Zieliński przed Jagiellonią: Te mecze zawsze niosą ze sobą dozę pojedynku derbowego
W 28. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zmierzy się na Exbud Arenie z Jagiellonią Białystok. – Zdajemy sobie sprawę z ich siły ognia – powiedział przed spotkaniem Jacek Zieliński, opiekun „żółto-czerwonych z Kielc”.
Na początku trener odniósł się do sytuacji kadrowej zespołu przed meczem z białostockim pucharowiczem. Zgodnie z komunikatem klubu wszyscy gracze są zdrowi, więc możliwe są powroty nieobecnych w Gdański, Nikodema Niskiego, Vladimira Nikolova oraz Antonina. – Tak, zdecydowanie wszyscy trenują i są gotowi do gry – skwitował.
Następnie podkreślił znaczenie spotkania w kontekście ostatnich wyników obu zespołów, a także samej rywalizacji w „żółto-czerwonych derbach”. Korona Kielce przystąpi do tego pojedynku plasując się na 10. pozycji w tabeli PKO BP Ekstraklasy z dorobkiem 36 punktów (10 zwycięstw, 6 remisów oraz 11 porażek). Z kolei Jagiellonia Białystok jest wiceliderem zestawienia z 42 „oczkami” na koncie (11 wygranych, 9 remisów i 7 porażek). – Te mecze zawsze niosą ze sobą dozę pojedynku derbowego. Po przegranej w Gdańsku chcemy się odbudować, zrehabilitować przed własnymi kibicami i udowodnić, że potrafimy dobrze grać w piłkę, szczególnie że gra u siebie zobowiązuje – wskazał.
„Jagiellończycy” w ostatnich pięciu meczach ligowych wpadli w wyraźny dołek, notując tylko jedno zwycięstwo (GKS Katowice 2:1), jeden remis (Lech Poznań 0:0) oraz aż trzy porażki (Wisła Płock 1:2, Piast Gliwice 1:2, Lechia Gdańsk 0:3). Odnosząc się do formy rywala, opiekun Kielczan zaznaczył, że nie zamierza go lekceważyć.
– Kryzys Jagiellonii był zrozumiały ze względu na ciężki terminarz, mecze w europejskich pucharach i kwestie logistyczne, co kosztowało ich dużo zdrowia. Teraz grają już tylko w lidze i pewnie szybko wrócą do dobrej dyspozycji, ale nie zmienia to faktu, że my czekamy na ten pojedynek z niecierpliwością, chcąc zagrać kolejne dobre spotkanie u siebie – zaznaczył.
Zapytany o możliwe zmiany w składzie, pozostał powściągliwy. Wszak po czerwonej kartce w Gdańsku pauzować musi lider defensywy Konstantinos Soteriou. – Nie chcę dzisiaj odkrywać kart i mówić, w jakim składzie wyjdziemy jutro. Mamy różne możliwości i będziemy się nad tym jeszcze zastanawiać – podkreślił 65-latek.
Ocena gry Xaviera Dziekońskiego
– Trener musi brać pod uwagę wszystkie możliwości, ale nie doszukiwałbym się w postawie Xaviera wielkiego kryzysu. Choć popełnił błąd przy czwartej bramce, wcześniej trzykrotnie uratował nas swoimi interwencjami, więc należy być sprawiedliwym w jego ocenie – opisał.
Sporo miejsca poświęcił także największej gwieździe rywala. – Jesus Imaz to „pan piłkarz” na warunki naszej Ekstraklasy, z wręcz kosmicznymi liczbami, który rzadko schodzi z boiska, co świadczy o jego klasie i wpływie na zespół. Każdego można jednak zatrzymać i będziemy starali się to zrobić. Hiszpan jest „wisienką na torcie” tego zespołu, ale Jagiellonia to także inni świetni zawodnicy jak chociażby Pululu czy Romańczuk – docenił rywali.
Wrócił również do błędów z poprzedniego meczu. – Zdajemy sobie sprawę z ich siły ognia. Mówimy o prezentach w Gdańsku, ale kluczowy był niepotrzebny faul „Kostasa”, który zdecydował o przebiegu gry. Przy czwartej bramce, po złym rozegraniu od tyłu, nie było już szans na powrót, bo rzuciliśmy wszystko do przodu. Lechia potrafiła strzelić coś z niczego, bo taką siłą ognia dysponują – ocenił.
Odnosząc się do Bartłomieja Smolarczyka, podkreślił jego podejście do rywalizacji. – Rozmawiałem z nim o tej sytuacji; widzę, że dobrze pracuje i jest skupiony i wykonuje kawał dobrej roboty. Musi być cierpliwy, a ja podejmuję decyzje, za które biorę odpowiedzialność. Jestem przekonany, że niedługo znów będzie grał – pochwalił swojego podopiecznego.
Trener nie zgodził się także z oceną początku poprzedniego spotkania. – Nie zgadzam się, że wejście w mecz w Gdańsku zawiodło – w 2. minucie mieliśmy sytuację Wiktora Długosza, która mogła ustawić spotkanie. Zabrakło jednak pójścia za ciosem i intensywności, daliśmy się rywalowi „otrzepać” i skończyło się tak, jak się skończyło. Z Jagiellonią musimy być skoncentrowani i grać intensywnie od pierwszej do setnej minuty – analizował.
Wyjaśnił również problemy w rozegraniu piłki przy wysokim pressingu rywali. – Problemy w Gdańsku generowaliśmy sobie sami przez „infantylne” rozgrywanie piłki od tyłu. Daliśmy się zbyt prosto na to łapać. Chcemy grać intensywnie, bo to przynosi efekty, ale musi to być robione w sposób powtarzalny, a nie wybiórczy – dodał.
Po chwili ponownie podkreślił klasę najbliższego rywala. – Jagiellonię trzeba traktować jako zespół z topu. W tym sezonie nie spadli poniżej trzeciego miejsca ani razu, co świadczy o ich poziomie i potencjale. Zawsze dobrze się pokazać na tle takiego zespołu, który zaprezentował się z bardzo dobrej strony w Europie. Jednak my nie mamy ciśnienia, że przyjeżdża Jagiellonia i oczy się świecą i włosy stoją dęba na głowie. Podchodzimy do nich z dużym szacunkiem, ale mamy swoje ambicje i marzenia, które chcemy realizować – powiedział.
Na koniec odniósł się do sytuacji w tabeli i celów drużyny. – Myślimy tylko o piątkowym starciu. Jednak liga jest tak spłaszczona, że trudno mówić o bezpiecznym środku tabeli. Każdy przegrany mecz może powodować problemy, przez co rozgrywki stały się ciekawsze, ale i bardziej nerwowe – wskazał.
Przy bardzo małych różnicach punktowych w trwającym sezonie granica 40 punktów może nie wystarczyć do pewnego utrzymania. Jakie cele ma zatem kielecki klub? – Top 8 jest nadal realne i tego się trzymamy, ale musimy mieć oczy szeroko otwarte i dookoła głowy. Nie liczymy punktów, bo analizy zmieniają się co tydzień. Najważniejszy jest pojedynek z Jagiellonią i chęć rewanżu za Gdańsk, na który wszyscy bardzo czekają – zakończył Jacek Zieliński.
Fot. Marcin Deszczka




