Moryto przed finałami: Znamy się już jak „łyse konie”
W pierwszym spotkaniu finałowym Orlen Superligi Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe z Orlenem Wisłą Płock. – Główne rzeczy, które będą się działy, można przewidzieć: to będzie walka od pierwszej do ostatniej syreny, gra na styku i mocna obrona – powiedział przed spotkaniem Arkadiusz Moryto, skrzydłowy „żółto-biało-niebieskich”.
Przerwa reprezentacyjna okazała się dla Kielczan niezwykle oczyszczająca. – Z bardzo pozytywną energią wróciliśmy do klubu. Tak jak wspomniał trener Krzysztof Lijewski, już na pierwszym treningu widać było, że zawodnicy zachowują się inaczej – udało się wyrzucić z głowy to, co działo się w ostatnich tygodniach. Teraz jesteśmy w pełni skupieni na tym, co przed nami – wskazał.
Zespół z pełnym przekonaniem przyjął nowe założenia taktyczne. – Moim zdaniem zdecydowanie jesteśmy w stanie osiągnąć ten cel: Odzyskanie mistrzostwa Polski. Postawa chłopaków na treningach jest dobra. Wszyscy akceptują plan, jaki na te finałowe spotkania przygotował Krzysztof Lijewski. Mimo zmiany trenera w końcówce sezonu, wciąż ufamy w wizję, którą będziemy realizować w tych dwóch meczach – podkreślił.
W starciu z Wisłą Płock o wyniku mogą zadecydować niuanse. – Z pewnością jesteśmy w stanie zaskoczyć ich dwoma, trzema detalami, a oni z kolei mogą spróbować tego samego wobec nas. Oczywiście detale są ważne, bo często dają te kilka dodatkowych, decydujących bramek. Nie jest jednak tajemnicą – i trener, i Alex też o tym wspominali – że bardzo ważnym czynnikiem będzie postawa bramkarzy. To oni często przesądzają o tym, kto wygrywa. Nie chcę nakładać na naszych golkiperów presji, ale życzymy sobie, żeby zrobili robotę za nas – powiedział pół żartem, pół serio.
Forma bramkarzy Industrii pozwala na odrobinę humoru w kontekście rywalizacji. – Adam Morawski, Bekir Cordalija i Klemen Ferlin są w niesamowitej formie. Mam nadzieję, że Wisła Płock będzie oglądała tę konferencję, dowie się o tym że są w fenomenalnej dyspozycji i zacznie się bać (śmiech).
Moryto podkreślił, że kluczem do sukcesu będzie dyscyplina w obronie. – Unikanie błędów będzie absolutnie priorytetowe, ponieważ obrona Wisły Płock bazuje na wymuszaniu takich pomyłek i przerywaniu akcji. Musimy też zdecydowanie poprawić naszą obronę względem ostatnich spotkań, w których zdarzały się niedociągnięcia. Mistrzostwa i tytuły zdobywa się przede wszystkim obroną, a nie atakiem – zaznaczył.
„Święta Wojna” rządzi się swoimi prawami, choć pewne elementy są stałe. – Główne rzeczy, które będą się działy, można przewidzieć: to będzie walka od pierwszej do ostatniej syreny, gra na styku i mocna obrona. Resztę trudno przewidzieć. Znamy się już jak „łyse konie” – oni wiedzą co gramy, my wiemy co grają oni. Kwestią pozostaje jedynie to, kto jak wykona swoje założenia – skwitował.
Plan na finałowy dwumecz jest jasny i pragmatyczny. – Oczywiście każdy z nas życzyłby sobie, żeby to się zamknęło w dwóch meczach po naszych zwycięstwach. Jednak musimy powiedzieć A, żeby później powiedzieć B. Bez wygranej w Płocku nie będzie jednak triumfu u siebie. Najpierw musimy tam zagrać bardzo dobre spotkanie, a dopiero potem będziemy myśleć o tym, jak postawić kropkę nad „i” przed własną publicznością i świętować tytuł u nas – wskazał.
Atmosfera na parkiecie rywala bywa gorąca, ale zawodnicy potrafią się od niej odciąć. – Oczywiście taka atmosfera bardziej motywuje. Choć po jakimś czasie człowiek się odcina od tego dopingu, to przy samym wejściu na rozgrzewkę jest to słyszalne, bo nie jest to środowisko naturalne. Jednak z czasem, aż do pierwszego gwizdka, wszystko to zostaje odcięte i raczej o tym nie myślimy. Wiara jest w nas duża – wskazał.
Kwestie transferowe nie zaprzątają głów zawodników przed najważniejszymi meczami. – Nie myślimy o tym. Musiałem się nawet chwilę zastanowić, o kim mowa w kontekście tych plotek transferowych. Myślę o tym, co jest tu i teraz, czyli o tych dwóch finałowych spotkaniach. Co będzie po sezonie? To pytania nie do mnie, tylko do prezesów klubu. Zaakceptuję każdą decyzję personalną, ale nie zamierzam wypowiadać się w imieniu innych osób zainteresowanych – uciął.
Wczesna pora rozgrywania finału nie stanowi dla zawodnika problemu. – Z mojej perspektywy godzina jest w porządku. Nie trzeba cały dzień czekać na mecz, tylko budzisz się, jesz śniadanie i praktycznie jedziesz na halę. Nie masz czasu na zbyt wiele rozmyślań – po prostu robisz swoje i grasz – podsumował Arkadiusz Moryto.
Fot. Patryk Cudzik




