Karalek przed Luzerną: „nóż w zęby” i do boju
W 1. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce zagra w Hali Legionów ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern. – Albo zrobimy to teraz, albo później będzie już za późno – powiedział o wysokiej motywacji przed spotkaniem Artsem Karalek, kapitan „żółto-biało-niebieskich”.
Obrotowy kieleckiej drużyny przed inauguracyjnym starciem Ligi Mistrzów ocenił dyspozycję zespołu po okresie przygotowawczym. – Fizycznie nieźle wyglądaliśmy już w Superpucharze z Płockiem, zabrakło nam chyba tylko ze dwóch chłopaków w ataku, żeby utrzymać tę świeżość, którą mieliśmy przez większość spotkania. Nie powiem, że ta świeżość dopiero wraca, bo jesteśmy gotowi do grania i fajnie, że Liga Mistrzów wraca. Format rozgrywek się zmienił – nie ma czasu na spokojny początek, od razu musi być „gaz” i wygrana w każdym meczu, bo każdy błąd jest na „wagę złota” – podkreślił.
Szczypiornista odniósł się do kwestii wąskiej kadry oraz nastawienia na starcie ze szwajcarskim zespołem. – W porównaniu do pojedynku z Płockiem nic się u nas nie zmieniło. Gdybyśmy mogli to zmienić, na pewno byśmy zmodyfikowali nasz skład, ale na razie mamy czternastkę, która będzie grała i tyle. Nie ma innej możliwości. Nastawiamy się tak: „nóż w zęby” i do boju, nie ma innych opcji – zadeklarował.
Karalek przeanalizował również atuty debiutanta w rozgrywkach oraz bezpośredniego rywala na pozycji obrotowego. – Lucerna to nowy zespół, który na pewno będzie chciał wszystkich zaskoczyć i zacząć Ligę Mistrzów od wygranej w Kielcach. To byłoby dla nich coś niesamowitego, więc musimy zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić. W środku obrony czeka nas walka z Marinem Šipiciem. To znany kołowy, który od wielu lat gra w reprezentacji i jest bardzo dobry w ataku. Jest bardzo dynamiczny, ale my mamy swoje atuty, zobaczymy w środę co się okaże. W każdym meczu kluczem jest narzucenie własnych warunków. Każdy ma swoje atuty, lecz wygrywa ten, kto wyciągnie „lepszą kartę” – zauważył.
Białorusin skomentował błędy popełniane w ostatnich spotkaniach, sprzeciwiając się opinii, że wynikały one wyłącznie z wycieńczenia. – W Kaliszu to nie był temat zmęczenia. Spotkanie zaczęła druga linia złożona z chłopaków, którzy dopiero co do nas dołączyli i nie mają jeszcze takiego porozumienia jak zawodnicy grający ze mną od lat, jak Piotrek czy Aleks. Potrzebują czasu, żeby zagrać w jak najlepszy sposób. Właśnie w takich meczach, jak ten z Kaliszem, gracze jak Kirill – przechodzący z trochę innego szczypiorniaka – muszą ogrywać kombinacje i zagrywki, które będą potem wykorzystywane w Lidze Mistrzów – wyjaśnił.
Na koniec kapitan 21-krotnych mistrzów Polski wskazał na presję wynikającą z braku miejsca na pomyłki w odnowionej formule rozgrywek. – Poziom koncentracji na Ligę Mistrzów zawsze jest wysoki. Kluczowe jest jednak trafienie z formą. Rok temu zaczynaliśmy fazę grupową od serii porażek, potem złapaliśmy formę, skończyliśmy na trzecim miejscu i wszyscy mówili „wow”. W tym sezonie nie da się przegrać czterech meczów z rzędu i dopiero potem zacząć grać. Albo zrobimy to teraz, albo później będzie już za późno – podsumował Karalek.
Fot. Piotr Okła




