Zieliński przed Piastem: Staramy się zachować spokój, nie wariować i robić swoje
W 31. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zmierzy się z Piastem Gliwice. – Chcemy postawić swoje warunki, tak jak robiliśmy to przez długie fragmenty meczów z Jagiellonią czy GKS-em Katowice – powiedział przed spotkaniem Jacek Zieliński, opiekun „żółto-czerwonych”.
Szkoleniowiec Korony Kielce nie ukrywał, że nadchodzące starcie z Piastem Gliwice ma dla zespołu ogromne znaczenie w kontekście walki o ligowy byt. – Zwycięstwo rzeczywiście da nam zdecydowanie większy spokój i pozwoli na głębszy oddech. Do tego meczu podchodzimy bardzo poważnie, zdając sobie sprawę z jego rangi. Cała nasza praca jest podporządkowana jednemu celowi: „wszystkie ręce na pokład”. Głowy do góry – wierzymy w swoje umiejętności i w zespół. Nie ma mowy o szukaniu alibi i spuszczaniu głów. Mamy za sobą kibiców i własny stadion, więc wierzę, że w piątek wszystko ułoży się po naszej myśli. Musimy przede wszystkim zagrać swoje i postawić własne warunki – podkreślił.
Trener odniósł się również do kwestii przygotowania psychologicznego drużyny przed tak ważnym spotkaniem. – Cały czas pracujemy nad stroną mentalną, prowadzimy z chłopakami wiele rozmów. Z drugiej strony nie można tego „balonika” przepompować, bo nadmierna motywacja przynosi czasem odwrotne skutki. Staramy się zachować spokój, nie wariować i robić swoje. Plan, który założyliśmy, jest realizowany. Nieco zmieniliśmy mikrocykl treningowy, ale zobaczymy, jakie przyniesie to efekty – zaznaczył.
Sytuacja kadrowa i liderzy
Ważnym tematem konferencji były powroty do składu, w tym sytuacja Konstantinosa Sotiriou oraz Tamara Svetlina (powracającego po kartkowej pauzie). – „Kostas” wypadł ze składu po meczu z Lechią Gdańsk, ale od tamtego momentu nasza defensywa wygląda w miarę stabilnie. Straciliśmy w tym czasie tylko trzy bramki, wszystkie po stałych fragmentach gry (w tym rzut karny z Jagiellonią), więc nie było potrzeby, by mieszać w składzie. Teraz jednak zastanawiamy się nad doborem personalnym. Tamar wraca, jest mocnym punktem drużyny i liderem na boisku – liczę na jego postawę. O ewentualnych zmianach przekonacie się w piątek – wyjaśnił.
Doświadczony szkoleniowiec po chwili skomentował także nieobecność Antonina w poprzedniej kolejce. – Powód był prosty: sprawy rodzinne i osobiste. Żona Antonina jest w ciąży i wieczorem przed meczem wystąpiły problemy z jej zdrowiem. Postąpiliśmy po ludzku – chłopak musiał zostać z żoną w szpitalu i zaopiekować się małą córką. Jego głowa orbitowała wtedy wokół innych spraw niż sobotni mecz z GKS-em – uciął spekulacje szkoleniowiec.
Analiza rywala i taktyka
Pytany o najbliższego przeciwnika, Piasta Gliwice który ostatnio zaimponował formą pokonując Arkę Gdynia aż 4:1, Jacek Zieliński zachował dystans, skupiając się na własnym zespole. – Nie jestem trenerem Piasta, by oceniać ich wewnętrzną sytuację przed takim meczem. To solidny zespół, który potrafi grać w piłkę, co pokazał pojedynek z Arką. My jednak mamy swój plan. Chcemy postawić swoje warunki, tak jak robiliśmy to przez długie fragmenty meczów z Jagiellonią czy GKS-em Katowice. Brakowało nam tam jedynie finalizacji i skutecznego „włożenia” piłki do bramki. Musimy tę skuteczność poprawić i wtedy przyjdą efekty – ocenił.
W kontekście błędów w defensywie przy stałych fragmentach, trener użył porównania do najwyższego europejskiego poziomu. – Piłka nożna to gra błędów. Wczoraj w Lidze Mistrzów podczas meczu PSG – Bayern padło dziewięć goli, co oznacza, że ktoś popełnił dziewięć błędów w defensywie. Nawet na najwyższym poziomie, traci się bramki po stałych fragmentach. Kluczem jest popełnić jeden błąd mniej niż przeciwnik. Pracujemy nad tym – to kwestia umiejętności, mentalu, konsekwencji, a czasem po prostu łutu szczęścia, na który trzeba sobie zasłużyć – tłumaczył szkoleniowiec.
Relacje i pragmatyzm
Ciekawym wątkiem jest rywalizacja z opiekunem Piasta, Danielem Myśliwcem, z którym Zieliński współpracował w przeszłości. – Może nie nazwałbym go wychowankiem, ale nasza współpraca układała się bardzo fajnie i do dziś pozostajemy w dobrych kontaktach. Na drużyny prowadzone przez Daniela patrzę z dużą sympatią – oczywiście do momentu, gdy stajemy po dwóch stronach barykady. W piątek nasze dobre i sympatyczne relacje zostaną na czas meczu zawieszone – stwierdził z uśmiechem.
Trener został również zapytany o to, czy w obecnej sytuacji wynik jest ważniejszy od stylu gry. – Nie powiem, że chcę, by ten mecz był brzydki, bo zawsze dążymy do tego, by zagrać super spotkanie. Jednak w tej sytuacji najważniejsze są dla nas trzy punkty i tego się trzymamy – odpowiedział krótko.
Podsumowując trudny sezon Zieliński zachował optymizm mimo tylko dwóch punktów przewagi nad znajdującym się w strefie spadkowej Widzewem Łódź. – Taka jest piłka. Nie rozumiem teorii, że ten sezon miał być łatwiejszy – tabela pokazuje, że jest niezwykle trudny i nie tylko takie firmy jak Korona „obgryzają paznokcie” do samego końca. Trzeba się teraz do tego dostosować. Mieliśmy większe ambicje i one wciąż mogą być zrealizowane, ale do tego potrzebujemy zwycięstw i punktów. Skupiamy się na piątku, bo to teraz najważniejszy moment. Takiego sezonu w polskiej lidze nie było od wielu lat – zauważył.
Kielczanie nie wygrali z rywalami z Górnego Śląska od 11 listopada 2018 roku, kiedy to cenne trzy punkty zapewniło trafienie Elii Soriano. W 2026 roku okazywali się na własnym stadionie lepsi tylko od Bruk-Betu Termalicy Nieciecza oraz Arki Gdynia. – Zdajemy sobie z tego sprawę, że w meczach u siebie trochę zawodziliśmy i one nam po prostu nie wyszły, ale to już historia. Chcemy wrócić na dobrą zwycięską ścieżkę. Statystyki są po to, by je łamać i wywracać. Będziemy chcieli by to uczynić w najbliższy piątek – zakończył Jacek Zieliński.
Fot. Piotr Okła




