Czas na rewanż! Industria zawalczy o odrobienie strat i awans
W fazie play-off Ligi Mistrzów Industria Kielce zmierzy się we własnej hali z węgierskim OTP-Bank Pickiem Szeged. Przed „żółto-biało-niebieskimi” decydujące 60 minut, w których będą musieli odrobić trzy bramki straty z pierwszego spotkania (23:26). Stawką dwumeczu jest awans do kolejnej rundy rozgrywek, a kluczem do sukcesu ma być skuteczność, szybsza gra i wsparcie kieleckich trybun.
W pierwszym spotkaniu rozegranym w Szegedynie 20-krotni mistrzowie Polski ulegli gospodarzom 23:26, a najwięcej bramek – sześć – rzucił Piotr Jarosiewicz. Zespół ze stolicy województwa świętokrzyskiego wie jednak, że wciąż ma wszystko w swoich rękach. Margines błędu został wprawdzie znacząco wyczerpany, ale trzy trafienia różnicy w nowoczesnej piłce ręcznej to dystans jak najbardziej do zniwelowania. – Jesteśmy na półmetku i zostało nam 60 minut, żeby odrobić trzy bramki straty. To dużo i mało jednocześnie, biorąc pod uwagę, jak szybka jest dzisiejsza piłka ręczna – ocenił drugi trener zespołu, Krzysztof Lijewski.
Sztab szkoleniowy nie ukrywa, że z pierwszej potyczki wyciągnięto bardzo konkretne wnioski. Głównym zadaniem na środowy wieczór będzie poprawa skuteczności przeciwko świetnie dysponowanym bramkarzom rywali. W pierwszym meczu świetną partię rozegrał Roland Mikler. – Kluczem jest znalezienie sposobu na pokonanie bramkarzy i jestem przekonany, że nam się to uda. Na pewno jesteśmy mądrzejsi o to, że bez wykorzystywania sytuacji sam na sam trudno będzie o awans – dodał asystent Tałanta Dujszebajewa.
Mankamenty z pierwszego starcia doskonale dostrzegają również sami zawodnicy. Arkadiusz Moryto wprost wskazuje na brak łatwych bramek, który w spotkaniach o taką stawkę bywa bezlitosny. – Tylko 23 rzucone bramki to zdecydowanie za mało. Za mało biegaliśmy, co było dużym problemem, bo nie zdobywaliśmy łatwych bramek z kontry i musieliśmy męczyć się w ataku pozycyjnym – przyznał skrzydłowy.
Rywale nie zaskoczyli Kielczan taktycznie, co tylko potęguje sportową złość w drużynie. – Wiemy, jak grają. Dlatego tym bardziej bolą sytuacje, o których wiedzieliśmy, a jednak udawały się drużynie z Szegedynu. Jestem pewien, że nasi kibice zrobią „kocioł”, co będzie naszym ogromnym atutem – podkreślił z nadzieją gracz. – Musimy postawić na większą intensywność i zredukować błędy do minimum, a wtedy wynik na pewno będzie lepszy niż na wyjeździe.
Przed rewanżem pojawiły się także niezwykle wyczekiwane wieści dotyczące zdrowia Alexa Dujszebajewa. Kapitan zespołu otrzymał od lekarzy „zielone światło” na powrót do zajęć, jednak sztab medyczny i szkoleniowy podchodzą do sytuacji z chłodną głową.
– Od poniedziałku weźmie piłkę do ręki i odbędzie z nami normalnie jednostki treningowe. Czy zagra? Nie wiem. Jak zagra? Też nie wiem. Nie możemy oczekiwać, że on będzie naszym zbawcą, chociaż bardzo byśmy sobie tego życzyli. To Alexowi trzeba pomagać jeszcze bardziej, żeby go odciążać i kreować takie sytuacje, żeby tylko wykańczał rzuty – tonował nastroje Krzysztof Lijewski.
Ostateczna decyzja o występie starszego z braci Dujszebajewów zapadnie tuż przed pierwszym gwizdkiem, po weryfikacji jego dyspozycji w pełnym treningu.
Fot. Tomasz Fąfara/Industria Kielce





