Zieliński po Rakowie: przegraliśmy ważną „bitwę”, ale „wojna” trwa dalej
W 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała w Częstochowie z miejscowym Rakowem 0:2. Po meczu swoją opinią podzielił się Jacek Zieliński, opiekun „Koroniarzy”.
Jacek Zieliński (trener Korony): – Przegraliśmy dzisiaj bardzo ważny mecz. Spotkanie o wielkim ciężarze gatunkowym. Powiedziałem zawodnikom w szatni po meczu, że przegraliśmy ważną „bitwę”, ale „wojna” trwa dalej. Przed nami są teraz dwie kluczowe „bitwy”, dwa kluczowe spotkania i nad tym się musimy skupić. My tego wyniku nie zmienimy, tego wyniku nie cofniemy, natomiast musimy się jak najlepiej przygotować do najbliższego meczu piątkowego z Widzewem. Marzenia były inne, zamierzenia były inne. Po pierwszej połowie myślę, że były większe nadzieje na to, że to może się potoczy inaczej. Niestety pierwsza bramka nas trochę nakruszyła. Za chwilę „dostaliśmy” drugą i było już bardzo ciężko.
(O diagnozie drugiej połowy i zmarnowanej szansie Antonina na 1:1) Kulminacyjnym momentem był ustawiony rzut wolny dla Rakowa. W niegroźnej sytuacji, po wrzucie z autu, zrobiliśmy „głupi faul”. Z tego poszło dośrodkowanie i Fadiga kapitalną przewrotką strzelił bramkę. Rzeczywiście, sytuacja Antonina na 1:1 będzie się śnić po nocach. Ale my takie bramki „dostajemy”, natomiast ich nie strzelamy. Na gorąco nie będę snuł opowieści, co się stało w drugiej połowie, ale tej sytuacji bardzo szkoda, bo ona by wróciła nas do gry. Kto wie jakby wówczas to wyglądało.
(O tym, dlaczego drużyna „zniknęła” po przerwie) Dostaliśmy bardzo szybko bramkę w 49. minucie. Straciliśmy gola, który, co by nie mówić, zmienił obraz tej drugiej połowy. Za chwilę druga, bardzo szybko, i trudno się było podnieść po takich „ciosach”. Natomiast co się wydarzyło? Na pewno nikt nie „zakładał”, że coś takiego się stanie, że tak zaczniemy grać, że „staniemy” w pewnym momencie. Bo to było bardzo dziwne, ale się stało.
(O rosnącej presji psychicznej w walce o utrzymanie) Presję, jeśli już, to założyliśmy sobie sami, także nie ma co na to narzekać. Po prostu trzeba z tym umieć żyć, umieć w tym wszystkim działać. Rzeczywiście ta presja będzie rosła z dnia na dzień. To trzeba wytrzymać, z tym człowiek musi sobie poradzić i musimy zrobić wszystko, żeby tak z zespołem popracować, aby tak było.
(O kolejnym meczu z golem straconym po stałym fragmencie gry) Na pewno jest to wypadkowa wielu rzeczy: kwestia koncentracji, odpowiedzialności. Ale też trzeba przyznać, że uderzenie było przedniej marki. Można mówić o braku koncentracji, ale facet „wali przewrotką” i tracimy bramkę.
(O kryciu przy bramce Fadigi) Piłka była zbita, przeszła na drugą stronę i uderzył z przewrotki. Więc można powiedzieć, że kwestia koncentracji, odpowiedzialności, wszystkiego po trochu. Coś na rzeczy jest.
(O ewentualnym dublowaniu pozycji Zwoźnego i Remacle'a oraz braku klasycznego skrzydłowego) W drugiej połowie wszedł Davidović i nic też nie za bardzo mógł zrobić. Także to nie jest tak, że tam się dublowały jakieś pozycje. Po prostu Remacle za często schodził głębiej po piłkę. Był to problem. Natomiast wejście Davidovicia też nam niewiele dało. My szukaliśmy różnych rozwiązań, ale po fakcie każdy jest mądry, każdy wie, jakby zrobił zmiany. Pochylimy się nad tym oczywiście.
(O tym, co Korona musi zrobić przed meczem z Widzewem) Zagrać najlepszy mecz, jaki jest możliwy do zagrania, i zainkasować trzy punkty. Tyle może Korona zrobić w tym meczu.
(O osobistych emocjach, złości i odpowiedzialności za wyniki) Nie, na pewno bezradność mi nie towarzyszy. Złość – tak. Wyrzuty do piłkarzy – absolutnie nie, bo niektórzy grali na miarę swoich możliwości. Niektórzy do tego nie „doskoczyli”, ale też nie można w ten sposób stanąć, że ja jestem „po drugiej stronie barykady” i punktuję piłkarzy, śląc pod ich adresem jakieś pretensje. W głównej mierze za to, co się wydarzyło, odpowiadam ja. Więc najpierw pretensje skieruję do siebie i ocenię siebie – co można było zrobić lepiej – a później będę dopiero oceniał piłkarzy.
(O ewentualnej rezygnacji z funkcji trenera) Nie. Ja będę ostatnim, który coś takiego zrobi. Jeśli chce pan przemycić w tym pytaniu hasło o rezygnacji, to nic takiego nie będzie z mojej strony.
(O wpływie odejścia dyrektora sportowego Pawła Tomczyka na drużynę) „Pomidor”.
Fot. Grzegorz Ksel




