Jarosiewicz przed Superpucharem: chcemy żeby ten puchar został w Kielcach
W meczu o Superpuchar Polski Industria Kielce zmierzy się w łódzkiej Atlas Arenie z Orlenem Wisłą Płock. – Ten mecz pokaże, kto lepiej się do tej pory przygotował – powiedział przed spotkaniem Piotr Jarosiewicz, skrzydłowy „żółto-biało-niebieskich”.
28-latek nie może doczekać się pierwszego oficjalnego starcia sezonu. Reprezentant Polski podkreśla, że potyczki z Orlen Wisłą Płock zawsze mają wyjątkowy charakter, a sobotni Superpuchar będzie dla Industrii pierwszym poważnym sprawdzianem po okresie przygotowawczym.
– Nastawienie jest na pewno bojowe i nie mogę się doczekać tego meczu, bo najchętniej chciałbym go rozegrać już dzisiaj. Roznosi mnie, pojedynki z Płockiem są na poziomie Ligi Mistrzów, więc to jest sprawdzian, w jakim miejscu przygotowań jesteśmy. Ten mecz pokaże, kto lepiej się do tej pory przygotował – powiedział Jarosiewicz.
Kielczanie nie są jeszcze w optymalnej dyspozycji, ale skrzydłowy nie ma wątpliwości, że na sobotę zespół będzie odpowiednio zmotywowany. Cel jest jasny – trofeum wywalczone przed rokiem ma pozostać w Kielcach.
– Oczywiście nie jesteśmy w najwyższej formie, ale chcemy być zdecydowanie dużo, dużo lepsi, bo chcemy żeby ten puchar został w Kielcach – zaznaczył.
W porównaniu z poprzednim sezonem Industria przeszła sporą przebudowę i do zespołu dołączyło aż siedmiu nowych zawodników. Jarosiewicz uważa jednak, że w takim spotkaniu nie trzeba nikogo dodatkowo motywować.
– Mieliśmy krótki czas, ale myślę, że do tego meczu nie trzeba nikogo motywować. Każdy zawodnik do tego pojedynku podejdzie na 100 procent i pokaże się z jak najlepszej strony. Myślę, że jako kolektyw całego zespołu przyjdziemy i wygramy ten pojedynek – stwierdził.
Skrzydłowy podkreśla również znaczenie walki o każdą piłkę i każdy centymetr parkietu. Jego zdaniem w rywalizacji z Płockiem zaangażowanie może być nawet ważniejsze od założeń taktycznych.
– Jak to mówi nasz trener, taktyka taktyką, ale tutaj ważne, żeby grać w piłkę ręczną, bić się o każdy centymetr parkietu i o każdą piłkę. Przede wszystkim wola walki i chęć wygrania jest przewagą nad taktyką. Myślę, że w proporcji 70% do 30% – ocenił Jarosiewicz.
Jednym z atutów Industrii ma być również możliwość ograniczenia zmian między atakiem i obroną. Zawodnicy zostali przygotowani do tego, aby wykorzystywać swoją szybkość i zdobywać bramki po szybkich akcjach.
– Trener przygotował nas tak, żeby robić jak najmniej zmian i z każdej piłki biegać do przodu. To jest moim zdaniem nasza duża przewaga, że biegamy i z tego możemy zdobyć wiele bramek – powiedział.
Jarosiewicz zdaje sobie sprawę, że teraz sytuacja jest nieco inna niż przed rokiem. Wówczas Kielczanie gonili Wisłę w walce o mistrzostwo Polski, a teraz sami przystępują do spotkania jako faworyt i drużyna broniąca trofeum.
– Dla mnie cięższe jest bronienie tytułu niż wygrywanie, bo gdy się chce wygrać, to nie ma się nic do stracenia. My tutaj mamy do stracenia tytuł, więc trzeba podejść bardzo zmotywowanym i na spokojnie do tego meczu, ale też z taką wolą walki, że każdy błąd, każda nietrafiona sytuacja może nam się w kilka sekund zemścić – podkreślił.
Skrzydłowy reprezentacji Polski szczególnie mocno pracuje nad rzutami karnymi. W poprzednim sezonie „siódemki” były dużym atutem Industrii, a rok temu to właśnie seria rzutów karnych zdecydowała o zdobyciu Superpucharu. Jarosiewicz nie jest jednak zadowolony ze swojej skuteczności w sparingach i po treningach dodatkowo szlifuje ten element.
– Nie zadowoliłem się tymi rzutami w meczach kontrolnych. Szlifuję codziennie, po treningu, bo to był nasz duży atut, a gdzieś ta ręka nie jest jeszcze taka pewna. Myślę jednak, że przez te dwa dni oddam tyle „siódemek”, że będzie gotowa na sobotę – zapowiedział.
Słabsza skuteczność z siedmiu metrów może być jednak również efektem poszukiwania nowych sposobów na pokonanie bramkarzy. Jarosiewicz wie, że rywale dokładnie analizują jego rzuty, dlatego sam również stara się ich czymś zaskoczyć.
– Może być ze zmęczenia, może też być z „szukania” nowych rzutów, nowych sposobów wykorzystywania tych karnych. Ja oglądam bramkarzy, bramkarze oglądają mnie, więc wiedzą, jakie mam ulubione rzuty i co lubię rzucać. Dlatego próbowałem i próbuję nowych rzutów, żeby czymś ich zaskoczyć – wyjaśnił.
Jarosiewicz doskonale pamięta również ubiegłoroczny finał i emocje związane z wykonywaniem rzutu karnego przed tysiącami kibiców. Przyznał, że w takich chwilach bramka rzeczywiście wydaje się „mniejsza”, ale wspomnienie tamtej sytuacji do dziś wywołuje u niego ogromne emocje.
– Robi się mniejsza, ale podszedłem tak, że w mojej ręce jest wszystko do zdobycia. Aż do dzisiaj, jak oglądam tę powtórkę, to przechodzą mnie dreszcze. Mam nadzieję, że w tym roku nic nie „zadrży” i każda „siódemka” będzie wykorzystana – powiedział.
Tym razem reprezentant Polski wolałby jednak uniknąć powtórki z ubiegłorocznego scenariusza. Choć jest gotowy na rzuty karne, zdecydowanie chętniej zobaczyłby rozstrzygnięcie na korzyść Industrii jeszcze przed serią „siódemek”. – Oczywiście. Mam takie przeczucie i chcę, żeby moja drużyna szybciej zdobyła ten puchar niż po rzutach karnych – zakończył.
Fot. Patryk Cudzik




