Długosz po Rakowie: Zbudowaliśmy fajną twierdzę tutaj przy Ściegiennego
W 33. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała na Exbud Arenie z Rakowem Częstochowa 1:1. – Uważam, że w pierwszej połowie graliśmy dobrze – powiedział po spotkaniu Wiktor Długosz, wahadłowy „żółto-czerwonych”.
Wychowanek kieleckiego klubu w drugim meczu z rzędu wpisał się na listę strzelców. Co więcej, w końcowych minutach pierwszej połowy mógł po raz drugi pokonać golkipera rywali, lecz tym razem chybił. – Jestem zadowolony z siebie jeśli chodzi o tę akcję bramkową. W przypadku tej drugiej sytuacji widziałem na szybko jakieś wideo. Wydaje mi się, że pomysł miałem dobry, żeby szukać górnych rejonów bramki mocnym strzałem, jednak szkoda, że się nie udało. Wyjaśniliśmy sobie tę sytuację w przerwie z Mariuszem Fornalczykiem, ale z boiska go nie widziałem. Była to dynamiczna sytuacja i ciężko było spojrzeć na drugą stronę. Skupiłem się, aby wygrać pozycje z Arseniciem i być może tu moja uwaga się za bardzo skupiła. Szkoda tej sytuacji, muszę wyciągnąć wnioski i następnym razem zachowam się inaczej – wskazał.
24-latek to były zawodnik „Medalików”, w których barwach rozegrał 57 spotkań. Czy w związku z tym był to dla niego szczególny mecz? – Nie. Minęło już trochę czasu, odkąd odszedłem z Rakowa i podchodzę do nich jak do każdego innego, normalnego przeciwnika. Oczywiście poza boiskiem mam ogromny szacunek do sztabu, do trenera Papszuna, bo wiem, ile pracy we mnie włożyli. Jednak gdy wychodzimy na murawę, to nie ma przyjaźni i walczymy jak z każdym innym rywalem. Myślę, że dziś to pokazałem i możemy być zadowoleni. Miło mi słyszeć o pochwałach od trenera. Ja mogę na jego temat również wypowiedzieć się w samych superlatywach, bo zmienił mój światopogląd na temat piłki, rozumienia gry. Włożyli we mnie dużo pracy ze sztabem i jestem bardzo wdzięczny za tamten okres – zaznaczył wahadłowy.
Kielczanie stawiali opór faworyzowanej drużynie spod Jasnej Góry. – Dziś mieliśmy osłabienia, a do tego wiemy, jak Raków gra, naciska i znamy ich styl gry. Uważam, że w pierwszej połowie graliśmy dobrze. Nawet w tej niskiej obronie gdy oddawali strzały, czuliśmy, że jest to pod naszą kontrolą. W drugiej połowie przeciwnik nas mocno stłamsił, taki mają styl gry. My też nie potrafiliśmy się uwolnić spod pressingu, ale jestem dumny z chłopaków, że mamy remis. Zbudowaliśmy fajną twierdzę tutaj przy Ściegiennego. Zszedłem z urazem barku, trudno mi jednak powiedzieć jak poważnym. Świeżo po meczu trudno to ocenić, zobaczymy, co będzie po badaniach – podsumował Wiktor Długosz.
Ostatnie starcie rozgrywek 2024/2025 już w sobotę 24 maja. O godzinie 17.30 podopieczni Jacka Zielińskiego zmierzą się w Zabrzu w miejscowym Górnikiem.
Fot. Mateusz Kaleta





