„Nie było nawet telefonu”. Siejak o kulisach wydarzeń w Radomiu
Przed posiedzeniem Komisji Ligi głos w sprawie wydarzeń po meczu Radomiak Radom – Korona Kielce zabrał Michał Siejak, dyrektor marketingu i komunikacji kieleckiego klubu, który został uderzony szklaną butelką w głowę.
W obszernym wpisie opublikowanym na portalu X podkreślił, że od blisko 20 lat jego życie zawodowe związane jest ze stadionami Ekstraklasa i innych wielkich wydarzeń sportowych. Pracował przy meczach Ligi Mistrzów, Premier League czy finałach NBA, jednak – jak zaznaczył – to akredytacja z meczu w Radomiu stała się dla niego najbardziej „szczególna”.
Siejak zwrócił uwagę, że komunikaty wydane przez radomski klub miały charakter następczy – pojawiły się po poważnym naruszeniu bezpieczeństwa. – Kluczowe jest to, jak wyglądało zabezpieczenie wydarzenia w trakcie jego trwania oraz czy organizator dołożył należytej staranności, aby w ogóle nie dopuścić do sytuacji, w której osoby nieuprawnione swobodnie wtargnęły na murawę, a z trybun wielokrotnie rzucano niebezpieczne przedmioty – podkreślił.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gucci – ekstrawagancja, która ma zasady. Jak marka buduje swoje kolekcje okularów? W świecie mody Gucci od lat kojarzy się z odwagą, wyrazistymi formami i charakterystycznym stylem, który trudno pomylić z jakąkolwiek inną marką. Czytaj więcej na stronie OPTYK KIELCE.
Dyrektor marketingu i komunikacji Korony zaznaczył, że do dziś nikt z władz Radomiaka nie skontaktował się z nim bezpośrednio. – Tego faktu nie da się zastąpić żadnym komunikatem – napisał. Jednocześnie podziękował osobom, które okazały mu wsparcie, w tym kapitanowi Radomiaka Rafałowi Wolskiemu oraz kibicom, którzy publicznie przepraszali za zaistniałą sytuację.
W swoim stanowisku Siejak postawił szereg pytań dotyczących kwalifikacji meczu jako imprezy masowej oraz ewentualnej zmiany jego statusu ryzyka po decyzji o braku kibiców gości. Zwrócił uwagę, że mimo uproszczonej – teoretycznie – organizacji, na murawie znalazło się wiele osób nieuprawnionych, a z trybun regularnie rzucano przedmiotami.
Podkreślił również, że odpowiedzialność organizatora nie może być rozmywana poprzez wskazywanie podwykonawców czy pracowników ochrony. – Odpowiedzialność za bezpieczeństwo imprezy masowej spoczywa na organizatorze – zaznaczył.
Siejak odniósł się także do argumentu o „odpowiedzialności zbiorowej za czyny jednostek”. Jego zdaniem skala naruszeń oraz atmosfera panująca na stadionie – w tym wulgarne okrzyki w momencie, gdy schodził z murawy z krwawiącą głową – wykraczały poza pojedyncze ekscesy.
– Rzut szklaną butelką w głowę, wtargnięcia na murawę i naruszenie nietykalności zawodników to sygnały alarmowe najwyższego stopnia – napisał. Jak dodał, przez 20 lat pracy przy Ekstraklasie nie miał wątpliwości, że stadion jest miejscem rywalizacji sportowej, a nie zagrożenia. – Chciałbym, aby tak pozostało – zakończył.
Pełna treść wpisu Michała Siejaka:
Od niemal 20 lat moje życie zawodowe związane jest ze stadionami @_Ekstraklasa_ i innych wydarzeń sportowych. Najpierw odpowiadałem za realizację wideo w Koronie Kielce, później pracowałem w Canal+, dziś pełnię funkcję dyrektora. W tym czasie uczestniczyłem w setkach wydarzeń sportowych różnego szczebla.
Akredytacje z meczów Ligi Mistrzów, Premier League, El Clásico, finałów NBA czy tenisowych turniejów WTA wydawały się dla mnie najcenniejsze. Nie przypuszczałem jednak, że to akredytacja z meczu Radomiak - Korona będzie miała dla mnie wymiar najbardziej szczególny.
O piątkowych wydarzeniach napisano już bardzo wiele. Pojawiają się kolejne nagrania i nowe wątki, wskazujące na następne incydenty oraz nieprawidłowości, które nie powinny mieć miejsca podczas meczu PKO BP Ekstraklasy.
Chciałbym wypowiedzieć się jako osoba szczególnie poszkodowana w tym spotkaniu - przedstawić swoją perspektywę oraz odnieść się do stanowiska klubu @Radomiak_Radom .
Opublikowane przez radomski klub komunikaty zawierają elementy typowe dla sytuacji kryzysowych - potępienie przemocy, przeprosiny, informacje o konsekwencjach wobec sprawców oraz o sprawności podjętych działań. Nie kwestionuję potrzeby takich oświadczeń.
Trzeba jednak jasno powiedzieć: są to działania następcze - podejmowane już po tym, jak doszło do poważnych naruszeń bezpieczeństwa.
Z mojej perspektywy - osoby, która została uderzona szklaną butelką w głowę - zasadnicze pytanie nie dotyczy tego, czy sprawców zidentyfikowano i czy reakcja klubu była szybka po fakcie. Kluczowe jest to, jak wyglądało zabezpieczenie wydarzenia w trakcie jego trwania oraz czy organizator dołożył należytej staranności, aby w ogóle nie dopuścić do sytuacji, w której osoby nieuprawnione swobodnie wtargnęły na murawę, a z trybun wielokrotnie rzucano niebezpieczne przedmioty w kierunku zawodników, członków sztabu i pracowników klubu.
Odpowiedzialność organizatora imprezy masowej nie kończy się na wydaniu komunikatu i nałożeniu zakazów stadionowych. Zaczyna się ona na etapie planowania i realnego zabezpieczenia wydarzenia. Jeżeli procedury działałyby skutecznie - nie byłoby potrzeby nikogo przepraszać.
Skoro mowa o przeprosinach - w swoim oficjalnym oświadczeniu klub użył sformułowania o „szczerych przeprosinach” wobec mojej osoby. Szczerość weryfikuje się poprzez realne, bezpośrednie działania - nie tylko publiczne komunikaty, lecz zwykłe, ludzkie gesty.
Do dziś - czyli niemal tydzień od zdarzenia - nikt z klubu RKS Radomiak Radom nie podjął wobec mnie żadnej próby kontaktu. Nie było telefonu, nie było spotkania, nie było osobistego wyrażenia troski. Dyrektor klubu przyjeżdża na mecz jako gość delegacji, zostaje raniony, spędza noc w radomskim szpitalu - i ze strony gospodarza nie pojawia się nawet podstawowa próba rozmowy, nie mówiąc już o bezpośrednim spotkaniu.
Tego faktu nie da się zastąpić żadnym komunikatem.
Jedyną osobą, która realnie zaproponowała mi pomoc, był jeden z przedstawicieli radomskich mediów - za co bardzo dziękuję. Ogromny szacunek również dla członka sztabu Radomiaka, który po meczu przyszedł pod szatnię naszego zespołu i osobiście przeprosił za zaistniałe sytuacje. Brawo dla kapitana Radomiaka Radom, Rafała Wolskiego, który nie kalkulując, nie czekając na oficjalne klubowe komunikaty, wydał własne oświadczenie jeszcze w dzień meczu.
Dziękuję także wszystkim kibicom Radomiaka, którzy w internecie przepraszali za to, co się wydarzyło i wyrażali wstyd. To pokazuje, że odpowiedzialność i klasa nie zawsze idą w parze z formalnymi stanowiskami instytucji.
Klub w swoim komunikacie wskazał, że „organizacja meczu odbywała się zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz standardami rozgrywek PKO BP Ekstraklasy”. Od niemal 20 lat pracuję przy Ekstraklasie i nigdy w tym czasie nie spotkałem się z tak dużą liczbą osób nieuprawnionych przebywających na murawie po zakończeniu spotkania, z rzucaniem szklanych butelek z taką regularnością oraz z tak wrogim zachowaniem wobec drużyny i oficjalnej delegacji klubu gości.
Potencjalnych dramatycznych zdarzeń mogło być znacznie więcej. Przykładem jest sytuacja, w której na murawie znalazła się niemal 90-letnia legenda Radomiaka - Pan Zdzisław Radulski - poruszający się o lasce, znajdujący się bezpośrednio przy eskalującym zamieszaniu. Tylko przytomność zawodnika Korony, Bartłomieja Smolarczyka, sprawiła, że został objęty opieką i odsunięty od napierającej grupy.
Warto podkreślić, że mecz odbywał się bez udziału kibiców gości. Oznacza to, że organizacyjnie i logistycznie zabezpieczenie wydarzenia powinno być - przynajmniej teoretycznie - prostsze niż w przypadku standardowego meczu z obecnością obu grup kibiców.
W tym kontekście pojawia się zasadnicze pytanie: jaki status miała ta impreza masowa?
Czy był to mecz o podwyższonym ryzyku, czy też - po decyzji o zakazie udziału kibiców gości - zmieniono jego kwalifikację na wydarzenie o zwykłym ryzyku?
Jeżeli dokonano zmiany kwalifikacji, to jakie czynniki o tym przesądziły? Ocena realnego zagrożenia czy inne względy, np. ekonomiczne? Czy analiza ryzyka przeprowadzona na etapie planowania zabezpieczenia meczu uwzględniała historię tej rywalizacji oraz potencjalne napięcia, które - jak pokazał piątkowy wieczór - były całkowicie realne?
To są właśnie pytania, na które organizator powinien udzielić jasnych i merytorycznych odpowiedzi.
Z niepokojem obserwuję również próby przenoszenia ciężaru odpowiedzialności na podmioty zewnętrzne - w szczególności na pracowników ochrony - zamiast jednoznacznego przyjęcia odpowiedzialności przez organizatora wydarzenia. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo imprezy masowej spoczywa na organizatorze i nie może być rozmywana poprzez wskazywanie pojedynczych wykonawców czy podwykonawców.
Niepokoi mnie także koncentrowanie uwagi na roszczeniach klubu wobec jednostek, przy jednoczesnym braku realnej refleksji nad własnymi działaniami. Wreszcie - próby oceniania i podważania fali publicznej krytyki nie powinny zastępować rzetelnej analizy przyczyn zdarzeń. W sytuacji, w której doszło do poważnego naruszenia bezpieczeństwa, rolą organizatora jest wyjaśnienie okoliczności i przyjęcie odpowiedzialności - nie polemika z opinią publiczną.
Już dziś odbędzie się posiedzenie Komisji Ligi i zapadnie decyzja PKO BP Ekstraklasy w sprawie wydarzeń w Radomiu. Każdy klub w takiej sytuacji broni swoich interesów, to naturalne. Panowie Sławomir Stępniewski oraz Pan Grzegorz Gilewski z pewnością wykorzystają wszystkie dostępne kontakty, aby złagodzić konsekwencje dla swojego klubu. Potencjalne kary mogą wiązać się bowiem z poważnymi skutkami finansowymi. Jednak odpowiedzialność za organizację imprezy masowej obejmuje również konsekwencje jej nieprawidłowego zabezpieczenia.
Nie jestem osobą, która powinna sugerować wymiar kary. To rola odpowiednich organów. Chciałbym jednak odnieść się do często powtarzanego argumentu o „odpowiedzialności zbiorowej za czyny jednostek”.
Z pełną odpowiedzialnością mówię: to nie były wyłącznie pojedyncze ekscesy.
Mnogość poważnych naruszeń po zakończeniu meczu to jedno. Drugie to atmosfera, która towarzyszyła temu spotkaniu przez całe 90 minut i po jego zakończeniu.
W momencie, gdy schodziłem z murawy z krwawiącą głową w asyście sanitariuszy, z trybun padały okrzyki „Wyp…!”. Nie były to pojedyncze głosy. Był to wyraźny, donośny przekaz płynący ze stadionu.
Czy standardem PKO BP Ekstraklasy powinny być sytuacje, w których delegacja klubu gości przez całe spotkanie doświadcza agresji słownej i zachowań przekraczających granice elementarnego szacunku?
Czy permanentna wrogość wobec drużyny przez 90 minut, połączona z późniejszymi fizycznymi incydentami czy obrzucaniem autokaru drużyny gości może być sprowadzana wyłącznie do „czynów jednostek”?
To była atmosfera obejmująca znaczną część stadionu. My po prostu nie czuliśmy się tam bezpiecznie. Po opatrzeniu przez sanitariuszy realnie zastanawiałem się, czy zostać w radomskim szpitalu na noc, czy jak najszybciej wracać do Kielc - mimo niebezpiecznego urazu głowy. Sam fakt, że taka myśl pojawia się u pracownika uczestniczącego w meczu PKO BP Ekstraklasy, powinien być wystarczającym sygnałem alarmowym.
Na koniec pozostaje pytanie zasadnicze. Co jeszcze musiałoby się wydarzyć, aby uznać, że standardy bezpieczeństwa zostały naruszone w największym, możliwym zakresie?
Rzut szklaną butelką w głowę, wtargnięcia na murawę i naruszenie nietykalności zawodników to sygnały alarmowe najwyższego stopnia. To punkt, w którym należy działać stanowczo - zanim wydarzy się coś, czego nie da się już cofnąć, wytłumaczyć ani przeprosić.
Przez wspomniane 20 lat pracy przy Ekstraklasie nie miałem wątpliwości, że stadion jest miejscem rywalizacji sportowej - nie zagrożenia.
Chciałbym, aby tak pozostało.
Jeszcze dziś Komisja Ligi ma podjąć decyzję w sprawie wydarzeń w Radomiu.


Radomiak Radom

Korona Kielce
Zwycięstwo Korony w cieniu skandalu
W 21. kolejce Korona wygrała w Radomiu 2:0. Po meczu doszło jednak do poważnych incydentów z udziałem fanów gospodarzy.
Czytaj relację
Radomiak zabrał głos po skandalu
Klub z Radomia stanowczo potępił wszelkie przejawy przemocy i agresji, podkreślając, że są one sprzeczne z zasadami fair play.
Czytaj oświadczenie
Kiełb: Kibice nie powinni cierpieć przez jednego gamonia
Legenda Korony odniosła się do sytuacji z Marcinem Cebulą oraz możliwych kar dla radomskiego klubu.
Zobacz wideo
Butelki lecące w kierunku piłkarzy! „Zasłużyłeś ch... na to, co masz” [WIDEO]
Po wyjściu ze szpitala Michał Siejak upublicznił nowe nagranie, na którym widać kolejne rzuty butelkami w kierunku przedstawicieli kieleckiego klubu.
Obejrzyj wideo
Borek w KS o wydarzeniach w Radomiu: ten stadion jest do zamknięcia!
Sprawa wydarzeń po meczu Radomiak Radom – Korona Kielce wciąż budzi ogromne emocje. W programie „Moc Futbolu” na antenie Youtubowego Kanału Sportowego Mateusz Borek wypowiedział się w bardzo mocnych słowach.
Czytaj więcej
Radomiak: „Reakcja była natychmiastowa”. Sprawca rzutu butelką z zarzutami
Radomiak Radom opublikował uzupełnione stanowisko. Klub poinformował, że w chwili wydania pierwszego komunikatu czynności wyjaśniające nadal trwały, a obecnie przedstawia aktualny stan działań.
Czytaj więcejFot. Marcin Deszczka




