Zieliński przed startem wiosny: Chcemy widzieć Koronę grającą intensywnie [WYWIAD]
Przygotowania Korony Kielce do wznowienia rozgrywek PKO BP Ekstraklasy dobiegają końca. Trener Jacek Zieliński ocenia stan kadry po powrocie z obozu w Turcji, koncentrując się na dyspozycji liderów zespołu oraz procesie aklimatyzacji nowych graczy. Szkoleniowiec odnosi się również do sytuacji zdrowotnej w drużynie przed zbliżającym się spotkaniem z Legią Warszawa.
Korona wróciła niedawno z obozu przygotowawczego w Turcji. Jako drużyna macie za sobą trzy gry kontrolne, które zakończyły się zwycięstwami z bułgarskim CSKA Sofia (2:0), słowackim Spartakiem Trnawa (3:1), a także bezbramkowym remisem z ukraińskim Dynamem Kijów. Jeden mecz z Vojevodiną nie doszedł do skutku. Jak Pan ocenia ten okres?
– Zgrupowanie było bardzo udane. Uważam, że to było jedno z lepszych zgrupowań, jakie miałem na przestrzeni moich doświadczeń trenerskich z różnymi zespołami. Trwało trzy tygodnie, co pierwszy raz mi się zdarzyło, ale minęło bez większych problemów. Zmiana hotelu nam pomogła, zmieniliśmy trochę środowisko i odpoczęły nam głowy. Przede wszystkim to był jednak dobry okres pod kątem sportowym i piłkarskim, bo mieliśmy możliwość trenowania na bardzo dobrych boiskach. Zagraliśmy trzy bardzo dobre gry kontrolne. Nie udało się rozegrać czwartej, ale nie było takiej możliwości mimo szczerych chęci z naszej strony i ze strony zespołu Vojevodiny. Przeciwnicy byli dobrzy, a te gry spełniły swoje zadanie, bo zagraliśmy to, co sobie założyliśmy. Szczególnie mecz z Dynamem Kijów był topowym sparingiem na bardzo dużej intensywności, którą rzadko spotyka się u nas w lidze, dlatego cieszę się, że do niego doszło. Wróciliśmy pełni zdrowia, bez żadnych kontuzji, a to rzadko się zdarza przy tak długich zgrupowaniach w Turcji, bo tam zawsze jakieś urazy się trafiają. Teraz jesteśmy jednak od tego z daleka i spokojnie przygotowujemy się już do pojedynku z Legią.

Fot. Grzegorz Ksel
Na co położyliście szczególny nacisk podczas zimowych przygotowań? W tamtym roku kładliście nacisk szczególnie na grę obronną, a teraz?
– My cały czas kładziemy nacisk na grę obronną, bo to jest fundamentem naszej gry. To, co się dzieje później w drugiej czy trzeciej strefie czy w fazach przejściowych, trzeba budować na tym fundamencie. Naszą bazą będzie dobra obrona i to się na pewno nie zmieni. Natomiast pracujemy też więcej nad finalizacją, bo to u nas szwankowało, szczególnie w rundzie jesiennej. Mimo że stwarzaliśmy dużo sytuacji i byliśmy w czołówce zespołów Ekstraklasy pod względem współczynnika xG (goli oczekiwanych – przyp. red.), to bramek nie padało dużo. Nad tym mocno pracowaliśmy i mam nadzieję, że to się przełoży już na rundę wiosenną.
Do zespołu dołączył Mariusz Stępiński, który ma na swoim koncie występy we włoskiej Serie A czy francuskiej Ligue 1. Co ten doświadczony napastnik ma wnieść do zespołu poza oczywistością, czyli strzelaniem bramek i wykorzystywaniem swoich sytuacji?
– Myślę, że to jest najważniejsze czego oczekują kibice. Ale poza tym Mariusz to jest bardzo porządny chłopak, który fajnie się zasymilował i wszedł do drużyny. On może być takim mentorem – nie boję się tego tak nazwać – nauczycielem dla tych młodych chłopaków, których jest duża grupa w zespole. Oni mogą się od niego uczyć, a treningi w Turcji pokazały, że jest od kogo.
Kibice z niecierpliwością czekają na debiut Simona Gustafsona, który zdobywał mistrzostwa Holandii oraz Szwecji. On też ma wnieść do zespołu swoje doświadczenie?
– On przede wszystkim ma wnieść jakość, bo to zawodnik, który jak na polskie warunki jest naprawdę nietuzinkowy. Rzadko spotykamy piłkarzy z takim CV przychodzących do Polski: mistrzostwo Holandii, 150 meczów w Eredivisie oraz ponad 30 strzelonych bramek, to samo w szwedzkiej Allsvenskan i jej mistrzostwo. To naprawdę bardzo dobry pomocnik. Ma zupełnie inny profil niż chłopcy, których mamy w drużynie. Jest to element, którego nam brakowało i nie ukrywam, że będzie to widać na wiosnę.
Zobaczymy go już od meczu z Legią, czy potrzebuje jeszcze trochę adaptacji?
– Trenuje normalnie. Wiadomo, że nie brał jeszcze udziału w żadnej grze kontrolnej, ale w treningach uczestniczy w pełni. Myślę, że w spotkaniu z Legią na pewno będzie gotowy do gry.
Jak wygląda sytuacja zdrowotna kontuzjowanych ostatnio graczy – Dawida Błanika oraz Stjepana Davidovicia?
– Dawid Błanik trenuje normalnie i jest przygotowywany do gry przeciwko Legii. Stjepan zaczął już w tym tygodniu normalne treningi z zespołem. Wiadomo, że z nim potrwa to trochę dłużej i w kadrze meczowej na Legię jeszcze się nie znajdzie, ale mam nadzieję, że bardzo szybko do nas dołączy.

Fot. Grzegorz Ksel
Jednym z liderów drużyny był Xavier Dziekoński, który wrócił do bardzo dobrej dyspozycji sprzed dwóch lat. Co się stało, że wrócił do tego poziomu?
– Myślę, że Xavier nie tyle wrócił do tego poziomu, co go zdecydowanie przeskoczył. Xavier jest dla mnie teraz lepszym bramkarzem – bardziej kompletnym i doświadczonym. Co się stało? Nic nie robi tak dobrze jak rywalizacja. Wiosną przegrał rywalizację z Rafałem Mamlą, który naprawdę świetnie bronił i to mu dobrze zrobiło. Nie załamał rąk, nie dawał po sobie poznać, że jest sfrustrowany czy rozczarowany, chociaż miał do tego prawo. Wygrał rywalizację w okresie przygotowawczym przed nowym sezonem i trzeba powiedzieć, że jesienią bronił naprawdę bardzo dobrze.

Fot. Marcin Deszczka
Ekspresową adaptację przeszedł Tamar Svetlin, a przy nim wydaje się, że odżył Martin Remacle. Co się takiego wydarzyło, że to połączenie „zatrybiło”?
– Ja akurat nie jestem tym zdziwiony. Tamara obserwowaliśmy praktycznie pół rundy wiosennej. Widząc jego występy w Celje, w europejskich pucharach i mecze szczególnie przeciwko Fiorentinie, byłem przekonany, że na polskie warunki to będzie zawodnik topowy. Szybko wszedł w drużynę i pokazuje duże umiejętności. Przy nim faktycznie odżył Remacle, który dobrze z Tamarem współpracuje. Myślę, że teraz, przy przyjściu Simona Gustafsona, nasza linia środkowa – ten kręgosłup zespołu – będzie bardzo mocna.

Fot. Grzegorz Ksel
Przed wyjazdem do Turcji wskazywał Pan, że na wypożyczenia udadzą się Miłosz Strzeboński, Radosław Seweryś i Jakub Kowalski. Wiemy już, że ostatni z nich do końca sezonu będzie występował w Stali Mielec. Co mają dać tym chłopakom wypożyczenia?
– Kuba Kowalski wyróżniał się zdecydowanie w rezerwach, ale uważam, że aby zrobić postęp, musi zacząć grać wyżej. U nas miał mniejsze możliwości, dlatego wypożyczenie do pierwszoligowej Stali Mielec to bardzo dobry ruch. Pokazuje to przykład Daniela Bąka, który w Zniczu Pruszków naprawdę odpalił i jest teraz jednym z czołowych napastników zaplecza Ekstraklasy. To właśnie mają dawać takie wypożyczenia chłopakom, na których liczymy w przyszłości.
A w przypadku Radosława Sewerysia? Rok temu kontuzja podczas obozu przygotowawczego, teraz parę meczów w rezerwach. Czy to wypożyczenie ma określić jego pozycję w zespole i czy wiążecie z nim przyszłość?
– Radek przegrał rywalizację w formacji defensywnej i przede wszystkim musi zacząć grać. Wcześniejsze wypożyczenie do Polonii Bytom skończyło się fiaskiem, gdyż praktycznie tam nie występował. Wrócił do nas, złapał kontuzję i nie grał rok. Teraz zaliczył dosłownie parę występów w trzecioligowych rezerwach. On musi zacząć grać regularnie. My teraz nie mówimy o tym, czy wiążemy z nim nadzieje, czy nie – dla niego, jako zawodnika, regularna gra jest niezbędna, by wrócić na dobre tory. Chciałbym, żeby to była pierwsza lub druga liga, ale na chwilę obecną jest na etapie poszukiwania klubu.
W zimowych sparingach nową rolę na murawie dostał Antonin – grał bardziej jako „dziesiątka”. To będzie jego docelowa pozycja?
– To nie jest dla niego nowa pozycja, bo w Gimnàsticu Tarragona grał tak bardzo często. Wprawdzie wystawiali go też na „dziewiątce”, ale ta „dziesiątka” była dla niego bardziej skrojona. W naszej sytuacji jesienią musieliśmy szukać pierwszego napastnika, dlatego często tam występował, ale on na „dziesiątce” czuje się dobrze. Sparingi pokazują, że to pozycja, która mu odpowiada. Mam nadzieję, że to „odpali”.

Fot. Marcin Deszczka
Czy ta runda może należeć do Vladimira Nikolova? Bułgar przyznał w mediach klubowych, że jest sfrustrowany tym, że nie może się odblokować.
– Chciałbym, żeby „Vladi” wrócił do tego, co umie robić, gdyż w lidze bułgarskiej strzelał dużo bramek. Ta runda będzie dla niego „papierkiem lakmusowym”, bo albo odpali, albo będzie mu ciężko o miejsce w drużynie. Jest bardzo zaangażowany i bardzo się stara. Poczekajmy na ligę i zobaczymy, jak to będzie wyglądało.
W Koronie gole strzelało tylko ośmiu zawodników, podczas gdy np. w Legii było ich czternastu, a w Radomiaku trzynastu. Czy szersza odpowiedzialność za bramki to coś, nad czym pracujecie?
– Jesteśmy w dobrej sytuacji, bo mamy paru chłopaków, którzy nie tylko jako napastnicy potrafią strzelać bramki. Jest Dawid Błanik, jest Konstantinos Sotiriou, który jako środkowy obrońca ma cztery gole w lidze i doskonale gra głową. Pau Resta jest groźny przy stałych fragmentach gry. Przy słabszej dyspozycji napastników ten ciężar rozkładał się inaczej i trzeba było tym zarządzać. Teraz, przy dojściu Mariusza Stępińskiego, na którego bardzo liczę, oraz przy obecności Dawida Błanika, Marcina Cebuli, Antonina czy Wiktora Długosza, myślę, że będzie miał kto strzelać.

Fot. Marcin Deszczka
Jaka ma być zatem Korona wiosną? Jaką drużynę chciałby Pan widzieć?
– Od momentu mojego przyjścia, a właściwie od stycznia zeszłego roku, zaczęły tworzyć się fundamenty drużyny, która dobrze grała wiosną. Chcemy widzieć Koronę grającą intensywnie, mającą swój powtarzalny styl, po którym będzie można nas poznać. Chcemy progresować i poprawiać wyniki. Poprzedni sezon skończyliśmy na 11. miejscu, a tę rundę na 9., choć mogło być lepiej, gdyby nie średnia końcówka. Chcemy pójść w górę tabeli, ale najważniejszy będzie każdy następny mecz. Chcemy w każdym spotkaniu zdobywać trzy punkty, a co to da na koniec rundy – zobaczymy.
Po ostatnim meczu z Wisłą Płock prosił Pan o docenienie tego, co zespół zrobił. Czy te słowa „sprowadzające na ziemię” niektórych kibiców i dziennikarzy były potrzebne?
– Ja nie sprowadzałem nikogo na ziemię, natomiast odbiór Korony, szczególnie w ostatnich tygodniach, był bardzo negatywny. Do mnie to też docierało. Każdy chyba zapomniał, że za nami był bardzo dobry rok, w którym pod względem zdobyczy punktowych zajęliśmy 4. czy 5. miejsce w lidze. Chciałem po prostu, żeby ten wysiłek został doceniony. Przestaliśmy być drużyną wiecznie zamieszaną w walkę o utrzymanie, a mam wrażenie, że przestano to dostrzegać i nagle zaczęto mówić o europejskich pucharach. Ja też mam swoje marzenia, ale jestem realistą.
Rozmawiał: Piotr Okła
Źródło: www.kielce.eu
Fot. Patryk Cudzik




