płocka, którzy potrafili znaleźć sobie klub w Superlidze. Drugą stroną medalu jest to, ze można narzekać na kluby i trenerów, a jak nie ma materiału na zawodnika, to nikt nic nie zrobi.

W jaki sposób ukształtowała się twoja pozycja na parkiecie?

- Wzięła się ona z warunków fizycznych, ale za czasów juniorskich grałem na każdej, od lewego do prawego skrzydła. No tylko oprócz bramki (śmiech).

Jak to jest z twoim pseudonimem - bardziej „Bioły” czy „Koniu”?

- „Bioły” to ksywka szkolna, moi znajomi do tej pory mi tak mówią, wzięła się od tego, że jestem blondynem. A „Koniu” to pseudonim odziedziczony po moim tacie, na niego tak wołano.

Wiążesz jakieś znaczenie z numerem na koszulce?

- Nie, mam 20 lat to wziąłem sobie „20”, ale generalnie jest mi to obojętne. Na początku chciałem grać z „91”, czyli moim rocznikiem, jak np. Sławek Szmal, ale nie mogłem go wybrać.

Robią na tobie wrażenie starcia w Lidze Mistrzów z takimi klubami jak Veszprem czy Atletico?

- Niestety w Champions League nie miałem okazji powąchać parkietu, ale na pewno gdzieś cały czas jestem z zespołem i widzę, na jakich zasadach się to odbywa. Nawet jak odejdę z Kielc po sezonie, nie uznam tego czasu za stracony. Mam nadzieję, że sukcesywnie będę spędzał na boisku coraz więcej minut.

Rzucałeś karne w juniorach? W niektórych meczach trener Wenta daje Ci podejść do „siódemki”.

- Sam nie wiem, od czego to zależy (śmiech). Chłopaki mówią w niektórych sytuacjach trenerowi, żeby mnie wpuścił, to jest sympatyczne, widać, że stanowimy zgodną drużynę.

Jeśli twoja pozycja w zespole się nie zmieni, będziesz wchodził na parkiet, ale nieregularnie lub rzadko, to odejdziesz z Kielc?

- Ciężko powiedzieć mi cokolwiek na ten temat teraz. Nie tacy piłkarze jak ja musieli godzić się z rolą rezerwowego.

Masz nadzieję, że ta sytuacja ulegnie zmianie?

- To nie zależy tylko ode mnie. Takie jest życie, nie zawsze wszystko jest super. Gram mało, ale tak jak mówię, nie wiem, czy to się zmieni. Nie do końca zadowalam się swoją pozycją w klubie, ale trenuję mocno i daję z siebie wszystko.

Jak oceniasz szanse Polski na Mistrzostwach Europy w Serbii?

- Mam nadzieję, że chłopaki wypadną na tej imprezie jak najlepiej i brak Sławka Szmala nie będzie zanadto odczuwalny.

A jakie masz wrażenia po słowackim turnieju, na którym wystąpiłeś w barwach Polski „B”?

- Mogłem tam trochę pograć, w większości w obronie, ale na pewno zdobyłem jakieś nowe doświadczenie. Fajnie współpracowało mi się z trenerem Damianem Wleklakiem i widać, że nie jest przypadkowo szkoleniowcem reprezentacji. Jeśli będzie mnie powoływał dalej, to liczę, że udowodnię swoją wartość.

Świętowałeś powołanie?

- Nie, będę świętował, jak wygram jakieś trofeum.

Mistrzostwo Polski w maju?

- Damy z chłopakami z siebie wszystko. To zawsze coś pokonać Płock, w dodatku na ich terenie zwycięstwo smakuje podwójnie.

Jak ci się układa współpraca z trenerem Wentą?

- Co tu dużo mówić, jest OK.

Kontaktował się z tobą ktoś z Kielc na wypożyczeniu w Gorzowie i Końskich? Chodzi mi o to, czy interesowali się tobą, czy też postrzegali jako kolejny „wieczny talent”, który przepadnie?

- Myślę, że do moich trenerów klubowych czy ogólnie do odpowiednich ludzi szły jakieś zapytania.

Jakim człowiekiem w twoim odczuciu jest Bertus Servaas?

- Rzadko z nim rozmawiam, ale myślę, że przede wszystkim ma bardzo dużo pracy. Poza tym wydaje się sympatyczny i miły.

Co możecie osiągnąć w tym sezonie?

- Bardzo dużo, ale zależy to od nas samych. Uważam, że mamy jedną z najlepszych bramek na świecie. Zależy to od dyspozycji dnia, formy, ale możliwości mamy duże.

Wierzycie w awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów?

- Na pewno tak, nie byłoby sensu wychodzenia na parkiet, gdybyśmy z góry zakładali niepowodzenie. Wierzymy, że jesteśmy w stanie wyjść z tej grupy i będziemy walczyć! Pokazaliśmy charakter w ostatnich meczach i chcemy kontynuować dobrą passę.

A ciężko jest zebrać się w sobie, by walczyć choćby z Atletico, które odskakuje na siedem goli?

- Ja w Lidze Mistrzów na parkiecie się nie pojawiłem, ale mogę powiedzieć na przykładzie swoich meczów, że zdarzało mi się w końcówkach przegrywać pięcioma golami, by na końcu wygrać. Trzeba ciągle wierzyć, to podstawa.

Trudno się przestawić z Ligi Mistrzów na rozgrywki krajowe, męczą was podróże?

- Przyznaję, że niekiedy trudno jest zmienić poziom, a podróże rzeczywiście dają w kość. Mam jednak taki charakter, że jestem silnie związany z Kielcami i gdyby mnie ktoś zapytał, gdzie będę mieszkał, powiem, że w Kielcach. Nigdzie indziej się nie widzę, tu jest mi dobrze. Nawet na wypożyczeniu w Gorzowie raz czy dwa razy w miesiącu wracałem do mojego miasta.

Jak prowadzicie wysoko w polskiej Superlidze, macie ochotę „zaszaleć” i zagrać pod publiczkę, czy też wasze nastroje tonuje Bogdan Wenta?

- Ja osobiście nic takiego nie odczuwam, a trener wymaga od nas jednego - byle jak, byleby wpadło, nieważne czy stanie się to, gdy zawodnik leży, biega czy fruwa.

Z kim mieszkasz na zgrupowaniach przedmeczowych?

- Jakoś tak się ułożyło, że z Grześkiem Tkaczykiem, ale zespół nie może i nie powinien dzielić się na grupki, bo stanowimy drużynę i wszyscy musimy być razem.

Miałeś problem z nauczycielami w szkole z powodu swojego wyboru?

- Nie, żyłem w nimi w zgodzie i sądzę, że oni na swój sposób akceptowali mój wybór.

Koledzy z pierwszego zespołu zafundowali ci chrzest bojowy? Kto jest największym wesołkiem w szatni?

- Nie było niczego takiego, no a co do wesołków, to chyba ci, którzy najwięcej mówią, na przykład Rastko.

Nie macie problemu z porozumiewaniem się na parkiecie z zagranicznymi zawodnikami?

- Nie, chłopaki umieją podstawowe zwroty, nasz slang, więc jest OK.

Integrujecie się w jakiś sposób po treningach?

- Czasami wyjdziemy na jakąś kolację, piwo, pogadamy. W końcu drużyna to taka mała rodzina.

Czytasz komentarze w Internecie? Spływa po tobie krytyka?

- Wolę poświęcić się lekturze artykułów, ale wiadomo, że jak coś poczytam na temat swojej osoby, to powinno to wlecieć jednym uchem a wylecieć drugim. Nie znam jednak osoby, która by potrafiła się tak zachować.

Rozmawiał Marcin Długosz.

fot. Paula Duda, Krzysztof Żołądek (swietokrzyskie.org.pl), Patryk Ptak

------------

Dziękujemy, że jesteś z nami i wspierasz twórczość dostępną na CKsport.pl. Kliknij w link poniżej i postaw naszej redakcji symboliczną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Wasze komentarze

hand2012-01-11 14:52:14
Brawo Marcin! Świetny debiut i udany transfer cksportu:) Czekamy na kolejne wywiady, zarówno tu, jak i na stronce Iskry:) Gratki.
leszek2012-01-11 17:04:20
to bardzo dobrze świadczy o zawodnikach Vive o ich kulturze jak ciepło został przyjęty młody zawodnik
borygozwk2012-01-11 23:40:36
Cyt: \"Jakoś tak się ułożyło, że z Grześkiem Tkaczykiem, ale zespół nie może i nie powinien dzielić się na grupki, bo stanowimy drużynę i wszyscy musimy być razem. \" BRAWO!!!!! Najlepsze co można powiedzieć!!!
furiat2012-01-12 00:41:39
A mnie zaciekawił ten cytat : "Chłopaki mówią w niektórych sytuacjach trenerowi, żeby mnie wpuścił, to jest sympatyczne, widać, że stanowimy zgodną drużynę." - czyli trener sam o tym nie decyduje? Dopiero jak poprosi się Bogdana - Bogdan łaskawie wpuści Przybylskiego? Coraz bardziej denerwuje mnie ten szkoleniowiec... mam nadzieję, że za Przybylskim pójdą również inni juniorzy i wychowamy przyszłe pokolenie Iskrowców, bo osobiście wolę takich zawodników niż najemników za kasę... a młodzież mamy bardzo zdolną.
RYŚ2012-01-12 10:48:46
A tak do tytułu, rodzynki to się robią czasem wiadomo gdzie :)
cyc2012-01-12 11:00:05
Hormon wzrostu podawany za mlodu zrobil swoje ;) Gratulacje dla taty !!
HB2012-01-12 14:58:28
furiat takimi zawodnikami to moglibyśmy pograć o miejsca w drugiej połówce tabeli polskiej ligi í nic więcej. Jak tak bardzo tęsknisz do zaciętych bojów z Miedzią Legnica albo Jurandem Ciechanów to zacznij chodzić na rezerwy Iskry albo na mecze Politechniki Świętokrzyskiej a z wielką piłkę ręczną i Ligą Mistrzów daj sobie spokój. Wielka piłka ręczna to wielka kasa i klasowi zawodnicy. Widocznie to nie dla Ciebie.
kibic2012-01-12 15:13:23
Ta mamy bardzo zdolną ale wtedy o Lidze Mistrzów to możemy zapomnieć. Śmiechem by nas tam zabili. A tak w ogóle młody już zagrał wiele meczów w tym sezonie i niestety póki co średnio to wygląda. Na razie mnie nie przekonuje. Nie wymagam, żeby grał jak Tkaczyk albo Jurecki ale w tych meczach z polskimi drużynami np. Zabrze, Wągrowiec powinien troche szarpać tą grę a nie grać tak asekuracyjnie. Popraw sie młody. To jest Vive Kielce - zespół z wyrobioną marką w Europie a nie jakiś pierwszy z brzegu polski klub. Tutaj nikt nie będzie grał tylko dlatego, że jest młody. Każdy zawodnik musi coś wnosić do drużyny inaczej długo tu nie zabawi. Posłuchaj mojej dobrej rady.
mmm2012-01-12 15:14:28
A co ma powiedzieć ? Że w trener nie daje mu grac (bo nie daje), że koledzy z drużyny są tacy i owacy?
Jest inteligentnym człowiekiem i mowi to co powinien zachowuje poprawność. W obecnym Vive sie nie rozwinie. To drużyna starych doświadczonych graczy którzy z miesiąca na miesiąc tracą na wartości. Mam nadzieje ze moze on prze lamie ten trand ktory prowadzi do nikad
kibic2012-01-13 17:20:56
Dopiero wchodzisz w wielki świat handballa, a już jesteś w gronie wybitnych zawodników
Śmieszne.Wybitny zawodnik.Chciałbym aby tak było,aby grał jak Paczkowski w Płocku.Ale Przybylski nawet do pięt nie dorasta Paczkowskiemu.Tamten nawet w LM potrafi super zagrać a Przybylski nie potrafi grać z ogórkami w Polskiej Lidze.Sory ale taka jest prawda.Uważam,że porażką jest to że został włączony do 16tki bo teraz Vive ma tak naprawdę kadrę 15to osobową.Być może jest też w tym wina naszego "boga" czyli Wenty.Bo skoro go zostawił to powinien dawać mu grać w naszej lidze dużo więcej i więcej wymagać.O innych grzechach Wenty nie będę tu pisał.Dziwi mnie tylko ślepe uwielbienie go przez całą halę.Można to porównać do płaczu narodu koreańskiego po stracie ukochanego wodza.
aze2222012-01-13 19:38:27
Przeciez jest napisane, ze jest w gronie wybitnych zawodnikow, a nie, ze jest wybitnym zawodnikiem.
Dico252012-01-14 15:36:34
no prosze...niby taki iskrowiec, a pisze prawidłową nazwę klubu...:)

Ostatnie wiadomości

W spotkaniu 6. serii gier 2. Ligi koszykarzy zawodnicy UJK Kielce odnieśli zwycięstwo przed własną publicznością, pokonując w „akademickich derbach” AZS AGH Kraków 78:72. Liderem zespołu ze stolicy województwa świętokrzyskiego był Wojciech Pisarczyk, który zanotował double-double, zdobywając 21 punktów, notując 14 zbiórek oraz 9 asyst.
W 5. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce wygrała na wyjeździe ze szwajcarskim HC Luzerna 32:30. Po spotkaniu swoimi opiniami podzielił się Krzysztof Lijewski, trener „żółto-biało-niebieskich”.
W 5. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce wygrała na wyjeździe ze szwajcarską HC Luzerna 32:30. Najwięcej bramek, osiem, dla „żółto-biało-niebieskich” zdobył Théo Monar.
Mateusz Dudek przestał pełnić funkcję asystenta trenera Korony Kielce. Szkoleniowiec został zwolniony z obowiązków w sztabie szkoleniowym „żółto-czerwonych”. Do kieleckiego klubu dołączył w styczniu 2025 roku, zastępując na stanowisku Mariusza Arczewskiego.
Industria Kielce będzie musiała radzić sobie bez Dylana Nahiego w środowym meczu Ligi Mistrzów. Francuski skrzydłowy doznał urazu oka podczas jednego z ostatnich treningów przed wyjazdem do Szwajcarii.
W 5. kolejce grupy F Ligi Mistrzów EHF Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. Po rywalizacji z SC Magdeburg zawodnicy Industrii doskonale wiedzą, jak wysoka jest stawka nadchodzącego pojedynku w Lucernie i liczą na to, że przełożą wyciągnięte wnioski na wygraną.
Paweł Golański wyjaśnił kulisy zatrudnienia Roberta Kolendowicza na stanowisku trenera Korony Kielce. – Robert był numerem jeden na tej liście i to z nim się spotkaliśmy jako pierwszym – zdradził dyrektor sportowy „żółto-czerwonych”.
Robert Kolendowicz poprowadził pierwszy trening Korony Kielce w roli nowego szkoleniowca. – Cieszę się, że spotkaliśmy się właśnie w tym momencie, gdzie klub się rozwija i ja jako trener też mogę rozwijać siebie – powiedział 49-letni trener, który wrócił do Kielc po 20 latach.
Robert Kolendowicz został nowym trenerem Korony Kielce. 46-letni szkoleniowiec wraca do klubu po latach, tym razem w roli pierwszego trenera.
Aleks Vlah, rozgrywający Industrii Kielce, znalazł się w kadrze reprezentacji Słowenii. Zespół prowadzony przez byłego zawodnika „żółto-biało-niebieskich” Uroša Zormana w listopadzie rozegra spotkania kwalifikacyjne do przyszłorocznych Mistrzostw Europy.
Łączna frekwencja podczas 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy wyniosła 137 402 widzów. Daje to wysoką średnią ponad 15,2 tysiąca kibiców na mecz, a aż cztery spotkania tej serii gier przyciągnęły na trybuny publiczność liczącą co najmniej 15 tysięcy osób.
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy doszło do kilku przetasowań na stanowiskach trenerskich, będących bezpośrednią konsekwencją ostatnich wyników. Z pracą w Częstochowie pożegnał się Tomasz Kaczmarek, a do zwolnienia Jacka Zielińskiego przyczyniła się wysoka porażka Korony na stadionie mistrza Polski.
W 5. kolejce grupy F Ligi Mistrzów EHF Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. Swoją opinią przed tym kluczowym starciem podzielił się bramkarz kieleckiego zespołu, Adam Morawski.
W 5. kolejce grupy F Ligi Mistrzów EHF Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. – Nawet jeśli rywale będą zdobywać bramki, powinniśmy odpowiadać skutecznymi akcjami, karać ich szybkimi kontratakami lub trafieniami do pustej bramki – powiedział przed tym kluczowym starciem kapitan kieleckiego zespołu, Artsem Karalek.
W 5. kolejce grupy F Ligi Mistrzów EHF Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. – Zespół z Lucerny gra bardzo konsekwentnie i bardzo dobrze i traci mało bramek ze swoich strat na pustą bramkę – powiedział przed tym kluczowym starciem drugi trener kieleckiego zespołu, Kamil Siedlarz.
Korona Kielce poznała termin rozegrania meczu 15. kolejki PKO BP Ekstraklasy przeciwko Piastowi Gliwice.
Tomasz Kaczmarek przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Rakowa Częstochowa. 42-letni szkoleniowiec prowadził „Medalików” w pięciu spotkaniach PKO BP Ekstraklasy, w których odniósł dwa zwycięstwa i poniósł trzy porażki.
Ondřej Lingr doznał poważnego urazu w niedzielnym meczu Korony Kielce z Lechem Poznań. Badania wykazały złamanie żuchwy z przemieszczeniem. Zawodnik przeszedł już operację, która zakończyła się pomyślnie. Klub opublikował komunikat dotyczący stanu zdrowia piłkarza.
SC Magdeburg planuje zmiany na pozycji obrotowego, a jednym z kandydatów do wzmocnienia zespołu ma być Artsem Karalek z Industrii Kielce. Jak informuje niemiecki „BILD”, ewentualny transfer Białorusina mógłby dojść do skutku latem 2028 roku. Wcześniej niemiecki klub miał uzgodnić warunki pozyskania Arona Seesinga z Rhein-Neckar Löwen.
Czas na kolejny przegląd występów zawodników z minionej kolejki ligowej – od pewnych 90 minut Niedbały po wartościowy epizod Antoñína na hiszpańskich boiskach. Zobacz, kto jeszcze pojawił się na murawie, a kto spędził pojedynki wśród rezerwowych.

Jacek Zieliński przestał pełnić funkcję trenera Korony Kielce. Szkoleniowiec prowadził zespół od sierpnia 2024 roku, a jego ostatnim spotkaniem w roli opiekuna „żółto-czerwonych” była niedzielna porażka z Lechem Poznań 1:6. Kielczanie zajmują obecnie 9. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań 1:6. Po meczu swoimi spostrzeżeniami podzielił się Mariusz Stępiński, napastnik „żółto-czerwonych”.
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań 1:6. Po meczu swoją opinią podzielił się Niels Frederiksen, szkoleniowiec „Kolejorza”.
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań 1:6. Po meczu swoją opinią podzielił się Jacek Zieliński, szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań 1:6. Mistrzowie Polski od pierwszych minut potyczki nie pozostawili podopiecznym Jacka Zielińskiego żadnych złudzeń.

Copyright © 2026 CKsport.pl Redakcja

Projekt i wykonanie: CK Media Group