Zieliński po Lechii: przeżyliśmy na własnej skórze Lany Poniedziałek
W 27. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk 2:4. Po meczu swoją opinią podzielił się Jacek Zieliński, trener „żółto-czerwonych”.
Jacek Zieliński (szkoleniowiec Korony Kielce): – Przed meczem ktoś zadał mi pytanie o Lany Poniedziałek. Ja powiedziałem, że chciałbym, aby skończył się on dobrze, ale niestety życie to zweryfikowało i przeżyliśmy na własnej skórze Lany Poniedziałek. Porażka, która boli jak każda inna. Jednak sami sobie, niestety, sprokurowaliśmy ten los. Pretensje możemy mieć tylko do siebie.
Duże słowa uznania za drugą połowę dla chłopaków, bo zagrali naprawdę mądrze, zdecydowanie agresywniej i intensywniej, grając w dziesiątkę. Był taki moment, że napędziliśmy trochę stracha Lechii, ale suma summarum skończyło się, jak się skończyło. Gratuluję Lechii zwycięstwa, a my przeżyliśmy na własnej skórze Lany Poniedziałek.
(O „rozdawaniu prezentów” w pierwszej połowie) Zgadzam się w stu procentach, ale co mogę powiedzieć na ten temat? To się zdarzyło i rzeczywiście – suma błędów popełnionych w pierwszej części w każdej formacji była duża. Pierwsza bramka zaczęła się od zablokowanego strzału Błanika, Svetlin przegrywa piłkę na styku i z tego idzie akcja zakończona trafieniem.
Suma prezentów, które rozdaliśmy w pierwszej połowie, przekroczyła nasze dokonania w tym aspekcie przez całą rundę. Jednak my tego nie cofniemy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zawaliliśmy. Weszliśmy w ten pojedynek tak trochę niemrawo. Chociaż z drugiej strony: gdyby Długosz wykorzystał sytuację na początku meczu, to byłoby inaczej, ale tu możemy tylko gdybać Praktycznie każdy popełniał błędy, był nieswój, spóźniony, nie do końca energetyczny. Trudno powiedzieć, z czego to wynikało.
(O absencji Antonina) Ma lekki stan zapalny Achillesa. Jeszcze w niedzielę przed wyjazdem próbowaliśmy sprawdzić, czy da radę. Jednak po prostu nie było szans, aby go wziąć.
(O zgłoszeniu do rozgrywek Adama Hańćko) Występy w kadrze to wisienka na torcie. Mam go u siebie na treningach od początku stycznia i widzę jak się rozwija. Skoro byłą taka okazja, to dlaczego nie dać chłopakowi, który w lutym skończył 17 lat szansy debiutu? Nawet gdy ma to miejsce w takim meczu przegranym zapamięta go do końca życia.
Fot. Marcin Deszczka




