Długosz przed Piastem: Mamy świadomość, że przed nami cztery „finały”
W 31. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zmierzy się z Piastem Gliwice. – Jesteśmy przygotowani do tego spotkania i jestem dobrej myśli – powiedział przed starciem Wiktor Długosz, wahadłowy „żółto-czerwonych”.
Wychowanek kieleckiego klubu nie ukrywa, że dla zespołu zaczyna się właśnie kluczowy moment rozgrywek, a margines błędu został wyczerpany. – Mamy świadomość, że przed nami cztery „finały”, a ten z Piastem jest pierwszy. Wiemy, jak ciężkie będzie to spotkanie. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że tabela jest płaska i wciąż możemy powalczyć o coś więcej. Najpierw jednak trzeba wygrać w piątek. Jesteśmy przygotowani do tego spotkania i jestem dobrej myśli. Mimo że ten rok nie wygląda tak dobrze, jak byśmy chcieli i wiele punktów uciekło nam „przez palce”, uważam, że mamy dobry terminarz i wciąż dużo pozytywnego może się wydarzyć – ocenił zawodnik.
Pytany o układ sił w dolnej części tabeli oraz walkę innych drużyn o utrzymanie, skrzydłowy Korony podkreślił, że zespół skupia się wyłącznie na sobie. – Spekulacje zostawiam dziennikarzom. Jako drużyna cieszymy się, że wszystko wciąż zależy od nas. Nie musimy patrzeć na Widzew, Legię czy wyniki Arki. Wszystko mamy w swoich rękach i to jest super scenariusz. Jeśli wygramy w piątek, złapiemy duży oddech i będziemy mogli realizować cele, które stawialiśmy sobie przed sezonem – zaznaczył.
25-latek odniósł się również do bilansu potyczek domowych, broniąc postawy drużyny w ostatnich starciach przy Ściegiennego. – Uważam, że ostatnio gramy w Kielcach niezłą piłkę – mecze z Jagiellonią czy GKS-em Katowice, mimo że zakończone niedosytem punktowym, mogły się podobać. Graliśmy otwarty futbol, z wysokim pressingiem i walką, a nie tylko długim podaniem do przodu. Co do kibiców – mamy fantastyczną społeczność wokół Kielc, która się scala i buduje. Widziałem ich wsparcie na wyjazdach, w Katowicach czy Zabrzu. Jako wychowankowi podwójnie bije mi serce, gdy widzę, ile osób za nami jeździ. Jesteśmy im za to wdzięczni jako szatnia. Musimy po prostu sprostać ich wymaganiom – wyznał z uznaniem dla fanów.
Długosz zdiagnozował także element, którego Koronie najbardziej brakuje do regularnego punktowania przy Ściegiennego 8. Wszak w 2026 roku triumfowali tylko z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza i Arką Gdynia. – Trzy punkty z Termaliką, czy Arką ważą tyle samo, co te zdobyte na Łazienkowskiej. Bierzemy odpowiedzialność za to, że mimo bycia lepszymi na boisku, nie potrafimy tego przekuć na bramki. To nasz główny problem, ale nie da się go zmienić na pstryknięcie palcem. Fundament w postaci charakteru i stylu gry jest. Brakuje nam „pazerności” w ostatniej tercji boiska, ale wierzę, że to przyjdzie już w piątek. Nie popadałbym w pesymizm, bo gra wygląda nieźle, brakuje jedynie wymiernych efektów – tłumaczył.
Przed meczem o taką stawkę nie da się uniknąć napięcia, co potwierdził sam zawodnik. – Skłamałbym, gdybym powiedział inaczej. Taki jest nasz zawód i musimy radzić sobie z presją. Pokazaliśmy już nieraz, że gdy mamy „nóż na gardle”, potrafimy grać – stwierdził.
W kontekście taktyki na najbliższego przeciwnika, Długosz wskazał na nietypowy sposób gry zespołu z Gliwic. – Będziemy grać swoją piłkę. Waga meczu i otoczka są duże, ale to nie oznacza, że stracimy rozum i będziemy tylko kopać do przodu. Analizowaliśmy Piasta – grają niekonwencjonalnie, często bez nominalnego napastnika. Przećwiczyliśmy warianty, jak się temu przeciwstawić. Musimy wygrać w piątek – zapowiedział.
Na koniec zawodnik odniósł się do swoich indywidualnych dokonań w tym sezonie i chęci poprawienia statystyk, które na ten moment tworzą trzy gole i dwie asysty. – Chcielibyśmy dawać więcej w statystykach. Fakt, że jako zespół wyglądamy w tym roku nieco gorzej, przekłada się też na nasze indywidualne liczby. W takich meczach musimy jednak brać odpowiedzialność na siebie. Często w Kielcach o wyniku decyduje jedna akcja – mam nadzieję, że w piątek to my ją przeprowadzimy i przechylimy „szalę” na swoją korzyść – podsumował.
Fot. Marcin Deszczka




