Piłkarze po Arce: udźwignęliśmy tę presję
W 26. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce wygrała na Exbud Arenie z Arką Gdynia 3:0. Swoimi opiniami podzielili się Wiktor Długosz i Stjepan Davidović zawodnicy „żółto-czerwonej” drużyny.
Wiktor Długosz (wahadłowy): – To był taki podwójny prezent. Cieszymy się, że mogliśmy taką niespodziankę sprawić trenerowi (Jacek Zieliński obchodził w dniu meczu 65. urodziny – przyp. red.), ale także całemu klubowi. To było naprawdę ważne spotkanie w kontekście tabeli, ostatnich pojedynków i udźwignęliśmy tę presję. Bardzo cieszy mnie nastawienie drużyny, bo nie cofnęliśmy się, a dalej szukaliśmy tych bramek. Nie mieliśmy trochę szczęścia i skuteczności, lecz staraliśmy się te sytuacje sobie kreować.
(O grze na wahadle) Dobrze mi się grało, bo to moja nominalna pozycja. Mogę łączyć tę grę obroną z atakiem przestrzeni i uważam, że dziś to dobrze wyglądało. Jako cały blok defensywny sprawiliśmy, że Arka nie stworzyła sobie zbyt wiele okazji. Miałem swoje okazje, w pierwszej mogłem odegrać do Stjepana Davidovicia, ale wydawało mi się, że się wtedy wywrócę więc zdecydowałem się na strzał. Druga akcja była już typowo sytuacyjna na wślizgu. Cieszę się jednak, że te okazje sobie tworzyliśmy.
(O gorszej dyspozycji w ostatnich tygodniach) Odbiję piłeczkę i powiem, że to wy dziennikarze budujecie narracje wokół meczu. Wiedzieliście w jakim byliśmy momencie przed starciem z Niecieczą i o tym, że musimy wygrać, bo nikt nie będzie pamiętał czy było wtedy brzydko czy ładnie na boisku. Dziś też najważniejsze były trzy punkty, ale była też trochę lepsza murawa i nasze nastawienie o którym rozmawialiśmy w szatni. Wygraliśmy dziś zasłużenie.
Stjepan Davidović (pomocnik): – Mecz był bardzo dobry. Cała drużyna dała z siebie sto procent i zdobyliśmy bardzo ważne trzy punkty. To był urodzinowy prezent dla trenera, bo wygraliśmy bardzo trudne spotkanie.
(O zdobytym golu) Cały tydzień pracowałem nad tym z trenerem Piotrem Malarczykiem i udało się to wykorzystać. Teraz będziemy mieli trzy–cztery dni wolnego i wracamy do pracy.
Fot. Marcin Deszczka





