Karalek po zwycięstwie z Kolstad: Te punkty są na wagę złota
W 5. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce wygrała na wyjeździe z norweskim Kolstad Håndbold 33:32. – W momencie oddawania rzutu wiedziałem, że dwaj obrońcy stoją jeden po lewej, drugi po prawej stronie bramki i chciałem nie trafić w żadnego z nich – opisywał decydującą akcję spotkania Artsem Karalek, obrotowy „żółto-biało-niebieskich”.
Wicemistrzowie Polski pokonali mistrzów Norwegii po meczu pełnym zwrotów akcji oraz chimeryczności obu drużyn. – Sport jest taki, że czasem potrzebujemy trochę szczęścia. W takich chwilach potrzeba te pół procenta więcej, my dzisiaj mieliśmy chyba procent, który przeważył. Nie musieliśmy tego mieć, ponieważ mogliśmy równie dobrze wygrać spokojnie jak i przegrać. Remis moim zdaniem byłby zasłużonym wynikiem dla obu zespołów. Oczywiście najbardziej dla Kolstadu, który zagrał ostatnie 10 minut bardzo dobrze. Mieliśmy przewagę sześciu goli i okazję na plus siedem, no ale taki jest sport. Czasem jest trochę braku koncentracji i od razu wynik jest na styku, na plus czy minus jeden. Też dziękuję naszym chłopakom, którzy przez ostatnie dwie minuty mogliśmy równie dobrze różnie zakończyć ten mecz, najważniejsze jednak jest to, że mamy dwa punkty – wskazał.
– W tej grupie, którą mamy teraz, gdzie każdy zespół ma co najmniej jedno zwycięstwo i gdy odskoczyła Barcelona, to te punkty są na wagę złota – uzupełnił reprezentant Białorusi.
Zwycięstwo ekipie 20-krotnych mistrzów Polski rzutem w ostatniej sekundzie zapewnił właśnie Artsem Karalek. Jak wyglądała ta akcja z perspektywy jej głównego bohatera?
"Helena, mam zawał" ❗️
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) October 17, 2024
Nic nie piszemy, po prostu ������� �� ��������́ �#ehfcl #dawajDAWAJ @kielcehandball pic.twitter.com/obYgKnbZXU
– Po pierwsze myślałem, że nasz bramkarz obroni akcję Kolstadu. Piłka leciała mu między rękami i wpadła do bramki. Kiedy byłem już gotowy na „szybki środek” (potoczne określenie szybkiego wznowienia od środka parkietu po utraconej bramce - przyp. red.) i tylko dostałem piłkę z bramki od Miłosza, to popatrzyłem na zegar i zobaczyłem, że jest 59:55. Kiedy ją rzucałem widziałem, że bramkarz biegnie do zmiany. W momencie oddawania rzutu wiedziałem, że dwaj obrońcy stoją jeden po lewej, drugi po prawej stronie bramki i chciałem nie trafić w żadnego z nich. Nie chciałem także oddawać łatwego rzutu górą. W takich chwilach gdy masz pięć sekund do końca, myślałem, żeby jak najmocniej rzucić, żeby piłka doleciała. Myślę, że jakby poleciała tak „bananowo” (wysoką parabolą - przyp. red.) to nie wiem, co by było. To się po prostu wydarzyło i dobrze, że tak się stało – podsumował Artsem Karalek.
Przed kielczanami ligowy mecz z Energą MKS-em Kalisz. Sobotnia (19 października) konfrontacja w Hali Legionów rozpocznie się o godzinie 16.00.
Fot. Industria Kielce





