„Koroniarze” po Radomiaku: Jesteśmy załamani
W 14. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na Exbud Arenie z Radomiakiem Radom 0:2. Po meczu swoimi opiniami podzielili się Mariusz Stępiński i Bartomiej Smolarczyk, szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
Mariusz Stępiński (napastnik i kapitan Korony): – Szczerze mówiąc, nie wiem, co mam powiedzieć. Oddajesz chyba 37 strzałów, piłkę odbitą od słupka na zewnątrz, wybicia z linii, a z drugiej strony tracisz dwie bramki po stałych fragmentach gry. Nie można powiedzieć, że nie masz inicjatywy, nie przeważasz, nie kreujesz sytuacji czy nie walczysz, a mimo to przegrywasz 0:2. Jest to bardzo trudne, nie ukrywam. Wierzę, że suma szczęścia w piłce zawsze równa się zero, więc miejmy nadzieję, że los nam to odda. Nie ma jednak co ukrywać, że wszyscy jako zespół musimy dać więcej. Nie możemy szukać alibi w tym, że atakowaliśmy, ale piłka nie wpadła do bramki. Musimy zrobić coś lepiej, być bardziej skoncentrowani zarówno w sytuacjach, w których tracimy gole, jak i tych, w których sami możemy je zdobyć. Nie można przejść obok tego obojętnie. Trzeba to poprawić i mówić o tym głośno.
(O braku skuteczności i oczekiwanym przełamaniu) Możliwe, że nastąpi to magiczne przełamanie, o którym wszyscy mówią i w które wierzą. Szczerze mówiąc, pracuję cały czas tak samo. Jako doświadczony zawodnik nie mogę uzależniać swojego podejścia od tego, czy danego dnia jestem krytykowany, czy chwalony. Wiem, kim jestem, jak pracuję i co mogę dać zespołowi. Najważniejsza jest dla mnie krytyka trenera, sztabu i dyrektora. Nic poza tym się nie liczy. Staram się grać zgodnie z założeniami, które przekazuje nam trener i sztab. Czy brak gola wpływa na naszą grę? Nie wiem. Fakty są takie, że przegrywamy u siebie 0:2 z Radomiakiem, mimo że przeważamy i można powiedzieć, że kontrolujemy przebieg spotkania. Coś jednak nie zagrało. Każdy z nas musi dać od siebie te 10 czy 15 procent więcej, przede wszystkim np. koncentrację. Przeanalizujemy, co należy poprawić, żeby wygrywać mecze, a nie tylko mówić o przewadze, za którą nie idą punkty.
(O sytuacji Korony przed przerwą reprezentacyjną) Musimy przede wszystkim zachować spokój. Nerwowe ruchy w piłce nigdy nie są dobrym sprzymierzeńcem. Jednocześnie, tak jak powiedziałem wcześniej, każdy z nas musi dać więcej od siebie. Liczę na to, że solidnie przepracujemy przerwę reprezentacyjną. Do zdobycia jest jeszcze 12 punktów. Wiadomo, że będzie to trudne, ale po co wychodzić na boisko, jeśli się nie wierzy? Trzeba wierzyć w to, co się robi, bo inaczej wszystko nie ma sensu. Po takim meczu niełatwo mówić o dalszej pracy i konsekwencji, ale właśnie to musimy zrobić. Różne drużyny poprzez nerwowe ruchy wpadają w bardzo poważne kryzysy, a my chcemy jak najszybciej wyjść z obecnej sytuacji.
Bartłomiej Smolarczyk (obrońca „żółto-czerwonych”): – Jesteśmy załamani, powiedziałbym wprost. To kolejny mecz, po którym wydawałoby się, patrząc na statystyki, że prowadzimy, a na sam koniec brakuje konkretów. Za te konkrety jesteśmy rozliczani w postaci punktów, wygranych meczów, a później także atmosfery w drużynie, na stadionie i wokół kibiców. Nie będę nic dodawał ani lał wody, bo to bez sensu. Musimy jako grupa wziąć się w garść. Po każdym meczu można mówić o mankamentach, ale trzeba po prostu zacząć być konkretnym i pokazywać to, o czym mówimy – że jesteśmy lepsi, że mamy lepszych zawodników. Musimy zacząć udowadniać to na boisku. Wtedy te wywiady będą na pewno przyjemniejsze dla wszystkich.
(O nastrojach przed przerwą reprezentacyjną po trzeciej porażce z rzędu) Chciałbym, żebyśmy dzisiaj rozmawiali w innych nastrojach. Nie zmieniłoby to jednak faktu, że wciąż jest przed nami dużo pracy, zanim dojdziemy do momentu, którego każdy sobie życzy i o którym marzy. Mam nadzieję, że nastąpi to po tej przerwie, że coś ruszy, bo tego potrzebujemy. Morale są, jakie są, i nie ma się co dziwić. Jesteśmy jednak dorosłymi ludźmi i powinniśmy sami sobie z tym poradzić. Musimy zrobić wszystko, żeby zmienić te realia.
(O mobilizacji przed czterema ostatnimi meczami w roku) Ja zrobię wszystko i zadbam o to, żeby drużyna również zrobiła wszystko, co może. Mogę teraz tylko to powiedzieć i zapewnić, że mam nadzieję, iż pokażemy to także w następnym pojedynku. Trzeba się zmobilizować, wyjść na kolejny trening i nie opuszczać głów. To jest sport i za miesiąc możemy mówić o zupełnie innej sytuacji. Na ten moment jest ciężko, ale musimy sobie z tym poradzić jako drużyna. Dziękujemy kibicom, bo usłyszeliśmy ich wsparcie również po meczu. Mamy dla kogo walczyć i dla kogo zacząć wygrywać.
(O powrocie do pierwszego składu w lidze po sześciomiesięcznej przerwie) Indywidualnie czułem się dobrze. Najbardziej obawiałem się tego, czy będę miał wystarczająco dużo siły, żeby rozegrać całe starcie, bo przez trzy miesiące nie grałem pełnych 90 minut. Wydaje mi się i czuję po tym spotkaniu, że pod względem fizycznym wszystko było w porządku. Żałuję natomiast faulu, który doprowadził do rzutu wolnego. Mam z tyłu głowy, że można było zachować się inaczej. Znajdowaliśmy się jednak w takim momencie, że było już widać po drużynie, iż powinniśmy nieco zejść niżej i nabrać sił. Pierwsze minuty drugiej połowy były dosyć intensywne, ofensywne, mocniej przycisnęliśmy. Później nastąpił faul. Patrząc jednak na to, ile mieliśmy stałych fragmentów gry w ofensywie, takie sytuacje również można wybronić. Nie analizowałbym tego wyłącznie przez pryzmat jednego przewinienia. Na pewno wyciągniemy wnioski z całego spotkania, również z tej sytuacji, w której mogłem sfaulować wyżej albo w ogóle go uniknąć.
Fot. Marcin Deszczka/PIXRAW




