Pan Eksperyment. Gino Lettieri zaskakuje na każdym kroku
Dawno już w Kielcach nie było trenera, który decydował się na tak eksperymentalne ustawienia taktyczne swojej drużyny. Szkoleniowca, który nie lękał się, widząc popełnione przez siebie błędy, dokonywać zmian personalnych jeszcze w pierwszej połowie spotkania. Człowieka, który odważnie reaguje na sytuację boiskową, co - przynajmniej jak dotąd - często kończy się pomyślnie dla jego drużyny. Więcej w tym farta, czy umiejętności?
I absolutnie nie jest to laurka Gino Lettieriego, choć trzeba docenić, że - mimo swojej bariery jezykowej - wprowadził prawdziwy koloryt do polskiej ekstraklasy. Nie dość, że często zaskakuje decyzjami czysto szkoleniowymi, to jeszcze ma smykałkę do ciekawych wypowiedzi. Niekiedy mówi takie rzeczy, których publicznie nie powiedziałby żaden inny trener. A na pewno których unikali jego poprzednicy.
REKLAMA
Zacznijmy jednak od sportu. Odważnym ustawieniem 3-6-1 (lub 5-4-1, zależy, jak spojrzeć) wybiegła na boisko w Zabrzu drużyna żółto-czerwonych. I grała słabo. Inny czekałby do przerwy, 50-latek reagował od razu. Już w 30. minucie Lettieri zmienił Krystiana Misia, a na boisku pojawił się (w roli lewego obrońcy) Goran Cvijanović. I była to roszada kapitalna, a Słoweniec został niewątpliwym bohaterem spotkania.
W drugiej połowie na lewe skrzydło powędrował Jukić, Cvijanović zszedł do środka. Ustawienie pozostało to samo, ale drobna korekta personalna sprawiła, że gra Korony znacznie się polepszyła. Włoski szkoleniowiec nie bał się podjąć kolejnej odważnej decyzji, gdy już w 59. minucie wykorzystał limit zmian. Za jednym zamachem zmienił (po raz pierwszy w tym sezonie) nie najlepiej spisującego się Adnana Kovacevicia oraz Elię Soriano, na murawie zameldowali się Marcin Cebula oraz Nika Kaczarawa. Obaj grali wybornie - polski pomocnik szalał po skrzydle, miał dobre dośrodkowania i dryblingi. Gruzin wygrał kilka ważnych piłek, a także zanotował asystę przy wyrównującej bramce Jacka Kiełba, wcześniej znakomicie blokując Mateusza Wieteskę.
Oczywiście, strach pomyśleć, co stałoby się, gdyby ktoś doznał kontuzji. Korona musiałaby wówczas grać w osłabieniu. Do tego jednak nie doszło. Włoch miał szczęście, ale w piłce nożnej to szczęście też trzeba mieć.
Na to samo ustawienie z trójką środkowych defensorów Lettieri zdecydował się w drugiej połowie poprzedniego spotkania z Wisłą Płock. I sprawdziło się to w stu procentach, bo przeważający przed przerwą rywale, po zmianie stron nie potrafili przebić się przez kielecki mur. Oczywiście - cała formacja nie zagrała bezbłędnie, raz skórę uratował drużynie Maciej Gostomski, ale cel został osiągnięty.
Wyjazdowy mecz z Pogonią Szczecin zakończył się bezbramkowym remisem. Ta potyczka również zaczęła się dla kielczan nie najlepiej. Lettieri znów zaryzykował i znów się nie sprawdziło. Na boisku od pierwszej minuty zameldowało się dwóch napastników - Maciej Górski oraz Elia Soriano. Ten wariant się nie sprawdził, dlatego Polaka już w 32. minucie zastąpił Ken Kallaste, a gra Korony została przemodelowana.
W pewien sposób odważną decyzją było też wcześniejsze ustawienie Michala Gardawskiego na lewej stronie obrony. Ruch ten jednak okazał się trafny, a kibice kieleckiej drużyny mogą tylko żałować, że pomocnik doznał kontuzji eliminującej go z gry do końca roku. Lettieri nie jest też uparty. Choć początkowo stawiał na Zlatana Alomerovicia, to jednak po fantastycznym meczu w Pucharze Polski z Wisłą Kraków, zmienił zdanie, a miejsce między słupkami zajął Maciej Gostomski. Z jakim efektem - wszyscy oglądamy to i podziwiamy teraz co tydzień.
Nie sposób nie wspomnieć też o Cebuli, którego Włoch jako pierwszy ustawił na prawej stronie pomocy. I trudno się nie zgodzić z jego werdyktem, bo tam młody pomocnik z meczu na mecz radzi sobie coraz lepiej. W środku pola nie do końca wykorzystywał swój spory potencjał. Na boku ma więcej swobody i w pewnym sensie mniejszą odpowiedzialność za drużynę. Widać, że ta mniejsza presja jest dla niego zbawienna. Nikt nie ma też wątpliwości, że takiego walecznego 21-latka jeszcze w żółto-czerwonych barwach nie oglądaliśmy.
To zresztą w przypadku tego piłkarza najbardziej symbolicznie można opisać specyficzny rodzaj kontaktu Lettieriego z mediami, a zarazem z kibicami. To o Cebuli powiedział, że "potencjał ma ogromny, tylko musi więcej pracować, a mniej imprezować". Włoch nie boi się skrytykować swoich piłkarzy, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że pewnej granicy nie przekracza. "Miałem dziś w zespole trzech Messich, którzy za każdym razem chcieli wyprowadzać akcje z obrony. Tę piłkę trzeba po prostu wybić" - wypalił przed kamerami Canal+ po ostatnim meczu w Zabrzu. Raczej nikt z piłkarzy nie mógł mieć do niego pretensji o taką wypowiedź.
Gdy jest za co - gani. Częściej jednak chwali swój zespół, nawet wtedy, gdy ten nie podnosi z murawy trzech punktów. Jak mantrę powtarza przy tym, że przed jego zawodnikami jeszcze długa droga, by zaczęli grać tak, jak tego oczekuje. I zapewnia, że to nadejdzie w tym sezonie, tylko potrzebuje na to więcej czasu. To w przyszłym roku, po przerwie zimowej, odpowiednio wzmocniona drużyna ma prezentować się lepiej.
Trzeba pamiętać, że Włoch nie może przy tym liczyć na duży komfort ze składem. Co rusz wypadają mu z drużyny kolejni kontuzjowani piłkarze. Inni, jak np. Angelos Argyris, w żaden sposób się nie sprawdzili i tej drużyny zwczajnie nie wzmocnią. Przy dosyć nielicznej kadrze, taka sytuacja nie ułatwia zadania.
Można mieć zarzuty, że sam Lettieri w zbyt prosty sposób przekreśla niektórych piłkarzy. On zrezygnował z Jakuba Mrozika, on też zasygnalizował zarządowi, że w swoim zespole nie widzi Nabila Aankoura. Ale takie jest prawo trenera, by dobierać sobie odpowiednich wykonawców do realizacji swojego pomysłu. Choć oczywiście z takim wyborem kibic zgadzać się nie musi.
Lettieri nie jest nieomylny. Można wręcz powiedzieć, że w ostatnich tygodniach popełnia sporo błędów, o czym świadczą fatalne pierwsze minuty Korony Kielce w aż trzech spotkaniach z rzędu - z Pogonią, Wisła Płock i Górnikiem. Cieszy za to, że szkoleniowiec nie trwa uparcie przy swoim. Zmienia, modyfikuje, poprawia. Póki wychodzi na jego, czyli drużyna na koniec meczu zdobywa punkty, nie ma powodów do nerwów.
Trudno oprzeć się także wrażeniu, że Korona nieustannie się rozwija. Ta drużyna ewoluuje, jest coraz ciekawsza i przed każdym meczem na jej grę patrzy się z dużym zaciekawieniem oraz nadziejami. Rozwijają się indywidualnie piłkarze, którzy podnoszą swój poziom. Stają się dojrzalsi, lepiej reagują na słabsze momenty. Również zagraniczny zaciąg zdobywa większą pewność siebie, swobodę i zaczyna grać na miarę oczekiwań kibiców. Brakuje im jeszcze stabilizacji, utrzymania równej formy przez kilka spotkań. Głowa Lettieriego w tym, by z przebłysków zrobiła się tendencja.
Korona jest nieobliczalna. To Korona, którą chce się oglądać. To Korona, która oprócz dużej siły fizycznej, wybiegania docenianego przez największych piłkarskich ekspertów, jest po prostu ciekawa stricte piłkarsko.
To drużyna, którą dzisiaj potrafimy odpowiednio dobrze zdiagnozować. Ale chyba nikt z nas nie potrafi przewidzieć, jak ten zespół będzie prezentował się na koniec sezonu. Można mieć za to dosyć uzasadnione nadzieje, że będzie znacznie lepszy i mocniejszy. Wydaje się, że rację mają piłkarze, twierdząc, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
I właśnie to jest w tej współczesnej Koronie najfajniejsze.
Na koniec jeszcze jedno. Lettieri ani myśli zmieniać swojego podejścia. Jeżeli sprawdzą się nasze informacje, kolejną - tym razem personalną - niespodziankę możemy obejrzeć już w najbliższym spotkaniu Pucharu Polski z Zagłębiem Lubin. I będzie to ruch, o którym jeszcze do niedawna żaden kibic nie pomyślał nawet przez chwilę.
Wiele się może wydarzyć w Kielcach w najbliższych tygodniach, ale jednego możemy być pewni: na nudę narzekać nie będziemy. Zadba o to Gino Lettieri.
A Wy jak oceniacie pracę trenera Korony Kielce po 13 kolejkach tego sezonu (niebawem półmetek fazy zasadniczej)? Zapraszamy do komentowania.
fot. Krzysztof Porębski / PressFocus
Wasze komentarze
snajpera i mozemy powalczyc o czołową trójkę... jest to mozliwe bo Ekstraklasa jest na słabym nieprzewidzialnym poziomie..
Z drugiej strony, mimo że atmosfera w drużynie po każdym meczu jest coraz lepsza, w sercu nadal pozostaje jakiś żal i tęsknota. Tak jak "banda świrów" Ojrzyńskiego nigdy już nie wróci, tak samo drużyna Bartoszka. Wtedy jak i teraz czuło się, że każdy za każdego skoczy w ogień. To było coś, co przebić mogłoby tylko zdobycie przez Koronę mistrzostwa Polski.
Rozczarowany jestem artykułami pomeczowymi w Echu i innych portalach które nie oceniają zawodników i posunięć trenera tylko scenografują po łebkach kto komu zagrał futbolówkę i kto skierował do bramki, no nuda szkoda czytać. Z drugiej strony słabe też są komentarze internałtów które nie mają na celu podzielenie się swoimi spostrzeżeniami na temat gry i podejmowanych decyzji a ograniczają się do wylania jakiś osobistych emocji i indywidualnych przeżyć zupełnie nie interesujących innych czytelników.
A ciekawym jest przeczytać jakieś propozycje co do zmiany ustawienia albo personalnych roszad ewentualnie analizy błędów lub ciekawostki, kulisy, spekulacje.
A do oceny Letieriego, gość popełnia błędy w ustawieniu i co do oceny zawodników ale plusem jest że zauważa je i koryguje choć nigdy w wywiadzie nie przyznał się do błędu. Ale np. taki Wilman stał przy linii i nie wyciągał wniosków z tego co się działo na boisku, nie reagował. Wydaje mi się że dobrym analitykiem jest Grzesik, i dobrze że Dzino poznał się na nim. Co do rozczytania zawodników przez trenera mam nadzieję że tak jak zweryfikował swoje oceny na plus co do Cebuli i Gostomskiego to zweryfikuje też swój pogląd co do Ankura, wg mnie to młody perspektywiczny zawodnik, z dobrą techniką, najlepiej panuje nad piłką, przyspiesza grę Korony i dużo biega, pracowity warto go mieć w kadrze.
I z drugiej strony zaciągną do Korony hurtowo Argyrisa, Barrego, Hamrola,Alomerovicia i co, poniżej poziomu ekstraklasy a podobno znał ich, i cztery kontrakty zablokowane i jak to teraz rozwiązać np. zimą.
I na koniec co by było w Zabrzu gdyby Dżino nie eksperymentował tylko od początku wyszedł tym końcowym składem ????? Przed meczem pisałem że może zagrać Kaczarawą choć jeszcze mnie nie przekonał, ale Soriano słabo, a Kaczka niby nic jeszcze nie zagrał w Koronie ale trzy razy wszedł na ogony i ma dwie asysty, oby tylko kondycja była na cały mecz.
- od momentu zmiany Cvjanović za Misia to Jukić grał na lewym wahadle, a nie tak jak napisaliście od drugiej połowy
- Kacharawa przy golu wygrał pojedynek z Szeweluchinem a nie Wieteską
Za chwilę zaskoczą Nika Kaczarawa i Elia Soriano, którzy na pewno będą przydatni.
Nie spisywał bym przedwcześnie na straty Shawna Barry’ego (bardzo szybki), Zlatana Alomerović’a (ile setek „sam na sam” nam wybronił?), Matthiasa Hamrola (przyszłość przed nim).
Leszek Ojrzyński w sezonie 2011/2012 powtórzył wynik (5 miejsce) Ryszarda Wieczorka z sezonu 2005/2006. Ale przypomnijcie mi, ile potem meczów z rzędu na wyjeździe nie mógł wygrać, 16-17? Kiedy przeciwnicy rozczytali grę Korony (wszystkie piłki na Korzyma), podziękowano Ojrzyńskiemu.
Maciej Bartoszek w sezonie 2016/2017 również zajął 5 miejsce z Koroną. Piłkarze, nie znając przyszłości Klubu zaczęli grać przede wszystkim dla siebie, czyli o swoją przyszłość (np. w innym klubie) oraz trener - stąd wyniki. Klub jednak zmienił właściciela i zaczął układać wszystko po swojemu. Wolno mu! Maciej Bartoszek zdobył nawet nagrodę Trenera Roku, ale dopiero 20 września 2017 został znalazł pracę i został trenerem Bruk-Bet Termaliki Nieciecza.
Jeszcze Gino Lettieri nie zaczął na dobre trenerki w Koronie, a już zaczęła się cała fala hejtu (afera klapkowa itp.) przeciwko niemu. Brylowało w tym echo dnia i portal weszło. Przykładowe tytuły: „Niemieccy dziennikarze roastują Gino Lettieriego”, „Palanca wyszedł na posiłek w klapkach i… może sobie szukać nowego klubu”, „Nie tylko niemiecki szrot. Korona ściąga poważnego piłkarza”, „– Gino Lettieri w Kielcach! – A kto to, projektant mody? – Nie, nowy trener Korony!”.
Ludzie, dajcie „GiLett” pracować! Jeśli w przerwie zimowej dojdzie jeszcze 4-5 nowych piłkarzy klasy Cvijanovič, Gardawski, Jukić, Kovačević, to o przyszłość Korony Kielce nie ma co się martwić :)