„Koroniarze” po Rakowie: winna jest drużyna
W 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała w Częstochowie z miejscowym Rakowem 0:2. Po meczu swoimi opiniami podzielili się Xavier Dziekoński i Konstantinos Sotiriou zawodnicy „żółto-czerwonych”.
Xavier Dziekoński (bramkarz Kielczan): –
(O emocjach po meczu i trudnej sytuacji) Jedyne co, to że znowu gramy dobrą jedną połowę. Bo nie wiem czy Raków miał w pierwszej części celny strzał, a wychodzimy gdzieś po przerwie, nastawiamy się i dwie bramki tak naprawdę tracimy przypadkiem. Przeciwko Rakowowi ciężko jest ten wynik odwrócić i nie możemy też zwracać uwagi teraz na to, co się dzieje wokół Korony i tak dalej, jakie jest nastawienie kibiców do nas. Musimy wziąć się za siebie i wiadomo, z kim gramy za tydzień. Wiadomo ile ten mecz po dzisiejszej porażce „waży”.
(O braku celnych strzałów w drugiej połowie) Na pewno ta sytuacja, gdzieś chyba na 2:1, też by nam dużo dała. Tak jak mówię – po takich dwóch szybkich bramkach też wiadomo że gra się łatwiej i po prostu Raków zaczął kontrolować piłkę, miał więcej swobody i było to widać.
(O optymizmie przed meczem z Widzewem) Patrząc na naszą grę, myślę, że nie zasługujemy na to, co nas teraz spotkało po prostu. Bo moim zdaniem wygląda to nieźle, ale wiadomo – tej skuteczności nam brakuje. I mam nadzieję, że Widzew będzie po prostu takim momentem, gdzie wszystko po prostu „odpali”.
(O relacjach z kibicami) Myślę, że my nie mieliśmy ochoty słuchać i kibice też nie mieli ochoty z nami rozmawiać, więc to działało w dwie strony i może lepiej, że tak, niż tak jak po meczu z Piastem.
(O straconej bramce po strzale Marco Bulata i zasłoniętym polu widzenia) Było zamieszanie i w momencie nagle nic nie widziałem. Było gdzieś dwóch zawodników przede mną i w połowie drogi nie zauważyłem. Siła tego uderzenia była mocna, ale ciężko coś więcej powiedzieć.
Konstantinos Sotiriou (obrońca Korony): – Trudno powiedzieć cokolwiek po takim meczu. Zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, po której powinniśmy strzelić gola. Powinniśmy prowadzić schodząc do szatni. Nie wiem, co się stało w drugiej połowie. Wszystko się zmieniło. Straciliśmy w pięć minut dwa gole.
(O sześciu meczach bez wygranej z rzędu) Musimy mieć trzy punkty. Nie może być takiej sytuacji, że przez sześć kolejnych meczów nie wygrywamy i nie potrafimy odnieść zwycięstwa. Wina jest po naszej stronie, winni są zawodnicy, winna jest drużyna. Kibice jeżdżą za nami, wspierają nas, czujemy to wsparcie i jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest zakończeniem tej negatywnej serii i zwycięstwo z Widzewem. Zdobycie trzech punktów – to jest jedyne wyjście.
(O tym, co działo się w szatni w przerwie) Nie wiem tak naprawdę, co się wydarzyło. Wchodzę do szatni, widzę drużynę zmotywowaną, rozmawiającą o dzisiejszym meczu, o zwycięstwie, gotową do walki, rozmawiającą o trzech punktach. Wychodzimy tak naprawdę na murawę na drugą połowę... jakiś prosty faul, stały fragment gry i znowu „łatwo” tracimy gola. Taka sytuacja ma miejsce w trzecim meczu z rzędu. Nie wiem, co powiedzieć.
(O traconych bramkach po stałych fragmentach gry) Myślę, że jest to kwestia braku koncentracji. To jest coś innego – nie można bronić tak słabo i dostawać bramek ze stałych fragmentów gry. Nie wiem, co się dzieje. Trudno mi powiedzieć coś innego, bo nie może być tak, że dobrze bronimy z gry, a tracimy gole po tych stałych fragmentach. Nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Na treningach, w jakichś gierkach, nie tracimy tego typu goli. Tu się dzieje to w kolejnym meczu. Tracimy jedną, drugą, trzecią bramkę w ten sposób. Nie można dopuścić do takiej sytuacji.
Fot. Marcin Deszczka




