Z taką grą nie powinniśmy ugrać nawet seta
Po okresie dobrej postawy, w zespole z Kielc nadeszło załamanie. Effector w niedzielę uległ w pięciosetowym pojedynku drużynie Indykpolowi AZS Olsztyn. Obie ekipy falowały w swojej grze, co znacznie obniżało poziom widowiska. Był to mecz bardzo chaotyczny i pełen prostych błędów. -Zagraliśmy dzisiaj naprawdę słabe zawody – przyznaje trener kielczan, Dariusz Daszkiewicz.
Po dobrej formie Effectora z ostatnich tygodni nie było śladu. Kielczanie źle rozpoczęli pojedynek i potem trudno im było zebrać się do walki. Choć podopieczni Daszkiewicza przegrali mecz tylko 2:3, to ciężko w ich grze znaleźć pozytywy. Obie drużyny grały falami. Co było przyczyną tak zróżnicowanej gry kielczan?- Nie jestem tak mądry, aby to zdiagnozować. Różne zespoły mają z tym problem. Część mogła wynikać z braku koncentracji na początku spotkania. Ciężko ten mecz ocenić na gorąco. Musimy go przeanalizować i wyciągnąć wnioski – tłumaczy Daszkiewicz.
- Przede wszystkim jednak mam duże zastrzeżenia co do gry. Walczyliśmy ze sobą, byliśmy sami dla siebie największym przeciwnikiem. Popełniliśmy masę błędów własnych, bo było ich aż 37. Patrząc pod tym kątem, końcowy rezultat meczu i tak jest dobry. Dzisiaj można było pokusić się o lepszy wynik, ale niestety falowaliśmy. Zrobiliśmy dzisiaj 8 siatek , dwa przejścia linii na zagrywce, 12 ataków w aut, 4 błędy w przyjęciu. Zagraliśmy dzisiaj naprawdę słabe zawody. Na szczęście jest jeszcze rewanż. Ostatnio z Lubinem wygraliśmy 3:2, ale nie udało nam się tego wyniku obronić. Teraz mam nadzieję, że będzie odwrotnie. Musimy wygrać w Olsztynie i podejmiemy tam walkę – kontynuuje trener kieleckiego zespołu.
Podobnego zdania jest Mateusz Bieniek. Młody środkowy Effectora na tle słabo grającej drużyny spisywał się całkiem nieźle, lecz widać było, że zdecydowanie nie jest to dzień kielczan. -Nie wyglądało to dobrze. Bardziej walczyliśmy ze sobą niż z przeciwnikiem. Mieliśmy problem z naszą grą i moim zdaniem powinniśmy cieszyć się z tych dwóch ugranych setów. Z taką grą nie powinniśmy ugrać nawet jednego – mówi Bieniek.
Choć olsztynianie sprawiali wrażenie bardziej skoncentrowanych i zmotywowanych, to podobnie jak kielczanom, zdarzały im się przestoje. Jaki element był więc kluczowy w drodze do ich zwycięstwa?
-W newralgicznych momentach wychodziło doświadczenie. Co rusz odskakiwali nam na kilka punktów. Dużo krwi napsuli nam dzisiaj zagrywką. Bardzo dobrze zagrali w tym elemencie. U nas kluczowe było przyjęcie zagrywki. Bardzo dużo graliśmy wysokich piłek, a wtedy niezwykle ciężko jest skończyć akcję – stwierdza „Bieniu”.
Rewanżowy mecz obie drużyny rozegrają za tydzień, w sobotę, 28 marca w Olsztynie. Początek o godz. 16.




