„Koroniarze” po Górniku: boli taka strata punktów
W 29. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na Arenie Zabrze z miejscowym Górnikiem 0:1. Po meczu swoimi opiniami podzielili się Mariusz Stępiński i Wiktor Długosz zawodnicy „żółto-czerwonych”.
Wiktor Długosz (wahadłowy „żółto-czerwonych”): – Łatwo się wróży z przeszłości, ale dziś przed meczem graliśmy o pełną pulę. Ten początek spotkania w naszym wykonaniu był niemrawy, ale później szybko się otrząsnęliśmy. Mieliśmy swoje okazje, czy to po stałych fragmentach gry, czy przez tę nieszczęsną kontrę (moment, w którym Kielczanie atakowali we trzech na jednego obrońcę - przyp.red.). Niestety, na Górniku trzeba wykorzystywać takie sytuacje, bo jest to ciężki teren. My tego nie zrobiliśmy i zostaliśmy za to ukarani.
(O słabszej formie wyjazdowej) Ta szala rzeczywiście się obróciła, bo na początku rundy punktowaliśmy głównie na wyjeździe. Teraz to się zmieniło. Co do samego meczu, to ciężko powiedzieć. Oceniam go jako całość i dzisiaj taka porażka naprawdę boli. Mimo tych okazji, o których wspomniałem, uważam, że graliśmy całkiem nieźle. Nawet jeśli w drugiej połowie trochę oddaliśmy tę kontrolę Górnikowi, to będąc w tej niskiej obronie czuliśmy, że w miarę mamy to pod kontrolą. Tak jak mówię: boli taka strata punktów, zwłaszcza że przyjechała za nami rzesza ludzi. Naprawdę mamy świetnych kibiców. Nawet wspominałem przed chwilą dziennikarzom o początku meczu, jak Torcida krzyknęła, a zaraz nasi odpowiedzieli, mimo że było ich kilkanaście razy mniej. Naprawdę mamy świetnych kibiców i boli mnie to, że dzisiaj musieli oglądać taką Koronę, która przegrała.
(O niewykorzystanej okazji 3 na 1) Nie chcę tutaj na nikim wieszać psów ani robić z nas jakichś poszkodowanych z powodu porażki, bo odpowiedzialność bierzemy wszyscy razem. Oczywiście, gdybyśmy strzelili, to może ten mecz potoczyłby się inaczej, ale później również mieliśmy swoje okazje, a tamten stały fragment mogliśmy lepiej wybronić. Odpowiedzialność ponosi cała drużyna, nie ma tak, że na kimś wieszamy psy. Ja też się czuję winny tej przegranej i jako liderzy tego zespołu musimy to wziąć na siebie. Teraz mamy dwa mecze w domu i musimy zrobić wszystko, żeby zacząć punktować.
(O sytuacji w tabeli) Trochę sami wplątaliśmy się w te mecze, w których gramy „o życie”. Nie chcę szukać tutaj szczęścia w nieszczęściu, ale może to i lepiej, bo my lubimy te mecze, w których mamy nóż na gardle. Ale tak jak mówię, wolelibyśmy być w sytuacji, w której patrzymy w górę i gonimy czołówkę. Oczywiście to dalej jest aktualne, bo jak zaczniemy punktować, to ta góra nie jest aż tak daleko. Mamy jednak świadomość, że ten dół jest coraz bliżej nas. Musimy zacząć punktować.
Mariusz Stępiński (napastnik Korony Kielce): – Na pewno, gdy przegrywasz mecz i tak naprawdę nie łapiesz żadnych punktów, czujesz się przybity. Ale tutaj nie ma na to miejsca, trzeba reagować, bo mamy przed sobą dwa mecze u siebie. Drużyna musi zareagować, musi zapunktować w kolejnych spotkaniach, bo to jest najważniejsze. To, że masz sytuacje, nic nie znaczy. Trzeba te sytuacje wykorzystać. W drugiej połowie Górnik nas docisnął, nie ma co ukrywać. Wiadomo też, że taki gol po stałym fragmencie boli. Ale tak jak mówię: my musimy reagować. Nie możemy tylko rozmawiać, my musimy zacząć działać.
(O niewykorzystanej okazji 3 na 1) Nie wiem, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby Stjepan zdobył tę bramkę. Na pewno grałoby nam się troszkę łatwiej, gdybyśmy mieli przewagę. Ja jednak nie lubię gdybać, wolę rozmawiać o faktach. Fakt jest taki, że przegraliśmy. Jutro mamy dzień wolny, ale od poniedziałku musimy pedałować, bo nie ma już miejsca na błędy. Trzeba zasuwać, pokazać to w treningu od poniedziałku, wyjść na mecz w sobotę, być głodnym zwycięstwa.
(O słabszej dyspozycji wyjazdowej) To wynika z umiejętności przeciwnika. Nie tylko my jesteśmy na boisku, jest też rywal. Tak jak w meczu z Jagiellonią przez część czasu to my przeważaliśmy, tak teraz na początku przeważał Górnik. Tak czasami układa się spotkanie, potem to my przejęliśmy inicjatywę. Na wyjazdach teraz nie wygrywamy, więc w tych dwóch najbliższych meczach u siebie musimy zapunktować. Najlepiej, jak to będzie sześć punktów i dużo spokoju, bo nie ma już marginesu błędu. Trzeba je zdobyć. Trzeba wyjść na boisko i je zdobyć. Nie trzeba gadać, tylko trzeba wyjść na boisko i je wywalczyć. To, że my będziemy dzisiaj mówić o tym, że potrzebujemy tych sześciu punktów, to nic nam nie da. My musimy wyjść na murawę i te punkty zdobyć. Pocieszeniem jest to, że u siebie gramy teraz bardzo dobrze. Po tym przełamaniu z Termalicą te mecze na naszym stadionie dobrze wyglądają i mam nadzieję, że w sobotę, a potem w piątek też tak to będzie wyglądać i – co najważniejsze – zapunktujemy za pełną pulę.
Fot. Marcin Deszczka




