Koronę polecił mi Airam Cabrera. Hiszpanie myślą, że w Polsce gra się niczym na szkolnej przerwie

14-06-2019 22:00,
Eugenio González Aguilera

To jedna z tych osób, o których odkąd jest w Koronie nie mówi się zbyt wiele. Medialnie cichy, nie wychylający się. Jest Hiszpanem, z Gino Lettierim porozumiewa się po włosku, a odkąd trafił do Polski rozpoczął naukę angielskiego. Język futbolu jest jednak uniwersalny, a w tym bez dwóch zdań odnajduje się bardzo dobrze. Ivan Marquez zapisał się w minionym sezonie w pamięci kibiców solidną grą w bloku defensywnym Korony i tym, że zarobił w całej lidze... najwięcej kartek. Minione rozgrywki były jednak dopiero jego pierwszymi poza granicami rodzinnego kraju.

Z tego powodu nie mogliśmy odmówić szansy, jaka przytrafiła się naszej redakcji. Z Hiszpańskim defensorem porozmawiał jeszcze pod koniec sezonu na Suzuki Arenie jego rodak, Eugenio González Aguilera. Ten unikalny, pierwszy w Polsce wywiad z obrońcą Korony publikujemy dziś na łamach naszego portalu. Jest to rozmowa wielowątkowa - o Hiszpanii, dotychczasowej karierze Marqueza, decyzji o wyjeździe za granicę i podjęciu pracy w Polsce oraz całym minionym sezonie w wykonaniu Korony Kielce. Utrzymana w nieco innym tonie, dzięki czemu można naprawdę poczuć iberyjski klimat i zupełnie inne podejście do życia hiszpańskiego defensora.

REKLAMA

Marquez opowiada m. in. o swojej przeprowadzce do Kielc oraz o tym, kto nakłonił go do przyjścia do Korony. I jasno deklaruje: chce zostać w kieleckim klubie co najmniej do zakończenia swojego kontraktu.

Malaga, południe Hiszpanii - tam rozpoczęła się piłkarska kariera Ivana Marqueza. Mimo to, już w młodym wieku zwiedziłeś kilka klubów. Zanim znalazłeś sobie swoje miejsce na piłkarskiej mapie Hiszpanii, doświadczyłeś kilku wypożyczeń. Co ci to dało?

- To były jedne z najlepszych decyzji, jakie mogłem podjąć. Pojawiły się, kiedy przechodziłem skomplikowany moment w karierze - przestałem regularnie pojawiać się na boisku, a kiedy człowiek jest młody, musi grać jak najwięcej. Skontaktowałem się z Málagą, żeby wypożyczono mnie niedaleko mojego miejsca zamieszkania. San Pedro dobrze radziło sobie wtedy w Tercera Division (czwarty poziom rozgrywkowy w Hiszpanii - przyp. red.). To był dobry czas.

Później przyszedł okres, kiedy nie chciałem już dłużej grać w czwartej lidze, tylko zrobić krok naprzód i przejść do Segunda B (trzeci poziom rozgrywkowy w Hiszpanii - przyp. red.) Polecono mi wówczas wypożyczenie do El Palo. Udało nam się porozumieć i z tej decyzji również jestem zadowolony. Bardzo podobała mi się dzielnica, tamtejsi ludzie… poza tym, bardzo pomogło mi się to rozwinąć personalnie. El Palo wzmocniło mój charakter, nie byłem już tak „miękki” jak wcześniej. Gra z piłkarzami z Primera Division dała mi dużo dobrego. Zagrałem wtedy ok. 30 spotkań jako środkowy pomocnik i bardzo się rozwinąłem.

Później nadszedł czas na opuszczenie rodzinnych okolic i transfer do rezerw Atletico Madryt, grających w Tercera Division. Znów zszedłeś szczebel niżej. To była trudna decyzja?

- Zdecydowanie tak, bo spędziłem w Maladze całe swoje dotychczasowe życie… Było mi ciężko i smutno, ale dostałem opcję gry dla Atlético Madryt, a coś takiego zdarza się raz w życiu! Z tego względu byłem zmuszony odrzucić oferty klubów z Andaluzji, m.in. Granady, czy Betisu. W rezerwach Atlético spotkałem takich zawodników jak Theo Hernández (Real Madryt), Kunde-Malong (Mainz), oraz N’Diayé (Getafe).

Ta przygoda nie trwała jednak długo. Nie zdołaliśmy awansować z Atlético B do wyższej ligi, a je nie chciałem dalej grać w Tercera Division. Władze klubu chciały, żebym został, ale ja miałem inne plany. Klub wykazał się wyrozumiałością, dzięki temu odszedłem do rezerw Osasuny w Segunda B. Był to kolejny krok w mojej karierze, a pobyt poza rodzinną okolicą nie był już dla mnie tak trudny. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że była to właściwa decyzja. W barwach Osasuny w  2016 roku zadebiutowałem w Primera Division, więc było to najlepsze, co mogło mnie spotkać.

Co czułeś na stadionie Los Carmenes, kiedy debiutowałeś w pierwszym zespole Osasuny?

- To trzeba przeżyć samemu, bo naprawdę nie da się opisać tego samymi słowami. Nie zamieniłbym tego na nic na świecie. Ta radość, kiedy widzisz rodzinę cieszącą się z tobą po tak długiej walce i tylu wyrzeczeniach… Z zewnątrz ludzie widzą tylko piłkarza kopiącego piłkę, ale za tym idzie o wiele więcej rzeczy. 

Prawdziwym spełnieniem marzeń był chyba jednak dopiero debiut z Osasuną w Premiera Division.

- Oczywiście! Całe życie o tym marzyłem. W tamtym momencie trudno było mi uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Jeszcze dwa lata temu byłem przecież w Tercera, grając dla San Pedro de Alcántara i nagle jestem w Primera… Marzenie.

Szansę tę dostałeś od trenera Joaquina Caparrosa. Co było w nim szczególnego? 

- Zawdzięczam Joaquinowi Caparrosowi całe życie. Pamiętam, że byłem w rezerwach Osasuny, a on zawsze oglądał nasze mecze. Pewnego dnia zadzwonił do mojego trenera w zespole ‘B’, żeby przekazać mu, iż jest zainteresowany, żebym zagrał kolejny mecz w pierwszym zespole. Jak się o tym dowiedziałem to... po prostu nie wierzyłem. Była to najlepsza rzecz, która mnie wtedy spotkała. Od tamtego momentu ojciec zaczął o mnie dbać ze zdwojoną siłą. Wkrótce później właśnie zadebiutowałem w pierwszym zespole w lidze i w Pucharze Króla.

Po zwolnieniu Caparrosa, nowy trener Petar Vasiljevic, nie obdarzył Cię zaufaniem. Czy to zaważyło na Twoim odejściu z Osasuny?

- Cóż… zespołowi nie szło dobrze, ale ja naprawdę czułem, że  dobrze sobie radzę. Vasiljevic dał mi jeszcze zagrać jeden mecz, ale nagle odsunął mnie od składu bez żadnych wyjaśnień. Starałem się z nim rozmawiać w szatni, ale nic to nie dało. Byłem tym zaskoczony szczególnie dlatego, że to właśnie on ściągnął mnie do drużyny, kiedy był dyrektorem sportowym. Wtedy nagle przesunął mnie do rezerw i nie pozwolił, abym trenował z pierwszym zespołem. Było to dla mnie niezrozumiałe, ponieważ dobrze się sprawowałem poprzednich meczach. To był główny powód odejścia. Nie chodziło o klub, o kibiców - z nimi wszystko było w porządku.

Uważasz, że zasługiwałeś, żeby dalej występować w La Liga? 

- Zdecydowanie tak. Nawet Caparrós, który zawsze mnie wystawiał do gry, powiedział na konferencji prasowej, że nie wyglądam jakbym miał 22 lata, tylko jak zawodnik, który całe życie gra w Primera Division. To mnie bardzo budowało. Mówił, że jest u mnie duża dojrzałość. Z tego też powodu nie zrozumiałem tego, co stało się później, kiedy on został już zwolniony.

Jaka jest różnica między grą w Primera Division, a niższymi ligami w Hiszpanii?

- Zawsze powtarzam, że gra w Primera jest... łatwiejsza. W Segunda B gra się ciężko, jest dużo starć, młody zawodnik gra przeciwko większym od siebie, przeciwko doświadczonym weteranom. I to nie jest tylko moje zdanie. Rozmawiam o tym z kolegami z Hizspanii i uważają podobnie.W Primera jest więcej przestrzeni, musisz się wykazać większą jakością, podania są bardziej precyzyjne. Trzeba być bardziej skoncentrowanym, bo wszystko odbywa się co do milimetra. Ponadto presja nie jest aż tak duża i łatwiej można wyprowadzić piłkę.

Jak się czułeś, kiedy przyszło Ci kryć samego Leo Messiego?

- Wyobraź sobie…(westchnienie). Komu nie podoba się to, co wyprawia Leo Messi? Z jakiego zespołu byś nie był, jeśli lubisz futbol, to lubisz Messiego. Kiedy widziałem go na boisku, to trudno było mi w uwierzyć w to, co się dzieje. Jeśli mam być szczery - on wyglądał jak figura woskowa. Jeszcze do niedawna grałem nim na konsoli, a teraz grałem przeciwko niemu w meczu. Messi grał w piłkę chodząc po boisku, ale wystarczył ułamek sekundy i nagle wykonywał podanie bez patrzenia, urywał się obrońcom, uciekał. Jego zmiany tempa to inny poziom. 

Kolejnym wielkim klubem w twojej karierze była Valencia. Choć zanim tam trafiłeś, w 2017 roku prawie wylądowałeś we Włoszech. 

- Tamtego lata szukałem dobrych ofert i byłem już dogadany z włoskim Bari z Serie B. Przez prawie miesiąc przygotowywałem się, aby do nich dołączyć, ale w klubie były problemy. Później Bari upadło, przestało istnieć, więc nawet lepiej, że z tego transferu nic nie wyszło. Ostatecznie mogłem przenieść się do Valencii.

Jak oceniasz współpracę z Lubomirem Penevem w rezerwach Valencii?

- Było bardzo w porządku. Wiem, że opuścił Valencię w niekorzystnych okolicznościach, ale jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenia, to wszystko było poprawnie. Co więcej, ostatniego lata zanim trafiłem do Korony, chciało pozyskać mnie jego rodzime CSKA Sofia. Penev wystawił mi dobrą rekomendację. Bułgarski klub spotkał się nawet z moim ojcem w Marbelii w celu sfinalizowania transferu. Ostatecznie do niego nie doszło, ale wiem, że Penev od początku starał się mi pomóc. Poza tym robił to bezinteresownie, co bardzo doceniam.

-Wobec kontuzji Ezequiela Garaya i Jeisona Murillo byłeś bliski gry w pierwszym zespole i powrotu na salony La Liga. Dlaczego do tego nie doszło? 

Rzeczywiście, była okazja. To był przypadek, który mógł mi dać dużą szansę. Niestety się nie udało. Wszystko przez mój wiek. Na co dzień trenowałem z pierwszym zespołem, bo tak chciał trener Marcelino. On naprawdę chciał, żebym zagrał, ale były problemy formalne. Musiałbym zostać dodatkowo zgłozsony do zespołu, ponieważ miałem już ponad 23 lata. Szkoda, że nie udało się wykorzystać tej okazji, bo Valencia zrobiła wszystko, aby do tego doszło. Będę za to zawsze klubowi, bo dołożył wszelkich starań.

Który z trenerów miał na Ciebie największy wpływ w dotychczasowej karierze?

Zawsze pamiętasz o tym, który sprawił, że spełniły się twoje dziecięce marzenia o grze w Primera Division. Był nim Caparros, ale również inni trenerzy, jak Manel Casanova, Alberto Parraga czy Borja Diaz, którzy wpoili mi szereg wartości na etapie niższych kategorii wiekowych, czyli wtedy kiedy człowiek się rozwija jako osoba i jako piłkarz. Również ‘Cuqui’, mityczny trener Marbelli, który opiekował się mną, kiedy jako dziecko występowałem w Vazquez Cultural. Nie zapominam też o Marcelino czy Penevie, którzy świetnie mnie traktowali w Valencii. 

Masz żal do któregoś z klubów?

Do Osasuny i Malagi. Chciałbym móc dać Osasunie i jej kibicom więcej, jednak przez zaistniałe okoliczności nie kontynuowałem tam gry. Bez względu na wszystko pobyt w Pampelunie niewątpliwie mnie bardzo wzmocnił. A jeśli chodzi o Malagę, to dlatego, iż jest to klub, w którym się wychowałem, klub z mojej ziemi, gdzie chciałbym być. Żałuję, że nie udało mi się zagrać w pierwszym zespole. 

Ciężko było opuścić Hiszpanię i przenieść się do Polski?

- Zawsze trudno jest opuścić dom, ale jako piłkarze jesteśmy takimi samymi pracownikami jak inni i musimy sobie radzić. Moim przeznaczeniem była Polska i musiałem tutaj przyjechać. Poza tym, moja intuicja zawsze podpowiadała mi, że moje przeznaczenie jest poza Hiszpanią i oto jestem.

Myślisz, że jesteś w Hiszpanii niedoceniany?

- Trochę tak, dlatego jestem w Polsce. W Hiszpanii sądzi się, że tu jest jak na przerwie w szkole. Często rozmawiam o tym z Airamem Cabrerą. (W Hiszpanii dzieci mają 30-minutową przerwę w szkole, podczas której często grają z przyjaciółmi w piłkę. Panuje tam powiedzenie, że w słabszych, mniej znaczących ligach w Europie gra się w piłkę niczym z przyjaciółmi na szkolnej przerwie - przyp. red.) 

Jakie marzenie chciałbyś spełnić w swojej jeszcze długiej karierze?

- Przede wszystkim, żeby moja żona i córka, która jest w drodze, zobaczyły jak gram. Ich obecność podczas mojego meczu byłaby czymś bardzo pięknym. Poza tym wielkim marzeniem jest gra w topowym klubie oraz to, by doceniano w nim to, co robię. 

Jak ci się żyje w Polsce?

- Dobrze. Na początku była to dla mnie spora niewiadoma, bo nie wiedziałem co mnie spotka. Obecnie jestem bardzo zadowolony. Zarówno Kielce, jak i inne miasta - takie jak Kraków czy Warszawa - nie mają czego zazdrościć innym metropoliom. Nawet niektórzy znajomi, którzy przyjeżdżali mnie odwiedzić, stwierdzali, że mogliby tutaj mieszkać, po tym co zobaczyli (śmiech).

Wiedziałeś coś o Polsce, zanim tu przyjechałeś?

- Niewiele. Znałem wyłącznie pewne kwestie historyczne związane z Auschwitz, papieżem Janem Pawłem II. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałem w ogóle czego się spodziewać.

Co ci się tu najbardziej podoba?

- Najlepszy jest spokój z jakim tu żyję. A najgorsze? Bez dwóch zdań język (śmiech). nauka idzie powoli do przodu, ale jest bardzo trudno. 

Jak znosi polskie zimno osoba pochodząca z południa Hiszpanii?

- Nawet sobie nie wyobrażasz, staram się wytrzymać, jak tylko się da. W Pampelunie było zimno, ale tutaj jest jeszcze gorzej (śmiech). Z tego powodu wiodę życie domowe, nie wychodzę za często Chciałbym spędzać więcej czasu poza domem, ale wiedząc jak jest na dworze, zostaję w domu.

Czy po dziewięciu miesiącach jesteś bardziej zaaklimatyzowany?

- Tak, jestem osobą, która szybko się przyzwyczaja do nowych miejsc, nie mam pod tym względem problemu. Na co dzień nie ma nawet czasu o tym myśleć.

Jakie różnice w życiu codziennym dostrzegasz między Hiszpanią i Polską? Czy zmieniłeś swoje nawyki, sposób życia?

- W Hiszpanii sporo spacerowałem po promenadzie w słoneczku. To pozwalało mi odżyć - patrzenie na plażę, morze, wsłuchiwanie się w jego szum. To było dla mnie  bezcenne, ale muszę należy doceniać to co tu mam. Mimo, że brakuje mi pewnych rzeczy, do których byłem przywiązany, jestem bardzo zadowolony.

Jak Twoja rodzina znosi fakt, że jesteś tak daleko?

- Są w stu procentach ze mną. Wiedzą, że nawet jeśli nie znam języka, to jestem osobą otwartą, szybko zjednującą sobie ludzi. Ufają mi i wiedzą, że nie będzie żadnego problemu.

W czym zmienił się Iván Márquez grający dla młodzieżowych zespołów Malagi względem tego, który jest w Polsce? Czy jest bardziej dojrzały? Czujesz się silniejszy?

- Wcześniej byłem bardziej szalony, nie miałem pojęcia o wielu rzeczach. Kiedy jesteś młodzieżowcem, wszystko wydaje się łatwiejsze - zawsze grasz, nie masz problemów. Tym, co mnie wzmocniło, są inne sytuacje, jak np. gra z Osasuną w Primera Division i szybki powrót do Segunda B. Te rzeczy, które każdego zawodnika niszczą, powodują smutek i załamanie, w moim przypadku sprawiły, że jestem silniejszy, bardziej dojrzały i spokojny.

Jak wytłumaczyłbyś hiszpańskiemu kibicowi czym jest Korona Kielce?

- Skromny zespół ze świetnym trenerem i dobrymi zawodnikami, który od niewiele ponad 10 lat gra w najwyższej klasie rozgrywkowej, a w ostatnich latach utrzymywał się na wysokich miejscach polskiej Ekstraklasy. Korona zrobiła duży skok. To klub, który zawsze będzie ze mną, ponieważ jest moim pierwszym klubem poza Hiszpanią.

Dlaczego wybrałeś Koronę Kielce?

- Jeszcze przez rok wiązała mnie umowa z drugą drużyną Valencii i oni chcieli, żebym został, ale ja potrzebowałem czegoś nowego, nie chciałem już grać w Segunda B. Valencia wykazała się wyrozumiałością i mnie nie zatrzymywała. Tak jak wcześniej wspominałem, tego samego lata byłem blisko przejścia do CSKA Sofia, którą trenowal Lubo Penev, mój były trener w rezerwach Valencii. Do tego ostatecznie nie doszło i za pośrednictwem agenta, który znał Peneva, pojawiła się możliwość przejścia do Polski. Korona to zespół z najwyższej klasy rozgrywkowej, na czym mi bardzo zależało. Klub akurat szukał środkowego obrońcy i oto jestem.

Co wiedziałeś o Koronie, zanim tu przyjechałeś?

- Wiedziałem, że grał tutaj mój przyjaciel Airam Cabrera. Rozmawiałem z nim, wyjaśnił mi panujące tu zasady, polecił klub. Mówił, że mają dobry stadion, że Kielce to spokojne miasto, a zawodnicy to dobre chłopaki. Podkreślał, że klub jest stabilny, zwłaszcza finansowo. Wtedy powiedziałem sobie: OK, spróbujmy. 

Airam wspominał ci o innych zawodnikach, którzy byli w klubie? Miguel Palanca, Dani Abalo, był też trener "Pacheta"...

- Tak, mówił mi o nich. W Koronie bardzo dobrze wspominają Palancę, a zwłaszcza Pachetę, który jest obecnie szkoleniowcem Elche.

Czy czujesz się ważny dla zespołu?

- Szczerze mówiąc, tak. Granie całych spotkań rekompensuje człowiekowi brak możliwości wypowiedzenia się wynikający z nieznajomości języka. Już to sprawia, że czujesz się ważny dla zespołu, poza tym koledzy pomagają mi w języku angielskim. To język, który mocno podszkoliłem i który bardzo mi pomaga. Poza tym mówię po włosku, co pozwala mi porozumiewać się ze swoim trenerem, Gino Lettierim oraz Elią Soriano.

Patrzysz w przyszłość?

- Mój kontrakt trwa jeszcze rok i jeśli plany się nie zmienią, to mam zamiar go wypełnić.

Jak oceniasz sezon w wykonaniu zespołu?

- Byliśmy objawieniem pierwszej części sezonu, ale w rundzie wiosennej, po powrocie ze zgrupowania z Turcji, coś się popsuło. Często przegrywaliśmy mecze w ostatnich minutach po przypadkowych zagraniach, nawet kiedy to my stwarzaliśmy więcej okazji niż rywal. Przez to wszystko nie udało nam się zakwalifikować do grupy mistrzowskiej.

Jakie jest Twoje zdanie o trenerze Gino Lettierim? Czy jego system Ci odpowiada?

Bardzo dobre, od samego początku darzy mnie zaufaniem. Na treningach bardzo koncentruje się na taktyce i na przygotowaniu fizycznym. Jeśli chodzi o aspekt fizyczny, było to dla mnie trudne, ponieważ przez miesiąc biegaliśmy po lesie, żeby nabrać formy. 

Czy fakt, że jest Włochem sprawiał, że miałeś z nim szczególny ‘feeling’?

- Tak, bardzo. Mogę się z nim komunikować w języku włoskim i zawsze mówi mi rzeczy, które sprawiają, że nie odpuszczam, nawet w zabawny sposób, "zaganiając mnie do roboty".

Z kim najlepiej dogadujesz się w szatni?

- Z Elią Soriano, z którym mogę rozmawiać po włosku, również z Wato Arweladze, który nauczył mnie sporo angielskiego od kiedy jestem w Kielcach, m. in. podczas zgrupowania w Turcji.

Czy któryś z zawodników jakoś szczególnie Ci pomógł zintegrować się z zespołem?

- Raczej nie, musiałem się samemu integrować. Przyjechałem tutaj, nikt nie mówił po hiszpańsku, więc było to trudne. Miałem jednak szczęście i zostałem dobrze przyjęty w zespole, było mi łatwiej. Z zespołem zintegrowałem się grając po prostu w piłkę

Dlaczego na Twojej koszulce widnieje numer 33?

- Z tym numerem debiutowałem w Hiszpanii w Primera Division w barwach Osasuny. Ma on dla mnie szczególne znaczenie. Poza tym jest to wiek Chrystusa, co dla mnie, jako osoby wierzącej, jest ważne.

Chciałbyś zostać dobrze wspominany w Kielcach?

- Oczywiście, jak każdy zawodnik, który od początku do końca dokładał wszelkich starań dla dobra klubu.

A co twoim zdaniem myślą o tobie w tym momencie?

- Myślę, że są zadowoleni. Zarówno kibice, jak i trener dają mi to do zrozumienia. W Kielcach spotykam się z dużymi wyrazami sympatii.

Jaki mecz w Polsce odcisnął na tobie największe piętno?

- Przeciwko Lechowi Poznań na własnym stadionie. Jest to jeden z największych zespołów w Polsce i pamiętam, że od meczu z nimi zależało nasze być albo nie być w grupie mistrzowskiej. Mieliśmy dużą przewagę i nawet pomimo tego, że mecz zakończył się wynikiem 0-0, czułem się po nim naprawdę dobrze.

Znasz się z innymi Hiszpanami grającymi w polskiej Ekstraklasie?

- Wiem, że jest kilku. Tak naprawdę uświadomiłem to sobie dopiero na boisku (śmiech). Graliśmy przeciwko kilku zespołom i wcześniej nic o tym nie wiedziałem, dopiero na boisku zdałem sobie sprawę, że mają hiszpańskich piłkarzy (śmiech). Na początku znałem jedynie Airama Cabrerę, Carlitosa Lopeza oraz Jesúsa Imaza. Później dowiedziałem się też o Juanie Camarze, z którym grałem jeszcze w młodości. Wszyscy nasi zawodnicy wnoszą do tej ligi dużo jakości mimo, że polski futbol jest bardzo fizyczny.

Poleciłbyś polską ligę hiszpańskim zawodnikom?

- Zdecydowanie tak. Tutaj grasz w najwyższej klasie rozgrywkowej i to jest chyba najfajniejsze. Co prawda nie każdy radzi sobie z tym, żeby grać poza domem. Z powodu odległości dla wielu z nich może się to okazać problematyczne.

Jaki jest poziom ligi polskiej?

- Bardzo zbliżony do poziomu hiszpańskiej Segunda Division. Liga jest bardzo wyrównana, każdy może wygrać z każdym, nawet ostatni zespół z pierwszym. W Ekstraklasie jest spora rywalizacja. Odkąd tutaj jestem, bardzo mi się podoba.

Mecze w Polsce są bardzo fizyczne. W Ekstraklasie nie ma wielu zawodników dobrych technicznie w środku pola, w związku z czym piłka mniej krąży po ziemi. Jest więcej długich piłek, ponownych zagrań, dużo walki o piłkę i starć w powietrzu.

A co myślisz o samym systemie rozgrywek?

- Niezbyt mi on odpowiada. W Hiszpanii nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Liga jest przedłużona o dodatkowe kolejki. W przypadku wielu zespołów oznacza to, że te ostatnie mecze zupełnie nic nie wnoszą. Kilka drużyn nie gra juz wtedy zupełnie o nic.

Czy rywalizacja między jakimiś polskimi zespołami szczególnie przykuła Twoją uwagę?

- Oprócz typowego przykładu Legii Warszawa i Lecha Poznań, a także zespołów z Krakowa, największą uwagę przykuła rywalizacja naszej Korony Kielce z Wisłą Kraków, ponieważ doświadczam tego z bliska. To swego rodzaju derby. Wszystko to wynika z wydarzeń z przeszłości. Znam historię kibica, który zginął z rąk kibica Wisły. Od tamtej pory jest to dla nas najważniejszy mecz ligowy.

Najlepsi zawodnicy w Ekstraklasie?

Stawiam na naszych, bardzo podoba mi się Imaz i Airam. Grałem też przeciwko  Kubie Błaszczykowskiemu i wydaje mi się on bardzo dobry. Biorąc pod uwagę jego wielkie doświadczenie nie powinno to nikogo zaskakiwać. 

Dlaczego polska piłka przyciąga tylu kibiców, a nie ma żadnego klubu wyróżniającego się w rozgrywkach europejskich?

Mogą tu mieć znaczenie zasoby finansowe. Myślę, że polskie drużyny przegrywają z klubami przewyższającymi je budżetem. 

ZDEFINIUJ JEDNYM SŁOWEM MALAGĘ - Cudo.

A MALAGA CF? - Mój klub.

A KIBICÓW MALAGA CF? - Moi kibice.

BARÇA CZY REAL? - Real.

MESSI CZY CRISTIANO? - Messi.

DANIE? - Puchero.

CO ROBISZ W WOLNYM CZASIE? - Spaceruję.

ZDEFINIUJ SWÓJ CHARAKTER? -  Ekstrawertyczny.

ULUBIONA PIOSENKA? - ‘Cuando te beso’ w wykonaniu Niñi Pastori.

ULUBIONY ZESPÓŁ? - U2.

FILM? - „Trener” z Samuelem L. Jacksonem.

AKTOR? - Jason Statham.

AKTORKA? - Emilia Clarke.

ZWIERZĘ? - Pitbull (pies).

MIASTO W HISZPANII? - Marbella, Málaga.

A NA ŚWIECIE? - Nowy Jork.

CO NAJBARDZIEJ KOCHASZ? - Swoją rodzinę.

CZEGO NIE ZNOSISZ? - Kłamstwa.

NAJLEPSZE W PRZYJAŹNI? - Lojalność.

CZY PIŁKARZOWI ŁATWIEJ PODERWAĆ KOBIETĘ? - Tak mówią.

CZY WY, PIŁKARZE, ŻYJECIE W SWOIM ŚWIECIE? -Tak.

LUBISZ OGLĄDAĆ PIŁKĘ W TV? - Tak.

CZY ZA DUŻO ZARABIACIE ZA KOPANIE PIŁKI? - Nie.

JAKIEJ RADY UDZIELIŁBYŚ POCZĄTKUJĄCEMU PIŁKARZOWI? Żeby nigdy się nie poddawał, choćby nie wiadomo jak często trener mówił mu że się nie nadaje, ponieważ inny może obdarzyć go zaufaniem. 

CZY JEST TAKI KAMIEŃ, O KTÓRY PIŁKARZ POTYKA SIĘ TYSIĄC RAZY? Wychodzenie na imprezy.

 

Rozmawiał: Eugenio González Aguilera

fot: José Lagarda Guzmán, Maciej Urban, Grzegorz Ksel

Wasze komentarze

Tomek2019-06-14 22:40:09
Jeden z lepszych obrońców naszej ligi..
Koronka2019-06-14 22:42:01
Drodzy hejterzy ten szrot jak to mówicie o naszych piłkarzach zna historie klubu. Zna historie ŚP małpy. Stara się uczyć Polskiego
S_Scyzor2019-06-14 23:06:02
Marquez i Diaw to byłby święty duet. No ale Diawa już nie ma, a Marquez zawinie się za rok za darmo ...
Przykre.
Dla mnie top3 środkowych obrońców ekstraklasy
ciekawy wywiad2019-06-15 10:03:42
dzieki, choc widac ze przeprowadzony co najmniej pare tyg temu, po slowach o Soriano wnioskuje
@ciekawy wywiad2019-06-15 11:31:45
Czytania czasem nie boli. Napisane jest ze kilka tygodni przed zakończeniem sezonu był zrobiony wywiad.
:(2019-06-15 11:38:32
Lepiej być bezdomnym w Maladze niż w Kielcach grać w piłkę
Ryś2019-06-15 12:47:13
PERŁA w Koronie!
Człowiek od ciężkiej roboty.
" Ekstrawertyczny" ????
To chyba polska i hiszpańska definicja tego słowa się wykluczają!
No chyba,że to kwestia bariery jeżyka i kultury. Fakt ,że mowa kastylijska jest w Kielcach mało popularna!

P.S.
Jak tam "pismaki forumowskie" KARNET zakupiony???
i2019-06-15 13:36:10
Jeśli po tym sezonie na kimś Korona miała by zarobić to na nim. Dla mnie najlepszy patrząc na cały sezon. Niestety nasi pomocnicy szczególnie środkowi powinni się od niego uczyć podstaw piłki czyli : dokładne przyjecie bez odskoczenia piłki i dokładne podanie po ziemi.. Oby więcej takich transferów w tym sezonie
@Ryś2019-06-17 23:20:04
dla ciebie pępku zabraknie

Projekt i wykonanie: CK Media Group