Małkowski u Ćwiąkały: mam duży sentyment do Korony
Gościem w podcaście na Youtubowym kanale Tomasza Ćwiąkały była legenda Korony Kielce Zbigniew Małkowski. W rozmowie podzielił się m.in. kulisami funkcjonowania „Bandy Świrów”, tego jak wyglądała słynna obrona kibiców przed Policją oraz dlaczego czuje się jak... persona non grata.
Zbigniew Małkowski to postać, która dla kieleckiej Korony stała się symbolem lojalności i bezkompromisowości. Zanotował 149 występów oraz 42 czyste konta w „żółto-czerwonych” barwach. Małkowski spędził w Koronie osiem sezonów, stając się filarem legendarnej „Bandy Świrów”. Opowiadając o hierarchii w szatni, bramkarz nie gryzł się w język i wspomina swoją niewdzięczną rolę „finansowego strażnika”, który musiał świecić przykładem nawet wtedy, gdy sam zaliczył wpadkę.
– Ja byłem bandy skarbnikiem, czyli ten najgorszy, który wiesz, zbierał wszystkie kary. Znaczy wiesz co, ja wiem, nie pilnowaliśmy się bardzo, bardzo mocno, to mieliśmy swój wewnętrzny regulamin i tu lekkie odstępstwo niestety kosztowało. Mnie jako skarbnika też nie ominęło płacenie tych kar. Mogę ci nawet powiedzieć, to kiedyś się spóźniłem na odprawę, 2 500 złotych trzeba było zapłacić. Ale ja byłem na tyle charakterny i jako skarbnik też musiałem im pokazać, że mnie to nie ujdzie na sucho – na drugi dzień do bankomatu, wypłaciłem: panowie, wpłacam do kasy.
Fundamentem tej ekipy był trener Leszek Ojrzyński, który całkowicie zdominował szatnię swoim nietypowym podejściem, a Małkowski tak jak inni zawodnicy był gotów na każde poświęcenie dla szkoleniowca, który od wejścia „kupił” zespół swoją autentycznością.
– Jak wszedł, to był normalny i jego słynny chrzest, gdzie zabawił się w Rambo – „kupił” tym wszystkich. To była osoba no-name jeśli chodzi o ekstraklasę i gdy przychodził każdy się bał, to normalne. Ale okazał się w porządku trenerem. Jeśli masz luz w tym, żeby odegrać rolę Rambo, skakać przewroty jakieś, miał chyba karabin z jakiegoś patyka zrobiony, to nas „kupił”. No to dziwne, żeby nie iść w największy „ogień” za nim.
Charakter „Bandy Świrów” wykraczał daleko poza boisko, co najlepiej pokazała sytuacja, gdy Małkowski bez żadnej kalkulacji ruszył na pomoc kibicom przetrzymywanym przez policję po meczu z Jagiellonią, ryzykując własną reputacją i konsekwencjemi prawnymi.
– Ja wchodzę do tego biura na stadionie, gdzie policja generalnie miała centrum operacyjne i tam nikt nie miał wstępu. Mówię: „Panowie, nie róbcie wiochy, wypuśćcie kibiców, wypuśćcie ludzi, przecież oni nic nie robią”. Nie analizowałem pod względem czy będzie to korzystne dla mnie, czy też nie. To nie był gest pod publikę, tylko po prostu odruch bezwarunkowy i umiejętność przewidywania, co się może wydarzyć. (...) Byłem na przesłuchaniu, generalnie to rozeszło się po kościach, nikt tam nie ucierpiał.
Moment kłótni bramkarza uwieczniliśmy naszymi kamerami.
Sielanka skończyła się jednak brutalnie wraz z kontuzją więzadeł i zmianami w zarządzie, gdy klub, ignorując lata zasług bramkarza, próbował jednostronnie redukować jego kontrakt i pozbyć się go z drużyny.
– Prezes i prezydent miasta obrazili się na mnie, gdy podpisałem nowy kontrakt, twierdząc, że poprzedni sternik zadziałał na szkodę spółki proponując tak długą umowę. Przestali płacić, zrzucili mnie do drugiego zespołu. Ale trafiłem do dobrego doktora i po dobrej rehabilitacji poszedłem do prezesa przed ostatnią kolejką: „Prezesie, tu jest pozwolenie od lekarza, jestem zdolny po sześciu miesiącach, więc teraz możecie mnie zgłosić, nie macie podstawy, żeby mi obniżać uposażenia”.
Dzisiaj, mimo wyboru do jedenastki 50-lecia klubu, Małkowski odczuwa wyraźny dystans ze strony klubu. Choć darzy Kielce ogromnym sentymentem, wciąż nosi w sobie żal za brak godnego pożegnania i trudności, jakie napotyka.
– Ja dalej jakoś takie mam przeczucie persona non grata, że tak wiesz... z klubu nie wypadało. Czasami jak dzwonisz: „Słuchajcie, macie bilet?”, a słyszysz: „Zbysiu, ciężko”. No jak kurde ciężko? To jest słabe. Ja się nie obrażam, to jest moje wewnętrzne odczucie, być może błędne, ale sentyment mam duży. 7 i pół roku w Koronie Kielce to jest szmat czasu i jestem jej za to wdzięczny.
Pełny wywiad Zbigniewa Małkowskiego znajdziecie w poniższym playerze:
Fot. Paula Duda/Archiwum CKsportu





