Kolendowicz po Zagłębiu: liczyliśmy na coś więcej
W 13. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z KGHM Zagłębiem Lubin 0:1. Po meczu swoją opinią podzielił się Robert Kolendowicz, szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
Robert Kolendowicz (trener Korony): – Przegrywamy dzisiaj ważny dla nas mecz, bo liczyliśmy na coś więcej. Myślę, że spotkanie w dużej mierze ustawiła szybko zdobyta bramka przez Zagłębie. Znowu mieliśmy trochę pecha w defensywie. W meczu pucharowym straciliśmy gola samobójczego, a dzisiaj również po niefortunnym zagraniu. Z tego, co widziałem, strzał Reguły nie zmierzał w światło bramki, a ostatecznie i tak tracimy gola. Myślę, że był to scenariusz, którego Zagłębie chciało i w którym czuło się komfortowo, co już niejednokrotnie pokazywało.
Mieliśmy przewagę, długo utrzymywaliśmy się przy piłce i często wchodziliśmy w pole karne, ale zabrakło konkretów, żeby zdobyć gola. Dlatego gratulacje dla Zagłębia, a dla nas to duże rozczarowanie. Wracamy do Kielc bez punktów. Musimy już myśleć o następnym meczu, bo chcemy zdobywać punkty. Po moim pierwszym, wygranym spotkaniu w Kielcach dzisiaj ponosimy porażkę. Mam nadzieję, że w sobotę nasza dyspozycja będzie zdecydowanie bardziej skuteczna. Dziękuję bardzo.
(O ataku pozycyjnym Korony i grze przeciwko niskiemu blokowi) Przy tak ustawionym niskim bloku w formacji 1-5-4-1 trudno zagrać podanie przez centrum boiska, bo ta strefa jest zamknięta. Próbowaliśmy kilkukrotnie, ale nieskutecznie. Staraliśmy się zmieniać stronę, ale robiliśmy to momentami za wolno. Próbowaliśmy wykreować sytuacje dla skrzydłowych do pojedynków jeden na jednego, stworzyć przestrzeń do zejść i obiegów, ale robiliśmy to za wolno i, w moim odczuciu, trochę za mało. Nie wykorzystywaliśmy też momentów przejściowych, których nie było wiele, ponieważ scenariusz ułożył się idealnie dla Zagłębia. Szybko zdobyta bramka pozwoliła rywalom ustawić niski blok. Było jednak kilka momentów, w których mogliśmy przyspieszyć i po fazach przejściowych stworzyć duże zagrożenie. Robiliśmy to rzadko. Rzeczywiście były momenty, w których zbyt wolno zmienialiśmy gry i nie przyspieszaliśmy na tyle mocno, żeby stwarzać konkretne zagrożenie w polu karnym Zagłębia.
(O liczbie dośrodkowań i statystykach ofensywnych)
Wykonaliśmy dokładnie 42 dośrodkowania, byliśmy w polu karnym 58 razy, przy 14 wejściach Zagłębia. Mieliśmy 75-procentowe posiadanie piłki, ale to tylko liczby i dane. Jeszcze raz powtórzę, że po stracie gola zagraliśmy taki mecz, jakiego chciało Zagłębie. Mając korzystny wynik, rywale zrobili to, w czym czują się komfortowo, czyli ustawili niski blok, a my nie mogliśmy się przez niego przebić. Sytuacji, które stwarzaliśmy, było zbyt mało, żeby zagrozić bramce rywali. Może nie samych wejść było za mało, bo tych mieliśmy dużo, ale w naszych działaniach pod bramką Zagłębia brakowało konkretów.
(O zmianach w składzie i wykorzystaniu potencjału Mariusza Stępińskiego)
Szukaliśmy takich modyfikacji, patrząc na scenariusz meczu, wydawało się, że jest to spotkanie właśnie pod taką „dziewiątkę”, jaką jest Mariusz. Chciałem, żebyśmy mieli możliwość wykonywania dużej liczby dośrodkowań i atakowania bocznymi sektorami, co mieliśmy zaplanowane. Liczyłem na to, że jedna z takich przygotowanych akcji znajdzie Mariusza, adresata w polu karnym. Tak się jednak nie stało.
Bąk to utalentowany piłkarz z bardzo dużym potencjałem, ale myślę, że scenariusz meczu i szybko strzelony gol również nieco ograniczyły jego atuty. To zawodnik, który bardzo dobrze atakuje przestrzeń, potrafi przytrzymać piłkę i ma niezłą finalizację. Jednak już na samym początku spotkania, gdy straciliśmy bramkę, mecz ułożył się według scenariusza, o którym kilkukrotnie rozmawialiśmy. Przestrzeni dla niego było już bardzo mało.
Fot. Piotr Okła




