„Koroniarze” po Lechii: można się tylko cieszyć z tego, jak zareagowaliśmy
W 27. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Lechią Gdańsk 2:4. Po meczu swoją opinią podzielili się Dawid Błanik i Marcin Cebula zawodnicy „żółto-czerwonych”.
Dawid Błanik (kapitan Korony Kielce): – Bardzo dużo się działo. Nie będę się tutaj odnosił teraz do tego, czy VAR, czy karny, czy czerwona kartka – to nie jest moja robota. My musimy skupić się tylko i wyłącznie na sobie. Popełniając takie błędy i tyle błędów z drużyną, która strzeliła w tym sezonie najwięcej bramek, ciężko o cokolwiek. Pozytywów możemy szukać wyłącznie w drugiej połowie.
(O lepszej drugiej połowie) Gdzieś w szatni sobie powiedzieliśmy, że tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, musimy wierzyć w to, że strzelimy jakąś bramkę i powalczymy o coś więcej. Myślę, że w jakimś stopniu to się udało. Jednak wracamy do Kielc bez punktów w smutnych nastrojach i musimy sobie z tym radzić.
(O piątkowym pojedynku z Jagiellonią) Teraz czeka nas szybka analiza tego meczu, wyciągamy wnioski z tego, co się działo i od jutra już musimy myśleć o następnym starciu. Tak naprawdę za chwilę już przyjmujemy u siebie Jagiellonię Białystok. Myślę, że oczekiwania co do nas w tym spotkaniu będą bardzo duże i mam nadzieję, że po prostu zdobędziemy trzy punkty.
(O krótkiej przerwie pomiędzy meczami) My tak naprawdę nie mamy na to wpływu. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby być jak najlepiej przygotowanym i tylko w taki sposób musimy się na to nastawić.
Marcin Cebula (pomocnik „żółto-czerwonych”): – Szkoda tej pierwszej połowy. Wiadomo, że tutaj też Ameryki nie odkryję – ta pierwsza połowa zakończyła ten mecz. Cieszy to, co się wydarzyło w drugiej połowie, bo wiadomo, że trochę stworzyliśmy sobie tych sytuacji. Na pewno ta skuteczność była gorsza; tutaj powiem o sobie, bo mogłem się lepiej zachować w tych sytuacjach i strzelić bramkę, ale niestety się nie udało. Teraz mamy parę dni do meczu z Jagiellonią i trzeba zrobić wszystko, żeby się przygotować dobrze, odpocząć i w piątek będziemy chcieli wygrać.
(O błędach w obronie) Mówiliśmy sobie to przed spotkaniem, że Lechia na takie rzeczy czeka i niestety się tego nie wystrzegliśmy. Tak naprawdę to my napędzaliśmy Lechię i to jest to, czego zabrakło w pierwszej połowie – żeby gdzieś trochę uspokoić tę grę i przegrać piłkę z jednej na drugą stronę. Może by to wyglądało inaczej. Ale niestety, teraz już jest jak jest i trzeba się przygotować do piątkowego meczu.
Mieliśmy tę pierwszą sytuację – Wiktor miał piłkę na głowie. Ten mecz mógł się ułożyć inaczej, ale niestety jeszcze ta czerwona kartka... Tak jak mówię, można się tylko cieszyć z tego, jak zareagowaliśmy. Było blisko, żeby jeszcze powalczyć o tę jedną bramkę, ale niestety Lechia strzeliła na 4:2 i już nie było co zbierać.
Fot. Marcin Deszczka




