Karalek po triumfie z One Veszprem: zespół walczył przez każdą sekundę
W 11. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce pokonała we własnej hali z węgierskim ONE Veszprem 36:35. – Przez długi czas traciliśmy do nich dwie bramki, ale na końcu i tak wygraliśmy – powiedział po spotkaniu Artsem Karalek obrotowy „żółto-biało-niebieskich”.
Kielczanie powrócili do rywalizacji w Lidze Mistrzów po przerwie reprezentacyjnej na styczniowe Mistrzostwa Europy – Myślę, że mamy za sobą bardzo dobry okres przygotowawczy i naprawdę bardzo dobrze się czuję. To był pierwszy ważny i ciężki mecz od paru miesięcy, także jesteśmy super przygotowani i mamy siły grać dalej – zapewnił Białorusin.
Potyczka z węgierską ekipą miał szalony przebieg. Po dobrym rozpoczęciu gospodarze stracili całą przewagę, gonili wynik aby ostatecznie triumfować jednym trafieniem. – Myślę, że przespaliśmy czas od szesnastej–siedemnastej minuty, kiedy mieliśmy czterobramkowe prowadzenie, a potem przegraliśmy fragment 1:7. Przez długi czas traciliśmy do nich dwie bramki, ale na końcu i tak wygraliśmy – analizował.
Wydaje mi się, że wszyscy widzieliście dzisiaj, że zespół walczył przez każdą sekundę i nawet gdy zgubiliśmy piłkę, to wracaliśmy szybko do obrony, żeby znowu ruszyć do ataku i ich gonić. Udało się i myślę, że to było bardzo ważne zwycięstwo – uzupełnił.
W końcówce starcia 29-latek otrzymał kontrowersyjną karę dwóch minut. – Pierwszy raz w życiu dostałem dwie minuty za to, że nie dotknąłem przeciwnika. Sędziowie powiedzieli, że po prostu była taka decyzja i oni już nie mogą jej cofnąć. Nie ma co o tym rozmawiać. Wygraliśmy mecz jakby był przegrany to, można by było mówić inaczej, ale udało się to zrobić nawet jednego mniej – wskazał.
Czwartkowe zwycięstwo (19 lutego) matematycznie zapewniło wicemistrzom Polski wyjście z grupy. – Gdy mamy cały skład i nie mamy kontuzji, to łatwiej nam to granie wychodzi. Mamy taki system, gdzie każdy zawodnik jest bardzo ważną częścią zespołu. Oczywiście ta wygrana nie pokazuje, że już jesteśmy w Final Four czy coś takiego. Przed nami bardzo trudny wyjazd do Berlina (mecz z Fuesche już 26 lutego – przyp.red), potem u siebie zagramy ze Sportingiem i jeszcze wyjazd do Kolstad. Wszystko mamy w naszych rękach, żeby walczyć o trzecie miejsce w grupie. Gdybyśmy cofnęli czas to każdy by powiedział, że jeśli będziemy mieli awans to już będzie sukces, a teraz gdy mamy wszystkich graczy i wygrywamy wszystko to jesteśmy tam gdzie chcemy być. Może nie tam gdzie chcieliśmy być na początku, ale już blisko – zakończył Artsem Karalek.
Fot. Patryk Cudzik






