Rubežić przed Zniczem: Nauczyłem się, że w Polsce nie można nikogo lekceważyć
W 1/16 finału STS Pucharu Polski Korona Kielce zmierzy się na wyjeździe ze Zniczem Pruszków. – Wiem, że mają dobrych zawodników, gdyż niektórzy z nich grali już na wysokim poziomie i naprawdę ich szanuję – powiedział przed spotkaniem Slobodan Rubežić, defensor „żółto-czerwonych”.
Dla Czarnogórca będzie to ważny mecz, ponieważ rozegrał dotychczas tylko jedno spotkanie, także w ramach rozgrywek pucharowych że Stalą Rzeszów. Wówczas kielczanie wygrali 1:0 i awansowali do kolejnej rundy.
– Tak ale ważniejsze od pokazania czegoś indywidualnego na boisku jest to, żeby wygrać i awansować. Puchar to są takie rozgrywki, w których bardzo szybko można dojść do finału, ale równie szybko można z nich odpaść. Dlatego tutaj najważniejsze jest dobro drużyny i zwycięstwo – wskazał.
Uzupełnił także, że Znicz może okazać się groźnym rywalem. – W Polsce widzimy, jak różne rzeczy potrafią się dziać w Pucharze – drużyna trzecioligowa potrafi wyeliminować zespół z Ekstraklasy, więc w tych meczach zawsze trzeba dać z siebie 100%. Teraz nadchodzi listopad, a w tej lidze można być do marca w czołowej trójce, a potem skończyć sezon dużo niżej w tabeli. Dlatego dla mnie to nic nie znaczy – zaznaczył.
Znicz Pruszków zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Betclic 1. Ligi. Pruszkowianie w 15 meczach tego sezonu (ligowych i pucharowych) wygrał pięć razy, zanotował jeden remis i poniósł aż dziewięć porażek.
– Wiem, że mają dobrych zawodników, gdyż niektórzy z nich grali już na wysokim poziomie i naprawdę ich szanuję. Nauczyłem się, że w Polsce nie można nikogo lekceważyć. Nie ma przestrzeni, żeby źle mówić o drużynie z niższej ligi. Sam miałem taką sytuację w Aberdeen, kiedy graliśmy przeciwko zespołowi z czwartej ligi i było naprawdę bardzo ciężko. W jednym meczu rywale widzą dla siebie szansę, żeby pokazać się przed kamerami. Wiem, że mają bardzo dobrych zawodników, solidny zespół i trudno się gra w takich potyczkach, lecz wierze w naszą drużynę, że wszystko potoczy się w dobrym kierunku – zakończył Slobodan Rubežić.
Fot. Marcin Deszczka








