Vlah przed Superpucharem: Mam dużo swobody i mogę zagrać tak, jak chcę
W meczu o Superpuchar Polski Industria Kielce zmierzy się w łódzkiej Atlas Arenie z Orlenem Wisłą Płock. – Myślę, że ja i cała drużyna przeszliśmy bardzo dobre przygotowania i nie możemy doczekać się startu nowego sezonu – powiedział Aleks Vlah, rozgrywający „żółto-biało-niebieskich”.
29-latek z niecierpliwością czeka na pierwszy oficjalny mecz sezonu. Rozgrywający Industrii podkreśla, że choć zespoły są jeszcze w okresie przygotowawczym, sobotnie spotkanie z Płocczanami będzie już rywalizacją o trofeum i każda bramka może mieć ogromne znaczenie.
– Oczywiście to pierwszy mecz w sezonie. Chcemy wygrać jak każdy, ale zobaczymy, co będzie w sobotę. Mamy jakieś problemy w zespole, oni też mają i musimy być lepsi tylko o bramkę w tym starciu i to będzie to co chcemy osiągnąć – powiedział Vlah.
Słoweniec nie ukrywa, że problemy kadrowe mocno utrudniają pracę podczas treningów. Szczególnie dotyczy to rozegrania, gdzie liczba dostępnych zawodników w ostatnich dniach mocno się zmniejszyła.
– Ciężko jest, bo nie możesz normalnie trenować, bo nie mamy zawodników na trening, więc nie możemy grać sześciu na sześciu na całym boisku i tutaj jest problem. Ale to, co jest, to jest. Musimy z tego wziąć wszystko co najlepsze i zobaczyć, co da nam to w meczu – przyznał.
Vlah dobrze ocenia jednak zarówno swoją dyspozycję fizyczną, jak i przygotowanie całego zespołu. Przyznaje, że przy tak dużej liczbie zmian potrzeba jeszcze czasu na zbudowanie odpowiedniego zrozumienia, ale nowych zawodników starają się wspierać wszyscy.
– Dużo zmian jest, ale fizycznie czuję się bardzo dobrze. Myślę, że też zespół jest w tym aspekcie okej. Ile czasu mieliśmy na przygotowanie zgrania między nowymi zawodnikami? Nie było go dużo, ale tak jest każdym sezonie. Ja i każdy z graczy chcemy pomóc im, żeby jak szybciej się zaadaptowali tutaj w Kielcach i w zespole. Myślę, że bardzo dobrze to idzie – ocenił.
Rozgrywający podkreśla również, że bardzo dobrze czuje się w systemie proponowanym przez Krzysztofa Lijewskiego. Szczególnie odpowiada mu zaufanie trenera i swoboda w podejmowaniu decyzji na środku rozegrania. – Mogę powiedzieć tylko, że czuję zaufanie. Mam dużo swobody i mogę zagrać tak, jak chcę. Mogę powiedzieć, że bardzo mi to pasuje i myślę, że to będzie bardzo dobry sezon dla mnie i dla całego zespołu – zaznaczył Vlah.
Kielczanie w okresie przygotowawczym często stawiali na bardzo szybkie tempo gry. Zdaniem Słoweńca taki styl jest obecnie naturalnym wyborem zespołu, który chce wykorzystywać szybkość zawodników i zdobywać łatwe bramki. – Na dzisiaj nie mamy na tylu zawodników, którzy mogą rzucać z linii dziewięciu metrów. Okej, mogą, ale nie są Szymkiem Sićko (śmiech). Myślę, że chcemy tak grać, bo trener i cały zespół uważają, że tak jest najlepiej: zdobyć bramkę, dobrze zagrać w obronie, bramkarze mają obronić to, co muszą, i zdobywać te „łatwe”, szybkie bramki – wyjaśnił.
Vlah jest również przygotowany na to, że w sobotę będzie musiał poświęcić sporo sił w defensywie. W sparingach zdarzało mu się występować na pozycji numer dwa, a przy problemach kadrowych może być to ważny element jego roli.
– Jestem przygotowany zarówno ja jak i zespół. Fizycznie musisz być przygotowany na to, bo ciężko zagrać i obronę i atak na takim wysokim poziomie przez 60 minut. Myślę jednak, że ja i cała drużyna przeszliśmy bardzo dobre przygotowania i nie możemy doczekać się startu nowego sezonu – powiedział.
Słoweniec spodziewa się również zmian w grze Wisły Płock. Choć wicemistrzowie Polski zachowali większość składu, Kielczanie prezentują obecnie inny styl niż w poprzednich sezonach, dlatego rywal będzie musiał odpowiednio zareagować.
– Myślę, że oni na pewno będą coś zmieniali, bo my zagraliśmy inaczej od dwóch, trzech lat. Mają dużo czasu na przygotowanie do tego meczu i mieli wiele pojedynków sparingowych. My mamy swoje rzeczy, a oni mają swoje. Oni też zmienili kilku zawodników, nie aż tylu, ale też mają jakieś problemy z kontuzjami. Zobaczymy, jak to będzie – stwierdził.
Vlah nie zamierza natomiast zdradzać kolegom z drużyny szczegółów dotyczących słoweńskiego bramkarza Wisły Miljana Vujovicia, z którym zna się z reprezentacji. Wie, że każda dodatkowa informacja może zostać wykorzystana przez rywala w przyszłości. – Jeszcze nie, bo zawsze myślę tak: jeszcze coś powiesz i od razu będzie tak, że nie będzie tak, jak powiesz. Także „Jaro” musi sam zdobywać bramki ze skrzydła. Ja nie powiem nic. Mam nadzieję, że „Wujo” nie będzie w top formie – powiedział z uśmiechem.
Rozgrywający odniósł się również do ostatniej sparingowej porażki Industrii z Veszprem. Kielczanie nie byli zadowoleni z wyniku, ale Vlah podkreśla, że spotkanie było ważnym elementem przygotowań, a rywal dysponował niezwykle szerokim składem. – Oczywiście, że nie jesteś zadowolony, kiedy przegrasz, ale to jest sport i to są przygotowania. Był to już trzeci mecz, długie przygotowania i jeszcze Piotrek (Jędraszczyk - przyp. red.) się skontuzjował. Dużo zawodników wystąpiło. Veszprem ma bardzo, bardzo dobry zespół w tym sezonie i na każdej pozycji po dwóch zawodników więc oni trzymali tempo przez całe 60 minut. Być może my tutaj tego nie wytrzymaliśmy. Zdobywali za dużo bramek z „półkontry”. To była ta różnica, a także w bramce Nielsen, który występował w drugiej połowie – podsumował Aleks Vlah.
Fot. Patryk Cudzik




