Tałant Dujszebajew: Nie pojedziemy do Veszprem jak chłopcy do bicia
W 4. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce zagra na wyjeździe z One Veszprém. – Niezależnie, czy zagra Ferlin, Vlah, Nahi – to obojętne. Będziemy walczyć o dwa punkty – powiedział przed spotkaniem Tałant Dujszebajew, trener „żółto-biało-niebieskich”.
W ostatnich potyczkach 20-krotni mistrzowie Polski musieli sobie radzić bez kilku podstawowych zawodników. Jak będzie w meczu z mistrzami Węgier?
– Z pełną odpowiedzialnością nie mogę jeszcze nic powiedzieć. Jutro (we wtorek 7 października - przyp.red.) będą robione badania Klemena Ferlina i Aleksa Vlaha. Zobaczymy też, jak wygląda Adam Morawski. Piotr Jędraszczyk jest jedynym zawodnikiem, który na pewno nie zagra. Zobaczymy, czy Dylan Nahi będzie już brany pod uwagę. Cały czas mam takie zamieszanie w głowie – czy muszę ryzykować, czy też nie. Kiedy rozmawialiśmy z lekarzami we Francji, w Paryżu, oni powiedzieli, że po operacji potrzebne są cztery miesiące, a to wypada na dwudziesty pierwszy dzień października. Teraz zagramy dziewiątego czy dziesiątego. Czy to jest okej, czy nie – zobaczymy. Na razie wygląda nieźle, ale musimy mieć w tym „chłodną głowę”. Oczywiście ja bym go najchętniej jeszcze wykorzystał z Berlinem, ale zdrowie zawodnika jest najważniejsze – opisywał Kirgiz.
One Veszprém w rozgrywkach EHF Champions League rozegrał trzy spotkania – przegrał na wyjeździe z Aalborgiem 28:32, a następnie pokonał u siebie Nantes 30:25 i na wyjeździe Dinamo Bukareszt 30:27. Po trzech kolejkach z dorobkiem czterech punktów i bilansem bramkowym 88:84 zajmuje 3. miejsce w tabeli, ustępując jedynie Füchse Berlin i Aalborgowi.
– Jak zwykle mówię – szacunek. Dla mnie to jeden z trzech najlepszych klubów w historii. Zawsze powtarzam: pierwsza jest Barcelona, Kiel, a potem Veszprem. To, co oni robią przez lata swojej historii, jak co roku walczą o najwyższe cele to należą im się tylko słowa uznania i wielki szacunek. A to, że prowadzi ich Pascual, który w ubiegłym roku wygrał Klubowe Mistrzostwo Świata, a w tym byli w finale i przegrali po dwóch dogrywkach to tylko świadczy o tym, że praca idzie w bardzo dobrym kierunku. Ten zespół jest niesamowicie mocny – wskazał.
W ostatnich dniach „czerwono-biali” w Klubowych Mistrzostwach Świata wygrali kolejno z Sydney University 51:15, Al Ahly 31:22 oraz w półfinale z SC Magdeburgiem 23:20. We wspomnianym finale po dogrywce minimalnie przegrali z Barceloną 30:31 (o czym więcej pisaliśmy TUTAJ). Czy regeneracja będzie miała decydujące znaczenie w zbliżającej się konfrontacji?
– Na pewno to jest duże obciążenie. Z doświadczenia, bo sami graliśmy tam w Dammanie przez dwa lata wiemy że to bardzo trudne. Ale kiedy masz tak szeroki skład, jak oni mają, teraz jeszcze lepiej zorganizowany terminarz, to można sobie z tym poradzić. My w Arabii graliśmy w niedzielę, w poniedziałek wracaliśmy, a w czwartek już była Liga Mistrzów. A oni grali w środę, wrócili w czwartek i wczoraj (w niedzielę - przyp.red.) bez problemu wygrali swój mecz ligowy dwudziestoma bramkami. To pokazuje, że są świetnie przygotowani. Zresztą, Berlin grał w niedzielę, my nie graliśmy ligi, przyjechali do nas i wygrali. Co jest lepsze? Każdy ma swoje argumenty. Po wszystkim łatwo coś napisać – opisywał.
W składzie najbliższych rywali wicemistrzów Polski znajdują się gwiazdy światowego handballu Yehia Elderaa, Ali Ismail Mohamed Ali, Ahmed Hesham Elsayed czy były gracz „Iskry” Nedim Remili.
– Bogactwo tego zespołu jest takie, że niezależnie kto gra, poziom się nie zmienia. Gra Elderaa, gra Ali Ismail Mohamed Ali, gra Martinović, gra Remili – każdy z nich potrafi wejść i zagrać na każdej pozycji tak, że nie widać różnicy. Oczywiście, Pascual też chciałby mieć do dyspozycji kontuzjowanych Lukę Cindrcia czy Ahmeda Heshama Elsayeda, ale takie problemy ma każdy trener – podkreślił.
O wnioskach z poprzednich spotkań Ligi Mistrzów
– Trener zawsze jest odpowiedzialny za wyniki, czy są pozytywne, czy negatywne. Ja też biorę odpowiedzialność za to, co było w tych dwóch meczach. Do przerwy z „Lisami” straciliśmy 22 bramki, to za dużo. Rzucić 15 w jednym, 15 w drugim – to normalne, ale nie broniliśmy tak, jak powinniśmy. Współpraca w obronie nie funkcjonowała. Myślę, że to za wysokie zwycięstwo nad Kolstad zrobiło nam trochę mentalnej krzywdy. Za bardzo uwierzyliśmy, że jesteśmy dużo lepsi, niż jesteśmy. Berlin na dziś jest lepszy niż my – to bez dwóch zdań. Sporting u siebie – tak, był lepszy, bez dwóch zdań. Nie będę płakał, że nie mieliśmy Artsema Karaleka, Dylana Nahi czy innych. To nie o to chodzi. My jesteśmy Industria Kielce, budujemy zespół i w każdym meczu chcemy wygrać. Nie ma co do tego wątpliwości. My nie pojedziemy do Veszprem jak chłopcy do bicia. Może przegramy dwudziestką, a może wygramy. Wszystko jest możliwe. Ja też popełniam błędy jak każdy człowiek, ale staram się być coraz lepszy. Niezależnie, czy zagra Ferlin, Vlah, Nahi – to obojętne. Będziemy walczyć o dwa punkty – przekonał.
Zdaniem Kirgiza zawodnicy muszą być przygotowani w każdym aspekcie gry. – Wszystko, co nie działało w tych dwóch meczach, musimy poprawić. Straciliśmy za dużo piłek. W Lizbonie prowadziliśmy 10:11, potem było 17:12 – 7:1 dla nich. To samo tutaj – 2:2, potem 7:3, 20:10, albo 18:8. Za dużo. Musimy też powalczyć i utrzymywać poziom przez cały mecz. Kiedy przegrywaliśmy 22:15, doszliśmy do trzech bramek, mieliśmy dwie-trzy piłki, żeby dojść na dwie i tego zabrakło. Trzeba umieć grać od początku, nie tylko gonić. Mecz trwa 60 minut, a najważniejszy jest wynik po tych sześćdziesięciu. Jeśli na początku oddajesz przewagę, potem jest trudno – zakończył Tałant Dujszebajew.
Czwartkowy pojedynek (9 października) One Veszprém z Industrią Kielce rozpocznie się o godzinie 18.45.
Fot. Patryk Ptak





