Częstochowa prowadziła oblężenie, ale bezskutecznie. Remis Korony Kielce!
Twierdza Kielce ponownie dała o sobie znać. Żółto-czerwoni zremisowali 1:1 z Rakowem, mimo że przez niemal 45 minut musieli prowadzić "obronę Częstochowy". Miejscowi inkasują cenny punkt, a goście oddalają się od mistrzostwa.
Ostatnie spotkanie przy Ściegiennego w Kielcach w bieżącym sezonie dostało wyjątkową oprawę. Nie dość, że tym razem żółto-czerwoni skonfrontowali się z głównym pretendentem do mistrzostwa Polski, to jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego zaśpiewał Kamil Bednarek. Jednak znacznie więcej wzruszeń, niżeli cover "Dni, których nie znamy", wzbudziło pożegnanie Piotra Malarczyka, który postanowił zakończyć karierę. Dokładając do tego komplet publiczności, otrzymujemy widowisko doskonałe... o ile wynik dopisze, o czym mieliśmy się przekonać w ciągu kolejnych minut.
Trener Jacek Zieliński tym razem postawił na Mamlę, Długosza, Trojaka, Malarczyka, Restę, Pięczka, Kamińskiego, Strzebońskiego, Błanika, Fornalczyka i Szykawkę. Nono wykartkowany, a Matuszewski, Dalmau, Nagamatsu Nuno oraz Remacle kontuzjowani.
Warto docenić fakt, że szkoleniowiec postawił na Piotrka właśnie w ostatnim starciu tego sezonu przed własną publicznością dając mu nie tylko opaskę kapitańską, ale przede wszystkim możliwość godnego pożegnania się z tą wieloletnią i jakże ciekawą przygodą piłkarską. – Piotrek zasłużył sobie na to – kwitował przed meczem Jacek Zieliński. Fani oczywiście docenili ogromny wkład tego zawodnika w Koronę Kielce między innymi wywieszając transparent MALAR DZIĘKUJEMY! ZA WSZYSTKIE LATA, SZACUNEK, a także wielokrotnie skandując jego imię.
Pierwsza połowa
Zawodnik, który w Kielcach grał z numerem 4 dostał w tym meczu dokładnie cztery minuty występu z Rakowem. Po tym czasie utworzony został szpaler pożegnalny, a w miejsce Malara na boisko wszedł piłkarz z numerem 44, Konstantinos Soteriou. – Piotr Malarczyk, kawał piłkarskiej kariery, to boiskowy twardziel – stwierdzili komentatorzy tego starcia w Canal+. Cypryjczyk założył na ten mecz maskę chroniącą jego twarzoczaszkę po niedawnym złamaniu nosa.
W 8. minucie żółto-czerwoni mieli świetną okazję na wyjście na prowadzenie. Fornalczyk dogonił piłkę na lewej flance, po czym dośrodkował po ziemi w pole bramkowe. Świetnego podania nie wykorzystał Szykawka.
Co się odwlecze, to nie uciecze. Już chwilę później kielczanie prowadzili 1:0, a gola strzelił Wiktor Długosz! Niemal na środku boiska piłkę pod nogi otrzymał od Kamińskiego Jewgienij Szykawka, jednak Białorusin nie trzymał jej długo, bo zaraz przerzucił ją na prawą flankę, gdzie wybiegał Długosz. Zaskoczeni defensorzy gości starali się dogonić gracza z numerem 71 na plecach i nawet im się to częściowo udało, jednak Długosz nie dał się przepchnąć, wypracował sobie dobrą pozycję, a następnie będąc w polu karnym posłał futbolówkę na dalszy słupek i zmieścił ją w siatce. Na gratulacje zasłużył także Kamiński, bo to właśnie on zapoczątkował tę akcję.
Po 20. minucie nastała przerwa za sprawą pirotechniki odpalonej przez kibiców z "Młyna":

Przez kolejne minuty Raków próbował, jednak nie był w stanie zagrozić miejscowym. Nawet Marek Papszun niecierpliwił się, bo jego zdaniem żółto-czerwoni grali na czas. Z całą pewnością szybciej zabiło mu serce w 35. minucie, kiedy Błanik wbiegł z piłką w pole karne oddając strzał w światło. Strzegący bramki częstochowian Kacper Trelowski musiał parować przed siebie. Chwilę później uderzenie Rakowa minimalnie minęło słupek Rafała Mamli. Był to sygnał ostrzegawczy, by nie dawać tyle swobody gościom, bo nawet na przedpolu potrafią być niezwykle groźni.
Na sam koniec pierwszej połowy do rewelacyjnej sytuacji podbramkowej ponownie doszedł Długosz i mimo nabiegającego Fornalczyka postanowił samodzielnie wykończyć tę akcję. Niepotrzebnie. Piłka poszybowała nad poprzeczką, a mogła wpaść do siatki. "Fornal" w swoim stylu wyraził niezadowolenie z decyzji Długosza, ale nie mógł nic zmienić. Na sekundy przed przerwą Raków dostał stały fragment gry tuż przed polem karnym. Sprytne rozegranie prawie skończyło się wyrównaniem. Jednak tym razem miejscowi mieli masę szczęścia, bo uderzenie Jesusa Diaza o mały włos minęło bramkę Mamli.
Druga połowa
Presja ze strony Rakowa narastała z każdą minutą i nagroda przyszła w 54. minucie, kiedy to arbiter Wojciech Myć wskazał na wapno po faulu Miłosza Strzebońskiego na Adriano Amorimie. Przewinienie na skraju pola karnego, przy linii końcowej... Ogółem to interwencja Strzebońskiego, o którą nikt nie prosił; totalnie pochopna i bezsensowna. "Jedenastkę" na gola zamienił Jonatan Braut Brunes.
Ponad osiem minut później Patryk Makuch domykał dośrodkowanie i stanął przed szansą wyprowadzenia swojego zespołu na 2:1, jednak Mamla odpowiednio szybko "zamknął wrota" przy bliższym słupku. W toku boiskowych zdarzeń oblężenie Częstochowy przybierało na sile, z czym miejscowi mieli coraz większe problemy. Żółto-czerwoni wystawili do gry Zwoźnego, Bąka oraz Godinho i to oni mieli odwrócić niekorzystny ciąg zdarzeń. Z kolei goście desygnowali na murawę między innymi swoją najlepszą maszynę oblężniczą, Ivi Lopeza. W 77. minucie plac opuścił Mariusz Fornalczyk, a za niego wszedł Adam Chojecki, a więc bardzo utalentowany gracz rezerw.
Następne sekundy kielczanom upływały bardzo wolno, zaś częstochowianom – niezwykle szybko. Miejscowi murowali dostęp do bramki, natomiast Raków starał się ten mur sforsować na wiele różnych sposobów, jednak bezowocnie. Przedłużona o ponad 5 minut druga połowa nie przyniosła rozstrzygnięcia. Zespoły podzieliły się punktami. Korona wytrzymała i doliczyła na konto kolejne "oczko". Gorzej ma się teraz samopoczucie częstochowian, bo ich marzenia o kolejnym mistrzostwie kraju zawisły na włosku.
Korona Kielce - Raków Częstochowa 1:1 (1:0)
Bramki: Długosz 12’ – Brunes 57’(K)
Korona: Mamla – Długosz (Zwoźny 65’), Trojak, Malarczyk (Soteriou 5’), Resta, Pięczek – Kamiński, Strzeboński (Godinho 65’) – Błanik, Fornalczyk (Chojecki 77’) – Szykawka (Bąk 65’)
Raków: Trelowski – Otieno (Carlos 63’), Tudor, Arsenić, Svarnas, Amorim (Plavsić 74’) – Berggren, Kochergin (Barath 80’) – Diaz (Ivi Lopez 74’), Makuch (Rocha 63’) – Brunes
Żółte kartki: Mamla 90+2’, Zwoźny 90+2’, Bąk 90+3’ Amorim 72’




