Zieliński po remisie z GKS-em Katowice: Liczyliśmy na więcej
W 30. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała z GKS-em Katowice 1:1. Po meczu swoją opinią podzielił się Jacek Zieliński, trener „żółto-czerwonych”.
Jacek Zieliński (szkoleniowiec Korony Kielce): – Nie wiem jak ocenić ten mecz, czy to punkt stracony, czy zyskany. Jednak gdy goni się wynik, to taką zdobycz należy szanować. Liczyliśmy na więcej. Pierwsza połowa miała wyglądać trochę inaczej – daliśmy rywalom za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach gry i to najbardziej boli, bo doskonale o tym wiedzieliśmy i byliśmy na to przygotowani. W piątek gramy kolejny mecz u siebie i nie będzie już miejsca na żadne półśrodki. Trzeba po prostu wygrywać.
Piłki leciały na Mariusza Stępińskiego w sytuacjach, kiedy nie było to potrzebne. Mieliśmy grać zupełnie inaczej. Boki były za mało aktywne. Mariusz nie miał szans w pojedynkach fizycznych z Jędrychem.
Bez analizy nie będę wyciągał jakiś jednoznacznych wniosków. Mieliśmy problemy bo graliśmy nie tak jak planowaliśmy. Mimo, że mieliśmy dłużej piłkę to boki nie pomagały. Po przesunięciu niżej Wiktora Długosza rozhuśtaliśmy prawą stronę, ale Stjepan Davidović nie dał tyle ile chcieliśmy w grze jeden na jednego. Musieliśmy posiłkować się stałymi fragmentami gry w których jesteśmy mocni, ale tylko raz udało się trafić. Czy to dobry punkt czy nie ocenimy w poniedziałek po ostatnim spotkaniu tej kolejki.
(O zmianach w wyjściowym składzie) Zmiany to efekt pracy na treningu oraz przyjętego planu na mecz. Przed przerwą wyglądało to różnie, dlatego zdecydowaliśmy się na zmianę. Bartek Smolarczyk dał nam dobre sygnały; potrzebowaliśmy lepszego wprowadzenia piłki i oceniam jego występ pozytywnie.
(O występie Simona Gustafsona) Zagrał poprawny mecz i nie notował praktycznie start. Można pokusić się o ryzykowniejsze próby, ale grał rozsądnie widząc co dzieje się z przodu. Ja Simona nie oceniłbym negatywnie. Środek pola był pod kontrolą, natomiast zabrakło nam czegoś z przodu.
GKS mógł dzisiaj grać to, co lubi czyli głęboko w obronie i z kontrataku. Błanik czy Długosz nie mogli się rozpędzić. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli ta gra szybko się nie ułoży bo nie trafimy, to będzie nam trudno. Nie było miejsca na nasze kontry.
Nie przesadzajmy z tym, że Korona została stłamszona przez „GieKSę", bo to słowa na wyrost. Nie pociągnęliśmy dalej naszej gry tylko zaciągnęliśmy hamulec ręczny. To się nie powinno zdarzyć, ale stracona bramka miała na to jakiś wydźwięk. Będziemy to analizować. Dobra reakcja w drugiej połowie dała nam jedną trzecią tego co chcieliśmy.
Fot. Piotr Okła




