Stępiński: Musimy wziąć większą odpowiedzialność za piłkę
W 23. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z Motorem Lublin 0:2. – Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będę miał trochę więcej szczęścia – powiedział po spotkaniu Mariusz Stępiński, napastnik „żółto-czerwonych”.
Po porażce uczestnik EURO 2016 nie ukrywał rozczarowania. Snajper zwrócił uwagę na słabą pierwszą połowę, lepszą reakcję po przerwie, ale też konkretne elementy, które zdecydowały o wyniku.
– Kiedy wynik jest negatywny, na pewno ocena nie jest zbyt dobra. Kolejny raz można nas chwalić za reakcję, ale to nie wystarcza. Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i potem już ciężko się gra. Chociaż sytuacje ku temu żeby wyrównać w tej drugiej połowie były. Troszkę nie wiem, czy Motor miał szczęście, czy my mieliśmy go mniej. Przy odrobinie naszego szczęścia na pewno udałoby się ten mecz przynajmniej zremisować. Ale lubię rozmawiać o faktach – dzisiaj przegrywamy, nie zdobywamy żadnego punktu i przed nami ważny tydzień – podkreślił.
W pierwszej połowie Kielczanie nie oddali ani jednego celnego strzału. Po przerwie obraz gry był zupełnie inny, ale – jak zaznaczył Stępiński – wynikało to również z przebiegu starcia.
– Nie brnąłbym w narrację o dwóch różnych połowach, bo one wynikają z rezultatu na tablicy wyników. Jeżeli przeciwnik wygrywa 2:0, to normalne, że się cofa, zarządza wynikiem i broni. My mamy wtedy więcej sytuacji i obraz gry tak wygląda. Druga połowa była lepsza, bo Motor się cofnął i bronił swojego wyniku. Łatwiej się gra, kiedy prowadzisz 2:0 i możesz tylko bronić, nie musisz wyprowadzać kontr, tylko czekać na rywala – wskazał.
Zapytany wprost o przyczyny słabej pierwszej części, wskazał na brak odpowiedzialności w kluczowych momentach. – Na pewno musimy nad tym popracować. Przede wszystkim musimy wygrywać więcej drugich piłek, bo dziś nie byliśmy w tym najlepsi. Z tych drugich piłek tworzyły się niebezpieczeństwa. Musimy wziąć większą odpowiedzialność za piłkę i za pojedynki, bo z tego biorą się bramki przeciwko nam i tak przegrywa się mecze – analizował 30-latek.
Nie zabrakło też wątku indywidualnych sytuacji bramkowych i skuteczności. – Przy tej pierwszej sytuacji po rzucie rożnym piłka chyba trafiła w dwóch zawodników Motoru, był bark, głowa, jakiś cymbergaj. Czasami napastnik ma do siebie pretensje, bo lubię być obiektywny wobec siebie i mówić, jak sytuacja wygląda. Ale analizując na szybko, ciężko było coś zrobić lepiej. W drugiej sytuacji piłka szła w boczną siatkę. Trzeba uznać postawę bramkarza i pogratulować mu interwencji. Miejmy nadzieję, że w kolejnych meczach będę miał trochę więcej szczęścia – zakończył Mariusz Stępiński.
Fot. Marcin Deszczka







