Lijewski przed Superpucharem: Serce bije szybciej przed takimi meczami
W meczu o Superpuchar Polski Industria Kielce zmierzy się w łódzkiej Atlas Arenie z Orlenem Wisłą Płock. – Jesteśmy aktualnymi mistrzami Polski, więc wiemy, jakie to są obciążenia dla nas, ale chłopacy są tego świadomi i sami nie mogą się doczekać tego spotkania – powiedział Krzysztof Lijewski, trener „żółto-biało-niebieskich”.
Były reprezentant Polski nie ukrywa, że przed pierwszym oficjalnym meczem sezonu 2026/2027 emocje są większe niż zwykle. Industria Kielce rozpocznie nowe rozgrywki od spotkania o Superpuchar Polski z Orlenem Wisłą Płock, a szkoleniowiec podkreśla, że choć jest to dopiero początek sezonu, stawka będzie wysoka.
– Serce bije szybciej przed takimi meczami i momentami. Natomiast z drugiej strony trzeba zachować spokój i zimną krew. Wiemy, jaka jest stawka tego pojedynku, wiemy, że to jest inauguracja sezonu. Jednak nie jest to równoznacznie z zakończeniem okresu przygotowawczego. Bronimy Superpucharu. Jesteśmy też aktualnymi mistrzami Polski, więc wiemy, jakie to są obciążenia dla nas, ale chłopacy są też świadomi tego i sami nie mogą się doczekać tego spotkania – zaznaczył.
Trener Industrii nie przywiązuje natomiast większej wagi do tego, kto przed sobotnim spotkaniem będzie wskazywany jako faworyt. Jego zdaniem wszystko i tak rozstrzygnie się na parkiecie, a o wyniku zdecydują między innymi dyspozycja dnia oraz zdrowie zawodników.
– Chcąc nie chcąc, musisz być stawianym jednym z faworytów do obrony tytułu, skoro jesteś mistrzem Polski. Natomiast w tych kluczowych meczach tak naprawdę nie ma znaczenia, kto jest faworytem, a kto nie, tylko aktualne zdrowie zawodników, dyspozycja i forma dnia. Zawsze powtarzałem, że to właśnie w tym prostokącie 40 na 20 metrów wszystko decyduje o tytule bądź jego braku – powiedział.
43-latek zwraca uwagę, że Industria nie przystępuje do Superpucharu w komfortowej sytuacji kadrowej. W ostatnich tygodniach z zespołu wypadło kilku zawodników, a szczególnie ograniczone możliwości dotyczą rozegrania. Wciąż nie wiadomo również, czy do dyspozycji sztabu będzie Piotr Jędraszczyk, który doznał urazu w ostatnim sparingu z Veszprem.
– Na pewno nie mam zbyt komfortowych warunków do pracy. W ostatnich tygodniach wypadło mi kilku i to kluczowych graczy. Bardzo mało rozgrywających zostało mi do dyspozycji. Jeszcze w ostatnim meczu sparingowym przeciwko Veszprem urazu doznał Piotrek Jędraszczyk i cały czas czekamy na końcową diagnozę mówiącą, w jakim jest stanie zdrowotnym. Mam nadzieję, że ten uraz nie będzie na tyle poważny, żeby nie mógł wystąpić w sobotę – przyznał.
Szkoleniowiec odniósł się także do sytuacji Luki Lovre Klaricy, który po poważnym zabiegu kręgosłupa w marcu dopiero wraca do pełnej sprawności. Chorwat podczas turnieju w Santander nie spędzał na parkiecie wielu minut, a sztab przede wszystkim zwraca uwagę na jego zdrowie.
– Pamiętajmy, że Luka miał poważny zabieg na kręgosłup jeszcze w marcu tamtego sezonu. Dopiero wraca do pełni sprawności i widać u niego duże braki motoryczne, ale to jest chyba normalne na tym etapie. Musimy być bardzo uważni w eksploatacji tego zawodnika, czy to na treningach, czy w meczach. To nie jest spowodowane tylko jego brakiem formy, ale bardziej patrzymy ze sztabem medycznym na jego zdrowie – wyjaśnił.
Popularny „Lijek” uważa, że przed Superpucharem większym atutem Wisły Płock może być stabilizacja kadrowa. W ekipie Xaviera Sabaté doszło do niewielu zmian, podczas gdy Industria wciąż pracuje nad zgraniem nowych zawodników.
– Na pewno mają przewagę nad nami tym, że mają ustabilizowany skład. Wystąpią praktycznie ci sami zawodnicy, i za dużo się i nich nie zmieniło. Nowy zawodnik, jeżeli chodzi o formację defensywy (Oriol Rey - przyp. red.) i na lewoskrzydłowy (Frederik Bjerre, który jest kontuzjowany - przyp. red.), natomiast reszta zawodników zna się bardzo dobrze i to na pewno „gra” na plus dla trenera Sabaté – ocenił.
– My mamy dużo nowych szczypiornistów, którzy potrzebują jeszcze czasu i zgrania. W tych meczach sparingowych były momenty, gdzie graliśmy naprawdę bardzo fajnie, ale też chwile, gdzie to zrozumienie nam „kulało”. Było to widać szczególnie w straciu z Veszprem, gdzie po zrobieniu zmian drużyna przeciwna uciekła nam na kilka bramek i już kontrolowała przebieg spotkania – dodał.
Jednym z zawodników, dla których okres przygotowawczy był szczególnie wartościowy, jest Kyrił Rabczyński. Młody rozgrywający miał okazję zmierzyć się z Veszprem, a Lijewski podkreśla, że takie spotkania są dla niego bezcennym doświadczeniem.
– Wydaje mi się, że takie drużyny jak Veszprem Kyrił wcześniej chyba tylko oglądał w telewizji, a teraz mógł na własnej skórze przekonać się, co to jest grać przeciwko takim świetnym zawodnikom. Dla niego to jest na pewno mega doświadczenie i takich meczów jak ten z Veszprem on potrzebuje kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt, żebyśmy mogli, a szczególnie ja, oczekiwać od niego wysokiej, ustabilizowanej formy – stwierdził.
Przy dużych problemach kadrowych trener nie zamierza jednak sięgać po zawodników z zaplecza. Industria ma wykorzystać tych graczy, których obecnie ma do dyspozycji, a jednym z tych, którzy mogą otrzymać większą odpowiedzialność, będzie właśnie Rabczyński.
– Nikt z zaplecza na chwilę obecną nie jest brany pod uwagę. Musimy grać tym, co mamy. W sytuacji, w której się znaleźliśmy, są dwie opcje. Albo będziemy rozkładać ręce i szukać usprawiedliwień, albo jeszcze bardziej się zepniemy i będziemy jeszcze ciężej pracować, żeby ten końcowy sukces osiągnąć – podkreślił.
– Kontuzja jednego zawodnika, pech jednego to jest potencjalne „szczęście” jego konkurenta z pozycji i tak jest też w tym przypadku. Wiemy, że na lewym rozegraniu mamy ograniczone pole manewru, natomiast dla Kiryła to będzie duża szansa. Oczywiście nie wrzucam całej odpowiedzialności na niego, ale chłopak już wie i jest tego świadomy, że musi wziąć na siebie po prostu więcej odpowiedzialności, a umiejętności ma, tylko to wszystko musi sobie jeszcze poukładać w głowie – zaznaczył Lijewski.
Na trybunach Atlas Areny pojawią się liczne grupy kibiców zarówno z Kielc, jak i Płocka, a trener Industrii uważa, że takie spotkanie jest bardzo potrzebne polskiej piłce ręcznej. Sam, jeszcze jako zawodnik, chętnie wziąłby udział w takim wydarzeniu.
– Oczywiście, możemy tylko ubolewać, że to jest wprowadzone dopiero od trzech lat, a nie od kilkudziesięciu. Sam chętnie, jak byłem zawodnikiem, uczestniczył bym w takim pięknym wydarzeniu. Wydaje mi się, że to jest tylko na plus, jeżeli chodzi o polską piłkę ręczną, bo to fajna wizytówka kraju. Mecz na neutralnym terenie, dużo kibiców z jednej, jak i z drugiej strony, ale też takich postronnych, którzy może na co dzień nie za bardzo interesują się piłką ręczną. To może być dodatkowy magnes dla nowych kibiców, którzy mogą zainteresować się naszą dyscypliną właśnie po obejrzeniu takiego fajnego pojedynku – powiedział.
Szkoleniowiec nie lekceważy również możliwości rozstrzygnięcia spotkania w rzutach karnych. Ten element jest trenowany przez zespół, zwłaszcza że podczas ostatniego turnieju w Veszprem Kielczanie nie prezentowali się w nim najlepiej.
– Rzuty karne to jest normalny element gry w piłkę ręczną, tak jak rzut wolny czy jakieś inne sytuacje, które się rozgrywa na boisku w ataku czy w obronie. Ten element też jest przez nas opracowywany. Nawet widzieliśmy ostatnio właśnie na turnieju w Hiszpanii, że te karne nam nie szły, więc też o tym pamiętamy – zakończył Krzysztof Lijewski.
Fot. Patryk Ptak




