Kiełb: Nie jestem święty
– Podziwiam takich ludzi, którzy zakładają słuchawki na uszy i biegają dla zdrowego trybu życia. Bo siedzenie cały czas przy komputerze i zajadanie się pączkami z pewnością nikomu na dobre nie wyjdzie – twierdzi Jacek Kiełb.
Macie za sobą ciężkie spotkania z takimi rywalami jak Wisła Kraków i Legia Warszawa, których niestety nie udało wam się wygrać. Jednak warto zaznaczyć, że pokazaliście charakter i determinację, dzięki czemu ludzie inaczej podchodzą do tych porażek.
Jacek Kiełb: – Cieszy mnie, że w meczach z Legią i „Białą Gwiazdą”, mimo znacznego osłabienia potrafiliśmy strzelić kilka bramek. Oczywiście przegraliśmy oba spotkania, to jest najważniejsze, ale musimy z tego wyciągnąć też pozytywne wnioski na przyszłość. Przygnębienie nikomu na dobre przecież nie wyjdzie.
A Jacek Kiełb jest zadowolony ze swojej postawy w tych spotkaniach?
– No starał się (śmiech). Najgorzej by było, gdybyśmy w ogóle odpuścili te spotkania. Skończyłoby się to katastrofą, tak samo jak w spotkaniu z Lechem Poznań. Trzeba walczyć niezależnie od trudności jakie napotykamy, ponieważ nawet w dziesięciu da się wygrać mecz. Ostatnio ta sztuka nam się nie udała, jednak mimo wszystko nie można odpuszczać. Jak jest się w jakimś klubie, to trzeba zrobić wszystko, by grać jak najlepiej – szczególnie jeżeli tą drużyną jest właśnie Korona Kielce, gdzie kibice są naprawdę świetni i atmosfera na stadionie super. Jak tutaj nie biegać po boisku i nie walczyć?
Odpowiada ci rozwiązanie szkoleniowca z tobą w roli napastnika?
– Będę grał tam, gdzie trener mnie wystawi. Do Korony przyszedłem jako napastnik, potem przeniesiono mnie na prawą pomoc i do tej pozycji zdążyłem się przyzwyczaić. Ale jak będzie trzeba, to będę walczył w ataku. Nie widzę w tym żadnego problemu.
Jak na przestrzeni ostatnich zawodów ocenisz poczynania naszych rodowitych kielczan?
– Paweł Kal pokazał się z bardzo dobrej strony. Tak samo Piotrek Malarczyk. Zasłużyli sobie na pochwałę, ponieważ rozegrali dobre spotkania w ekstraklasie. Cieszę się z tego szczególnie, bo są wychowankami Korony. Teraz widać, że warto stawiać na młodych zawodników.
Jeszcze dziesięć lat temu byłeś dzieckiem, który grał w piłkę z kolegami na podwórku. Da się w ogóle porównać warunki, w jakich młodzi ludzie trenowali kila lat temu do tych, jakie dzisiaj oferuje kielecka Korona?
– W obecnych czasach chłopaki mają dużo lepiej. Mają sztuczną murawę, choć... W sumie nie jest to takie dobre, bo potem kolana zaczynają od tego „siadać”. Szczerze mówiąc jeszcze nie widziałem żadnego treningu, ale byłem ostatnio na meczu młodzików. Mieli może po dziesięć, jedenaście lat. Rozgrywali mecz z Wisłą Kraków, który niestety przegrali 2:3. Widziałem sytuację, w której jeden z naszych chłopaków przebiegł połowę boiska, po czym dostał prostopadłą piłkę i w sytuacji sam na sam z bramkarzem zdobył bramkę – zachował się jak profesor w tej akcji. Naprawdę bardzo ładnie grali w tym meczu. Gdy byłem w ich wieku, graliśmy piłkami „czwórkami” na te mniejsze bramki. Obecnie w życie weszły reguły, gdzie bardzo młodzi zawodnicy mają grać na całym boisku. Ale moim zdaniem wymiarowa murawa jest dla nich zbyt duża. Do tego powinni grać jeszcze tymi mniejszymi piłkami. No chyba, że grają... Mogłem nie zauważyć.
Niestety, obecnie nie każde dziecko preferuje aktywny tryb życia.
– Chciałbym by wszyscy młodzi wykorzystywali warunki, jakie dają im kluby. Teraz młodzież woli przesiadywać w Internecie. Nie mówię, że sam jestem święty, bo lubię czasami przeglądać strony internetowe. Ale kiedyś w piłkę grało się dopóki słońce nie zaszło. Obecnie gdy wracam do Siedlec, zastaję jedynie pustki na boisku – nie ma nikogo, z kim można byłoby pograć. Dobrze by było, gdyby młodzież wykorzystywała te możliwości i uprawiała sport. Bo co później? Jeżeli każdy przy komputerze będzie siedział, to informatykiem w końcu zostanie? Pamiętam czasy, kiedy stało się za bramką i czekało na to, by starsi koledzy wpuścili mnie na boisko. Człowiek był uradowany, gdy zagrał te 10 minut, a jak jeszcze dobrze piłkę kopnął, to w ogóle był szczęśliwy. A teraz co? Pustka.
Co jest obecnie największym zagrożeniem dla przyszłości piłki nożnej?
– Bardzo mnie dziwi sytuacja, kiedy to dzieci na zajęcia wychowania fizycznego chodzą z przymusu. Przecież sport to zdrowie – wiadomo, że w profesji czasami trafi się jakaś kontuzja, ale dla własnego dobra każdy powinien uprawiać jakąś dyscyplinę. Ja na przykład podziwiam takich ludzi, którzy zakładają słuchawki na uszy i biegają dla zdrowego trybu życia. Bo takie siedzenie cały czas przy komputerze i zajadanie się pączkami z pewnością nikomu na dobre nie wyjdzie. Jak już wcześniej wspomniałem – lubię przesiadywać w Internecie, jednak wszystko powinno mieć swoje granice.
Jak to jest być liderem zespołu? Ty dzięki swojej determinacji na takiego wyrastasz.
– (Śmiech) Bez przesady… Jaki lider?! Absolutnie nie! Liderem jest starszy zawodnik, szczególnie taki jak Edi, który ma ogromne doświadczenie i szacunek chłopaków. Spokojnie – ja jestem tylko pionkiem, który na boisku musi zrobić co trzeba. Nie jestem żadną gwiazdą czy liderem. Nie lubię jak się tak o mnie mówi, ponieważ jestem tylko zwykłym człowiekiem, który wykonuje swoją pracę.
Skromność ponad wszystko... To podrążmy temat dalej. Z pewnością widziałeś nową kadrę Franciszka Smudy. Myślałeś o tym, żeby załapać do pierwszej reprezentacji Polski?
– Ja o tym nie myślę… Ja o tym marzę! Ale by tak się stało, muszę w każdym meczu pokazywać, że warto na mnie postawić. Jeżeli dostaję możliwość gry w ekstraklasie, trzeba to jakoś wykorzystać, by osiągnąć najlepszy wynik dla drużyny oraz przy okazji pokazać się z dobrej strony. Robię co mogę, żeby tak było, żebym kiedyś mógł wystąpić z orzełkiem na piersi w meczu seniorskiej reprezentacji.
Rozmawiał Maciej Urban.
fot. Artur Starz
Jacek Kiełb w meczu z Wisłą Kraków




