„Koroniarze” po GKS-ie: Zabrakło tej przysłowiowej „kropki nad i”
W 30. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała na Exbud Arenie z GKS-em Katowice 1:1. Po meczu swoimi opiniami podzielili się Bartłomiej Smolarczyk i Marcel Pięczek zawodnicy „żółto-czerwonych”.
Bartłomiej Smolarczyk (obrońca „żółto-czerwonych”): – Były sytuacje na 2:1, były też okazje, by objąć prowadzenie 1:0. Tak na dobrą sprawę w pierwszej połowie znowu zabrakło nam zdecydowania i determinacji, przez co straciliśmy bramkę w sposób słaby i wręcz dziecinny. To działo się w „piątce”. Kiedy piłka spada i staje się „bezpańska”, my jako obrońcy nie możemy bać się zdecydowanego wsadzenia stopy. Powinniśmy po prostu wybić tę piłkę z pierwszej głowy – czy to na rzut rożny, czy na aut, wszystko jedno. Najważniejsze, żeby nie pozwolić jej spać, bo gdy spadnie, pojawia się problem.
Moja ogólna ocena tego meczu jest taka, że nawet jeśli straciliśmy tę bramkę, to stworzyliśmy wystarczająco dużo sytuacji, aby to spotkanie wygrać. Poza tym golem GKS miał może jeszcze jedną okazję, a my mieliśmy ich pięć czy sześć.
Brakuje nam po prostu konkretnej decyzji o strzale. Jeśli już się na niego decydujemy, to musi być widać, że naprawdę wierzymy w zdobycie bramki. Dzisiaj było sporo sytuacji po stałych fragmentach gry, jak i z akcji, również po strzałach głową. Zabrakło tej przysłowiowej „kropki nad i”, i niestety nie jest to nasz pierwszy taki mecz.
(O powrocie do wyjściowego składu) Chcę przede wszystkim, żeby drużyna wygrywała. Oczywiście sam przeanalizuję swój występ, ale w momencie, gdy remisujemy mecz i wciąż jesteśmy uwikłani w walkę o utrzymanie w Ekstraklasie, nie jest to właściwy czas na ocenianie, czy zagrałem fajnie, czy nie.
(O najbliższym starciu z Piastem Gliwice) Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Więcej szans może już nie być, albo będą one zdecydowanie trudniejsze. Mamy nadzieję, że w piątek po prostu zamkniemy i rozstrzygniemy ten temat. Oczywiście, że cieszy powrót, bo każdy z nas trenuje po to, by grać. Nie będę nikogo oszukiwał, że siedząc na ławce, byłem uśmiechnięty. Mam nadzieję, że w piątek wygramy mecz i wszyscy będziemy się cieszyć.
Marcel Pięczek (strzelec gola dla „żółto-czerwonych”): – Nie widziałem jeszcze powtórki. Sprawa była prosta: wrzutka, strzał i bramka.
Uważam, że w pierwszej połowie kontrolowaliśmy spotkanie i zagraliśmy dobrą piłkę. Ale co z tego, skoro przy tej kontroli druga drużyna strzela gola? Na pewno mamy nad czym pracować. Cieszę się, że zdołaliśmy wrócić do gry, ale szkoda, że nie wyciągnęliśmy z tego trzech punktów.
Trzeba będzie to przeanalizować na spokojnie i obejrzeć powtórki. Z perspektywy boiska uważam, że pierwszą połowę zagraliśmy naprawdę dobrą piłkarsko – utrzymywaliśmy się przy piłce i stwarzaliśmy sytuacje. Czasem jednak to nie wystarcza. Potrzeba więcej cwaniactwa i doświadczenia, szczególnie przy stałych fragmentach gry, aby nie tracić bramek, a samemu je zdobywać. Według mnie musimy popracować nad tym elementem. Zostały nam cztery finały.
(O tym, że najbliższy rywal będzie teoretycznie łatwiejszy) Nie podchodziłbym do tego w ten sposób. Tabela pokazuje, że każda drużyna gra teraz o wszystko. To są cztery finały dla każdego zespołu. Najważniejsze to przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gramy u siebie, przed własną publicznością i tylko to się teraz liczy.
Fot. Piotr Okła




