Lijewski przed Stalą: Przestrzegałbym przed takim większym luzem i spokojem
W półfinale Orlen Pucharu Polski Industria Kielce zmierzy się w Arenie Kalisz z Handball Stalą Mielec. – Gramy o poważny puchar, trofeum którego dawno w swoich rękach nie trzymaliśmy – powiedział przed spotkaniem Krzysztof Lijewski, drugi trener „żółto-biało-niebieskich”.
Kielczanie ostatni raz po krajowy puchar sięgnęli w 2021 roku. Od tego momentu trzykrotnie w finale musieli uznać wyższość Orlenu Wisły Płock.
– Gramy o poważny puchar, trofeum którego dawno w swoich rękach nie trzymaliśmy. Już trzy lata z rzędu drużyna z Płocka wygrywała te prestiżowe rozgrywki. Teraz zrobimy wszystko, żeby Puchar wrócił z nami do Kielc, ale zanim o meczu potencjalnie z Płockiem trzeba też dobrze i sumiennie przygotować się do półfinałowego przeciwnika, czyli do Stali Mielec – wskazał.
Ekipa z Podkarpacia wygrała w piątkowy wieczór 35:27 na wyjeździe z Olimpią MEDEX Piekary Śląskie i zapewniła sobie sportowy awans do ORLEN Superligi. Do końca sezonu Ligi Centralnej pozostało jeszcze pięć kolejek, ale przewaga punktowa mielczan jest wystarczająca, aby triumfowali w rozgrywkach. Będzie to powrót do elity po trzech latach nieobecności. Z kolei w zmaganiach pucharowych podopieczni Roberta Lisa pokonali już przedstawicieli najwyższej klasy rozgrywkowej - Piotrkowianina Piotrków Trybunalski (35:27), KGHM Chrobrego Głogów (28:25) oraz MMTS Kwidzyn (26:24).
– Przestrzegałbym przed takim większym luzem i spokojem myślących, że wygramy ten mecz spokojnie bez jakichś tam większych problemów. Drużyna prowadzona przez Roberta Lisa awansując do Final Four Pucharu Polski, pokonała po drodze m.in. Chrobry Głogów, więc to pokazuje, jaki mają potencjał. Sam wyjazd dla nich na ten turniej do Kalisza to jest nagroda za całe ciężkie miesiące, które w ostatnich latach przepracowali. Wygrali już Ligę Centralną i w nowym sezonie będą grać w Superlidze. Wydaje mi się, że mogą w tej lidze namieszać. Mają bardzo dobrych zawodników, bo nie trzeba przedstawiać Dzianisa Valyntsaua, czy Przemysława Mrozowicza gdyż są to zawodnicy, którzy już mają swoją przeszłość w Superlidze. Oni grali już na wysokim poziomie. Valyntsau jest szefem i mózgiem jeżeli chodzi o atak pozycyjny. Z kolei Mrozowicz gra bardzo dobrze w centralnej części obrony, więc wydaje mi się, że ta ekipa jest bardzo dobrze poukładana i wcale lekko być nie musi. Nie będzie tak, że tego rywala nie będziemy szanować. Podejdziemy do tego spotkania bardzo sumiennie i dobrze się do niego przygotujemy – analizował.
W ostatnich meczach z powodu urazów nie wystąpili Miłosz Wałach oraz Alex Dujszebajew.
– Oczywiście wszyscy chcielibyśmy, żeby drużyna na koniec rozgrywek była w jak najsilniejszym składzie, natomiast kontuzje były, są i zawsze będą. Każda drużyna ma swoje problemy większe bądź mniejsze. Niestety też je jeszcze mamy, ale plus jest też taki, że Klemen Ferlin wrócił do zdrowia i już w ostatnim meczu w Głogowie, pokazał, że gdy jest zdrowy to naprawdę jest bardzo silną częścią naszej ekipy. Absencja Alexa na pewno będzie nas bolała, bo to jest oczywiście nasz kapitan i jeden z najważniejszych postaci w ataku. Jednak Jorge Maqueda też może wziąć na siebie odpowiedzialność. Wraca Arek Moryto. Nie wiemy w jakim obrębie czasu będzie do dyspozycji bo przecież nie grał kilka tygodni, bo leczył bark. Po obserwacji jego zachowań i podejściu do każdych jednostek treningowych mogę tylko powiedzieć, że Arek bardzo sumiennie I bardzo dobrze je wykonywał, palił się do gry. Wydaje mi się, że fizycznie będzie gotowy. Natomiast trening treningiem, ale to mecz jest zawsze największym sprawdzianem – opisał.
Czy rozstrzygającą może być dyspozycja bramkarzy?
– Zawsze uważałem, że mecze w takich formatach jak półfinały jakichś turniejów to jest bardzo niebezpieczne spotkanie dla każdej z drużyn. Zwyciężając tak naprawdę nic jeszcze nie wygrywasz, bo masz przed sobą finał, ale przegrywając półfinał to przegrywasz wszystkie swoje marzenia i plany o to, żeby ten puchar na koniec zdobyć. Z tego powodu każdy zawodnik będzie bardzo potrzebny, każda interwencja bramkarza i każda kontra będzie niesłychanie ważna. Co najważniejsze, nie możemy też gubić tak dużo piłek w ataku pozycyjnych, dawać tych prezentów przeciwnikowi, oddając im właśnie te piłki w ręce po naszych błędach technicznych. Jeżeli na te elementy zwrócimy uwagę i będziemy bardziej szanować naszą piłkę w ataku, to mamy naprawdę duże szanse – zapewnił.
Kielczanie podejdą do spotkania kilkanaście dni po odpadnięciu z Ligi Mistrzów oraz ligowej rywalizacji w Głogowie.
– Można odpadać z Ligi Mistrzów, ale w dobrym stylu, a my pokazaliśmy kawał dobrego handballu w Berlinie. Ten dwumecz choć był dla nas troszeczkę gorzki, bo odpadliśmy, to z drugiej strony podbudował nas pod względem mentalnym i pokazał, że możemy walczyć z każdym jak równy z równym. Mając swój dzień w obronie, jak i skuteczny atak, możemy naprawdę pokonać każdego. Uważam, że to odpadnięcie z Ligi Mistrzów wcale nas nie przytoczyło, czy jakby nie spuściło z nas powietrza ale wręcz odwrotnie, jeszcze nas bardziej to podbudowało i pokazało, że możemy być bardzo groźną drużyną dla każdego – podkreślił były reprezentant Polski.
Czy kielczanie jadą do Kalisza odzyskać trofeum?
– Po to ten klub został stworzony, po to są takie nazwiska jakie są, po to tak ciężko trenujemy żeby wygrywać każdy możliwy puchar – skwitował.
Szkoleniowec ostrzega jednak przed lekceważeniem Stali. – My nie będziemy tutaj szachować siłami i nie zostawiać wszystkiego najlepszego na niedzielę. Bo może do tej konfrontacji w niedzielę nie dojść, jeżeli tak byśmy podeszli do tematu. Musimy po prostu zagrać swój handball, szanując przeciwnika, dobrze się do niego przygotowując. Mam na myśli dobrą wideo analizę, potem robiąc praktykę na treningu, odrobić tak zwaną lekcję domową i dobrze to potem przełożyć na sobotni mecz. Jeżeli dałoby się, daj Boże, osiągnąć jakąś tam większą przewagę, choć wcale ona nie musi być, bo Mielec wcale nie jest słabą drużyną, jak pokonuje przykładowo drużynę Chrobrego Głogów, to można potem pozwolić sobie na jakieś zwolnienie tempa, czy zrobić jedną czy dwie rotacje. Natomiast przed meczem my tak nie podchodzimy do tematu – zdradził.
W podkarpackiej ekipie występują na co dzień dwaj byli zawodnicy kieleckiej siódemki, to Paweł Podsiadło i wypożyczony ze stolicy województwa świętokrzyskiego Nikodem Błażejewski.
– Wydaje mi się, że to są też zawodnicy, którzy mieli swoją przeszłość w naszym klubie. Oni grali i bronili barw Industrii Kielce, więc dla nich też to będzie wyjątkowe spotkanie. Dla nas oczywiście również, bo znamy się nie tylko z boiska ale też prywatnie. Zawsze jest coś takiego jak grasz przeciwko swojej byłej drużynie, że masz w środku to coś, że chcesz komuś coś udowodnić i czasami ta motywacja sama przychodzi szybciej i człowiek potrafi dokonywać cudów. Mam nadzieję, że ani Paweł ani Nikodem takiego psikusa nam nie zrobią chociaż oczywiście życzę im bardzo dobrej postawy – podsumował Krzysztof Lijewski.
Sobotnie (12 kwietnia) spotkanie rozpocznie się o godzinie 15.30.
Fot. Anna Benicewicz-Miazga





