Stępiński po Lechu: wszystko się nawarstwiło
W 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań 1:6. Po meczu swoimi spostrzeżeniami podzielił się Mariusz Stępiński, napastnik „żółto-czerwonych”.
Po dotkliwej porażce z Lechem Poznań kapitan Korony Kielce, Mariusz Stępiński, w gorzkich słowach podsumował występ swojego zespołu na wyjeździe. Napastnik „żółto-czerwonych” nie ukrywał rozczarowania i wskazał na liczne błędy, które przesądziły o wyniku spotkania przy Bułgarskiej. – Nie wiem co mam Wam powiedzieć, ale trzeba wyjść i to spotkanie ocenić. Źle weszliśmy w spotkanie, napędziliśmy Lecha, który był rozjuszony porażką 0:4 w Lidze Europy. Błędy taktyczne, błędy w przesuwaniu, błędy indywidualne – wszystko się nawarstwiło. Ja nie pamiętam, kiedy w Ekstraklasie tak wysoko przegrałem. Jest to ciężkie na pewno, ale też nie chcę na gorąco mówić niepotrzebnych rzeczy – przyznał po meczu doświadczony snajper.
31-latek zwrócił uwagę na problemy zespołu w fazach przejściowych oraz brak skuteczności w kreowaniu sytuacji, odrzucając jednocześnie szukanie prostych usprawiedliwień. – Po pierwszych bramkach, gdy Lech był napędzony i tak zaczynając mecz, wszystko wychodzi. My po prostu nie potrafiliśmy wrócić do tego spotkania. Popełnialiśmy błąd za błędem, próbując wrócić do tej potyczki. Nie możemy na nikogo tego zganiać, to my wyszliśmy na boisko i to my przegraliśmy. Trzeba to wziąć na klatę, przyjść na trening jutro, trenować i pokazać reakcję w meczu z „GieKSą”. Innej drogi nie ma. Taka jest piłka dla wytrzymałych mentalnie facetów. Postaramy się za tydzień takimi być – podkreślił Stępiński.
Odpowiadając na pytania o przebieg drugiej połowy, zawodnik przyznał, że po przerwie obraz gry nieco się zmienił, ale nie ukrywał realnych przyczyn stanu rzeczy. – No tak, ale też Lech spuścił trochę z tonu, nie ma co się oszukiwać. Zrobiliśmy jakieś korekty, ale to i tak nie było to, gdzie chcemy być i jak chcemy grać – skomentował. W obliczu dwóch ciężkich wyjazdów i dwóch porażek skierował też bezpośrednie słowa do fanów. – Nie jest to powód do dumy. Jedyne, co mogę powiedzieć jako kapitan, to przeprosić przede wszystkim kibiców, bo przyjechali w tak długą drogę i niefajne było to, co oglądali. Na ich miejscu sam bym był bardzo zdenerwowany na drużynę.
Czterokrotny reprezentant Polski odniósł się również do problemów w ofensywie i fazach przejściowych. – Myślę, że te fazy przejściowe były problemem, bo kiedy Lech wychodził z kontratakiem, my przegrywaliśmy przebitki. „Kolejorz” wychodził z kontratakiem i wykorzystywał wszystko to, co było do wykorzystania. Trenujemy, staramy się to poprawić i mam nadzieję, że przyniesie to efekty już w meczu z „GieKSą” – wyjaśnił. Pytany o dominujące w szatni uczucia, wskazał na złość i bezradność po tak wysokiej porażce, dodając jednak, że piłka nauczyła go „zakasać rękawy” i zasuwać na treningach, by zła seria nie miała kontynuacji.
Były gracz m.in. francuskiego FC Nantes czy włoskich US Lecce i Chievo Verona zwrócił uwagę, że o rzeczywistej sile zespołu nie świadczą nazwiska, transfery ani pieniądze wydane na wzmocnienia, lecz postawa prezentowana na boisku. Kapitan Korony docenił potencjał Lecha Poznań, ale jednocześnie podkreślił, że rozmiary porażki nie powinny być tak wysokie. – Myślę, że Lech to drużyna, która ma w tym momencie najwięcej jakości piłkarskiej, ale ten wynik nie powinien tak się skończyć – stwierdził. – Drużyny nie buduje się w miesiąc czy dwa. Musimy przestać mówić, że mamy nie wiadomo jaką jakość, nie wiadomo jakich piłkarzy, zrobiliśmy nie wiadomo jakie okienko, bo koniec końców trzeba wyjść na boisko i grać. Piłka pokazała, że indywidualności nie grają, transfery nie grają i wydane pieniądze nie grają. Skupiłbym się tutaj na czynach, a nie mówieniu o jakości – trzeba to pokazać na boisku – podsumował stanowczo Stępiński.
Fot. Patryk Cudzik




