Magdalena Kędzior: Jesteśmy bardzo rozczarowane tym wynikiem
Do tego spotkania ekipa z Koszalina przystąpiła w okrojonym składzie, a mimo to zdołała pokonać Suzuki Koronę Handball 28:25. – Źle się zaprezentowałyśmy. Przegrałyśmy, a to był dla nas bardzo ważny mecz – komentuje kielecka szczypiornistka, Magdalena Kędzior.
W gronie Młynów Stoisław Koszalin zabrakło Anny Mączki, Martyny Borosłysławskiej, Adriany Kurdzielewicz i Katarzyny Zimny, które przebywają na kwarantannie z powodu zakażenia koronwirusem.
Ponadto, w ostatnim czasie poważnej kontuzji kolana doznała Natalia Filończuk. Drużyna została więc bez bramkarki, dlatego ostatecznie między słupkami stanęła Izabela Prudzienica, której transfer z pierwszoligowego MKS Karkonosze Jelenia Góra udało się załatwić w ostatniej chwili.
Zawodniczka dotarła do Koszalina dopiero w dniu meczu. Trenerzy Młynów Stoisław mieli do dyspozycji zaledwie dziesięć zawodniczek, przy czym przyjezdne stanęły do walki w licznym, szesnastoosobowym składzie.
– Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc zespołowi, bo po to tutaj jestem. To był dobry debiut po tak długiej przerwie. Pierwsza połowa była trochę nerwowa zarówno w moim wykonaniu, jak i zespołu. Potem grałyśmy bardziej konsekwentnie i zmieniłyśmy obronę, przez co rywalki miały większe problemy ze zdobywaniem bramek, a ja miałam troszkę łatwiej ze skutecznymi interwencjami – mówi Izabela Prudzielnica.
W zgoła odmiennych nastrojach są po meczu zawodniczki ze stolicy województwa świętokrzyskiego. – Miałyśmy zupełnie inne plany. Momentami może faktycznie była pozytywna gra, ale tu nie chodzi tylko o momenty niestety. Mam nadzieję, że mamy jeszcze jakieś szansę i będziemy walczyły do końca, bo przed nami dużo meczów i każda chce się pokazać z dobrej strony. Liczę, że wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski. Może zabrakło nam zimnej głowy. Miałyśmy dużą przewagę i byłyśmy zmobilizowane, dlatego jesteśmy bardzo rozczarowane tym wynikiem – stwierdza Magdalena Kędzior.
Fot. Patryk Ptak




