Lijewski wróci do domu. Industria rozpoczyna bój o finał
W pierwszym spotkaniu półfinałowym Orlen Superligi Industria Kielce zagra w 3mk Arenie z Rebud KPR Ostrovią Ostrów Wielkopolski. „Żółto-biało-niebiescy” chcą już w premierowej odsłonie rywalizacji znacznie przybliżyć się do wielkiego finału.
Po zakończeniu zmagań w fazie zasadniczej, w której Industria Kielce uplasowała się na drugim miejscu w tabeli. W ćwierćfinale podopieczni Krzysztofa Lijewskiego zmierzyli się z siódmą ekipą Netland MKS-em Kalisz. W wyjazdowym meczu wicemistrzowie Polski triumfowali 37:21, a w rewanżu 40:24, pewnie awansując do kolejnej rundy.
Teraz rywalem Kielczan będzie broniąca brązowego medalu Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski. Wizyta w Wielkopolsce będzie oficjalnym wyjazdowym debiutem Krzysztofa Lijewskiego w roli pierwszego trenera 20-krotnych mistrzów Polski.
– Będziemy dawać z siebie 100% dla trenera Lijewskiego. Wiemy, że trener zrobi wszystko, aby jak najlepiej nas przygotować. Będziemy współpracować na najwyższym poziomie, aby wspólnie osiągnąć nasz cel – powiedział przed spotkaniem Szymon Sićko, rozgrywający „żółto-biało-niebieskich”.
– Nie jadę do Ostrowa w celach rekreacyjnych. Jadę tam z pewną misją i planem do wykonania. Założenia są proste, choć realizacja na pewno będzie trudniejsza: musimy wygrać. Chcemy zagrać dobry mecz i zwyciężyć z jak najlepszą różnicą bramek, aby w rewanżu móc w pełni kontrolować jego przebieg. Musimy jednak pamiętać, że zespół z Ostrowa z roku na rok staje się coraz lepszy i mocniejszy. Kiedy wszyscy ich zawodnicy są zdrowi, stanowią zupełnie inną, groźniejszą ekipę – wskazał sam trener Krzysztof Lijewski.
Ostrowianie w poprzedniej fazie pokonali w Energę Bank PBS MMTS Kwidzyn. Choć w pierwszym starciu na Pomorzu wygrali pewnie 31:23, to w rewanżu we własnej hali ulegli drużynie Bartłomieja Jaszki 27:33.
– W pierwszym meczu w Kwidzynie Ostrovia zagrała bardzo dobre zawody, szczególnie w drugiej części spotkania, gdzie rzucili kilka bramek z rzędu, nie tracąc przy tym żadnej. W tamtym okresie gry wychodziło im praktycznie wszystko: bramkarz bronił rzuty, kontrataki zamieniali na bramki, a atak pozycyjny regularnie doprowadzał do sytuacji sam na sam z golkiperem rywali. To było zasłużone i dość wysokie zwycięstwo – nie spodziewałem się, że aż tak wyraźnie pokonają drużynę Bartka Jaszki – analizował szkoleniowiec.
Fot. Patryk Ptak




