Smolarczyk przed Rakowem: Widać trochę „bezjajeczność” w naszym polu karnym
W 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zmierzy się z Rakowem Częstochowa. – Na pewno mentalnie zmiana trenera na nich wpłynie, bo przy takiej roszadzie każdy zawodnik ma czystą kartę – powiedział przed spotkaniem Bartłomiej Smolarczyk, stoper „żółto-czerwonych”.
Zawodnik otwarcie przyznał, że sytuacja w tabeli odbiega od przedsezonowych marzeń. – Przed rundą kibice i my sami stawialiśmy sobie wyższe cele. Jako profesjonaliści musimy dostosować się jednak do sytuacji. W pierwszej rundzie zrobiliśmy wynik „ponad stan” i graliśmy bardzo dobrze. Jesteśmy bardzo zmotywowani, żeby wygrać ten mecz i zapewnić sobie 99% utrzymania. Złapać dzięki temu oddech, bo tych pojedynków bez zwycięstwa jest dosyć dużo i presja po prostu rośnie (5 kolejnych potyczek bez wygranej - przyp.red.) – ocenił zawodnik.
Dla Smolarczyka starcie z Rakowem to szansa na przełamanie złej passy. – Patrząc na cały sezon, to z takimi rywalami lubimy grać i ja tutaj wierzę w drużynę. To jest najlepsza okazja, bo jest po prostu najbliższa – zaznaczył, dodając na temat rywala. – Na pewno mentalnie zmiana trenera na nich wpłynie, bo przy takiej roszadzie każdy zawodnik ma czystą kartę. Po przegranej w finale STS Pucharu Polski będą podwójnie zmotywowani, ale my chcemy skupić się na sobie i wygrać to spotkanie.
Obrońca Korony nie uciekał od trudnych pytań o błędy, które kosztują zespół punkty. – Według mnie my nie tracimy punktów przez podejmowanie ryzyka, tylko przez brak takiego przypieczętowania w ofensywie czy defensywie. Ewentualna wygrana dałaby nam pole, żebyśmy odetchnęli i zaczęli grać z taką „czystą głową”. Nie da się tego zrobić w pełni, jeżeli trzy kolejki przed końcem walczymy o utrzymanie – analizował.
O tym, że wrócił do gry
Liczę że wygramy, a czy to będzie ustawienie, takie czy inne to cel nadrzędny jest na tyle ponad wszystko, że liczę na dobry rezultat. Skłamałbym, gdybym nie odpowiedział, że liczę głęboko, że uda mi się znów wystąpić.
Ocena postawy zespołu na treningach z perspektywy podstawowego gracza i rezerwowego
Widać, że każdy pomimo tego, że nie zagra to wie że ten cel jest bardzo ważny. Tutaj nikt nie chce kopać pod nikim dołków. Jesteśmy w za bardzo poważnej sytuacji, żeby liczyć na jakieś potknięcia kogokolwiek. Ogólnie jestem pozytywnie nastawiony do pracy całej drużyny. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z sytuacji. Nasi napastnicy są wyjątkowi na swój sposób, bo to dwie zupełnie inne charakterystyki. Zobaczycie jaki będzie plan na to spotkanie, mam nadzieję, że będzie udany.
Zawodnik odniósł się też do „rozmowy motywacyjnej” z fanami po meczu z Piastem. – Jest to dla nas naturalne, bo tak czasami bywa. To wybór kibiców, kiedy chcą powiedzieć kilka „mocniejszych słów”. Wydaje mi się, że zostało to rozwiązane. Chcemy uspokoić sytuację trzema punktami – skomentował, dodając, że o ich zaangażowanie nikt nie powinien się martwić. – My dajemy z siebie wszystko. Nie można nam zarzucić, że się nie staramy, bo zdajemy sobie sprawę z sytuacji, w jakiej jesteśmy. Ta skala motywacji w nas i tak jest już na najwyższym poziomie – wskazał.
Szczególnie uderzająca była jego szczera diagnoza defensywnych zachowań w polu karnym. – Jakbym wiedział, to tyle bramek byśmy nie tracili. Widać trochę „bezjajeczność” w naszym polu karnym. Tracimy bramki po stałych fragmentach, co powoduje, że przy każdym kolejnym zaczyna się taka „spinka” i wracają „koszmary”. W polu karnym każdy jest ostrożny, żeby nie sprokurować rzutu karnego. Reakcja jest czasem „na pół gwizdka”. Pracujemy nad tym problemem, bo z samych akcji rywale nie kreują zagrożenia. Po takich „głupich sytuacjach” nie możemy tracić kolejnych trafień – zakończył Bartłomiej Smolarczyk.
Fot. Marcin Deszczka




