Długo czekałem na Koronę. Chcę jak najszybciej nauczyć się polskiego

25-10-2017 19:45,
Mateusz Kaleta

Temu piłkarzowi absolutnie nikt nie może zarzucić, że więcej mówi, niż robi. Po przyjeździe do Polski przeprowadzono z nim tylko... jeden wywiad. Nam udało się go dorwać jako drugim. Przy czym „dorwać” jest słowem jak najbardziej adekwatnym – o tę rozmowę zabiegaliśmy kilka dobrych tygodni. Jednak było warto. Adnan Kovacević, filar defensywy Korony Kielce, od strony, jakiej nie znacie.

189 cm wzrostu, 80 kg wagi. Rocznik 1993, we wrześniu stuknęły mu 24 lata. W Kielcach pojawił się z zaskoczenia, choć – jak przeczytacie w dalszej części – historia jego transferu do Korony krótko nie trwała. Od razu wskoczył do podstawowego składu żółto-czerwonych, zachwycając swoją grą kibiców i ekspertów. 

REKLAMA

Spotkaliśmy się z nim na dłuższą pogawędkę w ostatnią niedzielę. Można powiedzieć, że w najgorszym dla niego momencie, bo po bez wątpienia najsłabszym występie Kovacevicia w barwach kieleckiej drużyny. Jeden gorszy występ nie przekreśla jednak ogólnej, wysokiej oceny. A także faktu, że „Kova” to jeden z tych zawodników, na których Korona zamierza w niedługim czasie zarobić duże pieniądze.

Zanim jednak o przyszłości, naszą rozmowę oczywiście musieliśmy zacząć od ostatniej potyczki przy Roosvelta. 

Przez dwanaście pierwszych kolejek tego sezonu rozegrałeś komplet minut. Od 1 do 90 minuty przebywałeś na boisku we wszystkich spotkaniach. Po raz pierwszy zostałeś zdjęty z boiska w piątkowym meczu z Górnikiem Zabrze. Zaskoczyła cię ta decyzja trenera?

- Nie. Zagrałem w tym meczu fatalnie. Dotychczas byłem na boisku pełne 90 minut w każdym spotkaniu, ale tym razem stało się inaczej. Nie jestem tym zaskoczony. Wierzę, że w kolejnym meczu na pewno zagram lepiej i rozegram całe spotkanie. W każdym meczu daję z siebie wszystko i staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. 

Masz do siebie pretensje o sytuację, w której straciliście bramkę na 2:0?

- Zdecydowanie tak. Jestem na siebie zły nie tylko z powodu tej drugiej bramki, ale dwie pozostałe również obciążają moje konto. Kiedy jesteś obrońcą i strzeżesz dostępu do własnej bramki, za każdym razem, gdy tracisz gola, musisz być na siebie zły. Twoim zadaniem jest, aby do tego nie dopuścić.

Co spowodowało, że Górnik tak łatwo trafiał do siatki?

- Każda z trzech bramek była konsekwencją naszych prostych błędów. To nawet nie były strzały z akcji albo stałych fragmentów gry. Górnik skorzystał z naszych pomyłek. Oni grali cały mecz w ten sam sposób - czekali na błędy, zbierali drugie piłki i w ten sposób nas atakowali.

Co działo się w szatni w przerwie meczu, że drużyna na drugą połowę wyszła zupełnie odmieniona?

- Wiedzieliśmy, że byliśmy lepszą drużyną niż Górnik. Było to widać już w pierwszej połowie, ale wynik był dla nas niekorzystny. Popełnialiśmy zbyt wiele prostych błędów. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy grać swoją piłkę - wymieniać dużo podań, poruszać się szybciej, często zmieniać strony, a na pewno uda się ich pokonać. Trzeba pamiętać, że po pierwszej części meczu przegrywaliśmy 1:3, a ostatecznie doprowadziliśmy do wyrównania. Myślę więc, że końcowy wynik jest dla nas korzystnym rezultatem.

Trener był wściekły z powodu waszej postawy w pierwszej połowie?

- Zdecydowanie tak, ale nie był zły tylko na mnie. Denerwował się na cały zespół. 

(W tym momencie rozmowę przerwała kelnerka, z niezwykle sympatycznej kawiarenki w centrum Kielc, która podeszła do stolika z naszym zamówieniem. Tu zdarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. 

- Dzięki za doping – wypalił do dziewczyny po polsku Adnan Kovacević.

Szybko jednak zreflektował się ze swojej pomyłki i już po chwili, z uśmiechem na ustach, błąd językowy poprawił.

- Dziękujemy bardzo.)

Po meczu Gino Lettieri był zadowolony z końcowego wyniku? 

- Tak.

Co powiedział po ostatnim gwizdku sędziego?

- Wrócę na chwilę do tego, co było zanim wybiegliśmy na boisko. Przed spotkaniem powiedział nam: "Jeśli posłuchacie tego, co mówię, wygramy ten mecz nawet ze trzy do zera". Ale po meczu gratulował. Mówił, że pokazaliśmy charakter, potrafiliśmy wrócić z wyniku 3:1 dla przeciwnika.

Trener Lettieri w tym sezonie kilkakrotnie zmieniał ustawienie drużyny. W trakcie spotkań przechodziliście na to z trójką środkowych i dwójką wahadłowych obrońców. W ostatnim meczu wyszliście jednak tą formacją już od początku meczu. 

- Zgadza się. Graliśmy w ten sposób wcześniej już przeciwko Wiśle Kraków, Pogoni Szczecin i Wiśle Płock.

Jak się czujesz w tym systemie?

- Kiedy osiągasz dobre wyniki, prowadzisz 2:0, 3:0 i zmieniasz ustawienie na tę formację, to jest jak najbardziej pozytywne. Ale naszą podstawową formacją jest 4-4-2 albo 4-1-4-1. W ustawieniu z trójką defensorów ćwiczyliśmy dosłownie na jednym czy dwóch treningach. Cały czas dopiero uczymy się tego systemu, poznajemy nowe schematy, zachowania. Odnajdujemy się w nowych rolach.

Grałeś już kiedyś w swojej karierze w takim ustawieniu?

- Tak, dużo grałem w tym systemie. Zawsze występowałem jako ten centralny obrońca. Nie prawy, czy lewy - zawsze jako środkowy. W Koronie, przed meczem w Zabrzu, trzykrotnie dotychczas graliśmy tym ustawieniem i ja również byłem wystawiany na tej samej pozycji. Po mojej prawej stronie biegał wtedy „Ryman”, Djibril natomiast był lewym środkowym obrońcą. 

Korona nigdy wcześniej nie próbowała grać ustawieniem z piątką obrońców. Jesteś zaskoczony taką zmianą taktyki przez trenera?

- Wiem o tym. Nasz trener zawsze dokładnie analizuje najbliższego przeciwnika i to właśnie pod niego ustala taktykę i ustawienie zespołu. Może też liczyć na pomoc wielu ludzi, którzy rozpracowują następnego rywala. Trener zawsze coś zmienia. Czasami jest to taktyka, czasami wykonawcy. Z tego też powodu pokusił się na zmianę ustawienia.

To formacja, która jest bardzo często wykorzystywana przez wiele czołowych europejskich klubów. Swego czasu grały nią Barcelona, Bayern czy Juventus. Jest to także system powszechnie wykorzystywany przez wiele włoskich klubów.

- To prawda. Obecnie nawet Chelsea Londyn gra w takim ustawieniu, ponieważ preferuje je trener Antonio Conte. Uważam, że jeśli dużo się ćwiczy grę w tej formacji i często występuje się w niej w meczach, to może ona być naprawdę dobra. Wszystko zależy od tego, jak dobrze się jej nauczysz. Wydaje mi się jednak, że europejskie kluby częściej grają w formacji z czterema obrońcami.

Obecnie trener przykłada dużą uwagę na treningach do tego ustawienia? To właśnie tym systemem chciałby grać w przyszłości?

- Myślę, że nie. Gramy bardzo dobrze, kiedy występujemy w formacji z czterema obrońcami. Tak jak ci wcześniej powiedziałem – trener ustala taktykę pod najbliższego przeciwnika. Dokładnie analizuje rywali, stara się przygotować drużynę na mecz jak najlepiej. Stąd też wynikały korekty naszego ustawienia. Podczas treningów przykładamy dużo więcej uwagi naszemu standardowemu systemowi.

To, co jest istotne, to fakt, że Korona gra agresywnie, twardo, ale zbiera bardzo mało kartek i kar indywidualnych. We wszystkich meczach otrzymaliście zaledwie 21 upomnień, co plasuje Koronę na przedostatnim miejscu w tej klasyfikacji. Sam jako środkowy obrońca również nie zbierasz tych kar zbyt wiele - masz na koncie dopiero trzy “żółtka”.

- To prawda. Kiedy grałem w Bośni, w Sarajewie, potrafiłem rozegrać cały sezon mając na koncie zaledwie dwie żółte kartki. Jak na środkowego obrońcę, to bardzo mało. Teraz mam trzy kartki. Zdaję sobie sprawę, z tego, że kolejna oznacza pauzę na jeden mecz. 

Jedna z nich była mocno kontrowersyjna...

- Dokładnie! To było w meczu przeciwko Wiśle Kraków. Sfaulowałem przeciwnika po raz pierwszy w tym spotkaniu, a sędzia od razu ukarał mnie kartką. Ale nie mam z tym problemu (śmiech).

Miałeś okazję grać już z czterema różnymi partnerami na środku obrony. Tak częste rotacje na tej pozycji z pewnością nie ułatwiają ci zgrania i porozumienia się z kolegami.

- Rzeczywiście, jest to trudne. Uważam jednak, że wszyscy obrońcy w drużynie wiedzą co robić, znają swoje zadania na boisku. Kiedy rozmawiamy, podpowiadamy sobie, krzyczymy, to zawsze ta współpraca wygląda lepiej.

Trener dużo rotował na tej pozycji, ale od jakiegoś czasu bardzo dobrze zaczęliście funkcjonować w duecie stoperów z Djibrilem Diawem. Jak oceniasz współpracę z Senegalczykiem?

- Djibril jest również młodym zawodnikiem, ale gra bardzo dobrze w piłkę. On zawsze gra też bardzo agresywnie. Ale z nim jest spory problem: nie rozmawia zbyt wiele na boisku. To czasem komplikuje sprawę. Djibril jest jednak dobrym zawodnikiem i dobrze mi się z nim współpracuje.

Zarówno twoim, jak i Djibrila, dużym autem są umiejętności odnalezienia się w polu karnym przeciwnika. Niejednokrotnie potrafiliście już stworzyć zagrożenie pod bramką podczas stałych fragmentów gry. W jaki sposób dzielicie między siebie zadania ofensywne?

- Zawsze mamy rozpracowaną taktykę podczas rzutów rożnych. Trener mówi nam: ty idziesz na pierwszy słupek, ty na drugi, ty zostajesz w środku. Jednak czasami podczas gry zmieniamy te zalecenia. Rozmawiamy wtedy z Djibrilem, mówię mu: teraz to ja pójdę na długi słupek, ty stań bliżej.

W obecnych rozgrywkach miałeś już sporo sytuacji, jednak nic nie chciało wpaść do siatki.

- Oj, tak (śmiech). Bramki liczą się, są ważne. Miałem pięć albo sześć bardzo dobrych sytuacji, aby trafić. Może uda się to w kolejnym meczu? Zobaczymy!

Portal transfermarkt wskazuje, że jesteś zawodnikiem obunożnym, ale na jednym z przedmeczowych briefingów trener Lettieri powiedział, że znacznie lepiej radzisz sobie grając na prawym stoperze. Jak to oceniasz z własnej perspektywy?

- Kiedy grałem w Sarajewie, zawsze występowałem jako lewy środkowy obrońca. Tutaj, na początku, też występowałem na lewej stronie, a obok, po prawej, grał Shawn Barry.

Obecnie jednak częściej grasz z Diawem, a on jest lewonożnym zawodnikiem. Z tego też powodu musiało dojść do roszady.

- Zgadza się, to jest komfortowe dla niego, kiedy jako lewonożny zawodnik może grać na swojej dominującej stronie. Dla mnie nie ma żadnego problemu. Nie czuję różnicy, czy gram po lewej, czy po prawej stronie. Na obu pozycjach dam sobie radę.

Trener ostatnio przyznał, że dużo krzyczy na swoich zawodników. 

- Czasami się to zdarza.

Od samego początku sezonu imponujecie formą fizyczną i wytrzymałością. To zasługa bardzo dobrze przepracowanego okresu przygotowawczego? 

- To prawda, ale ja tak naprawdę odbyłem wówczas zaledwie dwa treningi z drużyną. Przyszedłem pod sam koniec okresu przygotowawczego, tuż przed startem ligi. Przyjechałem na zgrupowanie w Bremie i przed startem sezonu spędziłem w Kielcach jeden ciężki tydzień.

Czy brałeś udział w przygotowaniach do sezonu ze swoją poprzednią drużyną, FK Sarajewo?

- Tak, ale... Tu jest zdecydowanie ciężej. Treningi są znacznie dłuższe. 

Ten czas był dla ciebie wyjątkowo trudny, ponieważ jeszcze niedawno zmagałeś się z trudną kontuzją. 

- Nie grałem ponad 6 miesięcy (w lipcu 2016 roku Kovacević zerwał więzadła krzyżowe – przyp. red.).To był bardzo długi okres. Nie ukrywam - było to dla mnie trudne.

Przed sezonem Mateusz Możdżeń przyznał, że “tak ciężko jeszcze nie trenował”. A jak było w twoim przypadku? 

- Zgadzam się. Treningi są prawie rodem z Bundesligi. To zrozumiałe – trener był tam, widział wiele niemieckich drużyn, więc ma się na czym wzorować. Zajęcia w Koronie są bardzo trudne i przede wszystkim długie. Ćwiczymy po dwie godziny, czasem półtorej.

Trudno było ci się do tego przestawić?

- To był problem, ale kiedy złapiesz ten rytm, z dnia na dzień jest coraz łatwiej. Kiedy grasz w każdym meczu, tak jak ja – a w praktycznie wszystkich meczach rozgrywałem po 90 minut – wtedy jest dużo prościej się przyzwyczaić. 

Przychodząc do Korony, niemal od razu stałeś się graczem podstawowego składu. Spodziewałeś się, że tak łatwo wywalczysz sobie miejsce w jedenastce?

- Nie przypuszczałem, że tak szybko uda mi się tego dokonać. Ale od samego początku wierzyłem, że będę grał w pierwszym składzie. Kiedy przyszedłem do Kielc, była zupełnie inna sytuacja kadrowa: Djibril i Radziu Dejmek byli kontuzjowani, a jedynymi zdrowymi obrońcami byłem ja, Shawn i Bartek Kwiecień. Dzięki temu otworzyła się szansa dla mnie. Po raz pierwszy trener powiedział mi, że zagram na zgrupowaniu przeciwko Werderowi w parze z „Kwiatkiem”. „Sprawdzimy was” - zaznaczył. Zagrałem nieźle i od tamtej pory zostałem w składzie. Taki jest sport. Wykorzystałem swoją szansę, jaką dał mi trener.

Obecnie konkurencja na pozycji środkowego obrońcy jest znacznie większa. Szkoleniowiec ma do swojej dyspozycji czterech zdrowych stoperów, a dodatkowo na tej pozycji może również zagrać Bartek Rymaniak.

- Oczywiście. Kiedy masz dużą konkurencję, zawsze grasz lepiej. Musisz wówczas jeszcze ciężej trenować, starać się, dawać z siebie wszystko. Taki jest cel, bo jeden błąd sprawia, że możesz wylecieć ze składu.

Obrońców jest wielu, ale na innych pozycjach trener nie ma takiego bogactwa. Obecna sytuacja kadrowa Korony prawdę mówiąc nie napawa zbyt dużym optymizmem.

- Jest to trudność, ponieważ gramy w Pucharze Polski i w lidze. Trener nie może dokonać zbyt wielu zmian. Szczególnie trudno będzie w najbliższym meczu przeciwko Zagłębiu Lubin. Nie możemy w nim skorzystać z Żubrowskiego i Możdżenia. Burdenski jest kontuzjowany, więc jedynym zawodnikiem na tej pozycji pozostaje Cvijanović. To duży problem.

Lepszą wiadomością jest ta, że do zdrowia wraca Nika Kaczarawa, a pełnię sił odzyskał już także Elia Soriano.

- Kaczarawa jest z nami z powrotem, ale on jest w tylko troszeczkę lepszej formie zdrowotnej. Jeszcze potrzebuje czasu. Soriano natomiast zawsze gra bardzo dobrze. To świetny zawodnik. W tym momencie mamy czterech napastników. Na tej pozycji może też zagrać Jacek Kiełb, ale przede wszystkim są Maciek Górski oraz Piotr Poński. To młody, bardzo utalentowany zawodnik. Cały czas z nami trenuje. Dla niego byłoby najlepsze, gdyby grał jak najwięcej. On potrzebuje regularnych występów. Kiedy jesteś młody, to jest dla ciebie najważniejsze. Wtedy możesz zdobywać doświadczenie, rozwijać się.

Długo zajęło ci zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu? Jak zostałeś przyjęty?

- Drużyna przyjęła mnie znakomicie. Starsi, bardziej doświadczeni zawodnicy, bardzo pomogli mi zaaklimatyzować się w nowym klubie. Miałem niewiele czasu, aby zapoznać się z innymi ludźmi, ale Kielce to małe miasto. Dużo łatwiej jest nam się tu zaadoptować, kiedy jesteśmy razem. Jest nas tu czterech z Bałkanów: Zlatan, Ivan Jukić, a także Goran. Każdego dnia wspólnie spędzamy czas.

Przed sezonem w Koronie dokonano dużej wymiany kadry, z zespołu odeszło sporo zawodników, przyszło też wielu nowych. Nie miałeś wątpliwości czy ten projekt wypali?

- Odpowiem krótko. Początek jest bardzo dobry. Wierzę, że w przyszłości będzie jeszcze lepiej.

Kiedy pojawił się pierwszy sygnał, że Korona jest tobą zainteresowana?

- Zanim trafiłem do Kielc, grałem w FK Sarajewo. Pod koniec ubiegłego sezonu menadżer powiedział mi, że skaut Korony przyjeżdża na mój mecz. To był bardzo ważny pojedynek – derby Bośni, spotkanie z FK Zeljeznicar Sarajevo. Po tym meczu usiedliśmy, długo rozmawialiśmy. Skaut dużo opowiadał mi o Koronie, powiedział mi o obrońcach: Djibrilu, Radku. Zaznaczył, że klub potrzebuje zawodników. Przychodzi nowy trener, jest nowy właściciel i prezes klubu. Powiedział, że od samego początku chcą tworzyć dobry zespół. Ja zaakceptowałem to wyzwanie.

Korona, obok Lecha Poznań, to drużyna, w której można doliczyć się największej liczby narodowości w składzie. Nie macie problemów z wzajemnym zrozumieniem i komunikacją? To duże utrudnienie, kiedy w szatni słychać tak dużo różnych języków?

- Na początku był to wielki problem. Jestem środkowym obrońcą, więc muszę często komunikować się z kolegami z drużyny. Muszę mówić praktycznie każdemu, aby szedł w tę, albo inną stronę. W moim języku „lijeva” znaczy „lewo”. Tak samo jak po polsku czy angielsku.

Ale „prawo” po bośniacku to „desno”. „Pravo” w moim języku z kolei oznacza „przód”. To był ogromny kłopot. Kiedy oni mówili do mnie „prawo”, ja zawsze patrzyłem do przodu. Gdy grałem z Shawnem, zawsze rozmawiałem z nim po angielsku albo niemiecku. Do Kena również mówiłem po angielsku. Przede mną grali Możdżeń i „Żuber”, więc do nich krzyczałem po polsku: „lewa”, „prawa”, „plecy” - jakoś dawaliśmy radę. Ale do Zlatana z kolei mówiłem w swoim języku. Wyobraź sobie tyle różnych języków naraz. Nie było to łatwe (śmiech).

Teraz macie już mniej problemów z komunikacją?

- Nie do końca. Dlatego chcę się szybko nauczyć polskiego. Oczywiście, nie chodzę do szkoły, ale każdego dnia zawsze rozmawiam w tym języku z „Możdżem” czy „Żubrem”. Kiedy mówią powoli, potrafię zrozumieć dużo słów. Z polskimi zawodnikami staram się rozmawiać po polsku. Jeśli czegoś nie rozumiem, wtedy komunikujemy się po angielsku i oni tłumaczą mi to na polski. Staram się w ten sposób uczyć. Polski jest bardzo podobny do bośniackiego. W obu językach jest dużo podobnych słów, dlatego jest mi łatwiej. Dużo rozumiem! (ostatnie słowa Kovacević wypowiada już po polsku – przyp. red.)

Cvijanović jest twoim najlepszym kumplem w drużynie? Chyba często spędzacie wspólnie czas: zwiedzaliście Kraków, byliście też na meczu PGE VIVE Kielce.

- Na piłkę ręczną zawsze chodzimy razem! Ale to nie jest tak, że tylko Goran jest moim najlepszym przyjacielem. Wszyscy trzymamy się razem: ja, Goran, Zlatan, Jukić. Chorwat jest jeszcze bardzo młody, ale wszyscy wspólnie spędzamy razem sporo czasu.

Zdążyłeś już poznać miasto? Co lubisz robić w wolnym czasie?

- Kiedy mieliśmy dwa, trzy dni wolnego, pojechaliśmy pozwiedzać Warszawę, Kraków. To drugie miasto szczególnie mi się spodobało.

Jest coś, co cię szczególnie zaskoczyło w Polsce?

- Najbardziej zaskoczyła mnie polska liga. Niesamowite jest to, że tutaj możesz pokonać Legię. Wiem, że jest to trudne, ale nie jest to niemożliwe. Polska liga ma to do siebie, że każdy może wygrać z każdym. Nie jesteś w stanie nic przewidzieć. Kiedy masz dobry dzień, możesz pokonać nawet najlepsze ekipy pokroju Lecha, czy Legii. 

W niemal każdej lidze, kiedy gra taka Legia z Termalicą, każdy jasno postawiłby na klub z Warszawy. Ale nie tutaj. W Polsce Termalica może zremisować, a nawet pokonać Legię. Podoba mi się to. Polska liga jest lepsza od bośniackiej. Dysponujecie pięknymi stadionami, dużo lepsza jest także infrastruktura.

Ale wy za to macie wspaniałych fanów.

- To prawda. Moi kibice z Sarajewa są najlepsi!

Mówiłeś o tym na łamach „Przeglądu Sportowego”...

- Tak, ale już kiedyś zdarzyło się, że media nie napisały dokładnie tego, co ja im przekazałem, przekręcili moje słowa. Właśnie dlatego powiedziałem ci przed wywiadem, żebyś dobrze go przetłumaczył (śmiech).

Jak było naprawdę?

- Największy rywal Sarajewa - Zeljeznicar zadzwonił do mnie z ofertą, kiedy byłem wolnym zawodnikiem. Dostałem taką propozycję rok przed tym, zanim zostałem piłkarzem Sarajewa. 

Nie poszedłem do tego klubu. Udzieliłem wówczas wywiadu dla lokalnej gazety, a fani Sarajewa wyciągnęli to rok później. Mieli do mnie pretensje, o to co wtedy powiedziałem. „Co ty im nagadałeś! Chciałeś grać dla tego klubu?” - dopytywali. Byłem zły. Dla mnie najważniejsze było, aby grać w lepszym klubie. Zanim trafiłem do Sarajewa, występowałem w NK Travnik, gdzie co sezon zajmwaliśmy 16.,17. lub 18. pozycję w lidze. A Sarajewo czy Zeljeznicar zawsze byli pierwsi czy drudzy. To było to, co chciałem osiągnąć.

W wywiadzie opowiadałeś o tym, jak bardzo fani pomogli ci odnaleźć się w nowym miejscu. A podobno nie było tam najbezpieczniej.

- Dokładnie. Kiedy do klubu przychodzi nowy zawodnik, oni zawsze pytają, czego potrzebuje. „Kiedy będziesz miał problem z jakimiś ludźmi – pisz do nas” – tak mi mówili. 

W jaki sposób w ogóle znalazłeś zainteresowanie w futbolu? Ktoś z twojej rodziny uprawiał wcześniej sport zawodowo? 

- Nie, jedynie mój brat grał w piłkę. Mam trzech braci, wszyscy są starsi ode mnie. Jako dzieciak zawsze grałem z przyjaciółmi na podwórku. Piłkę zacząłem kopać, gdy miałem 6 czy 7 lat, początkowo często grałem z moimi braćmi. Zawsze chciałem być bramkarzem. Kiedy grałem ze starszymi, zawsze broniłem. Gdy przychodziłem na boisko, powtarzali mi: „Jeśli chcesz z nami zagrać, stań na bramce”. Odpowiadałem: „OK, nie ma problemu”. Byłem dużo mniejszy od nich (śmiech)

Po tym, gdy poszedłem na treningi, grałem jako napastnik. Na „dziewiątce” występowałem aż do 16-17. roku życia. Kawał czasu. Odnotowywaliśmy wówczas fatalne wyniki. Pierwszy mecz przegraliśmy 4:12, ale ja zdobyłem w tym spotkaniu trzy bramki i zanotowałem asystę. Po tym meczu wygraliśmy następny pojedynek, ale wszystkie kolejne przegrywaliśmy w stosunku 1:6, 1:5. To było okropne. Trener powiedział mi wtedy: „Słuchaj Adnan, ty musisz być obrońcą!”. Graliśmy wtedy formacją 5-4-1, podobnie jak teraz w Koronie. Zawsze byłem tym środkowym stoperem, trochę jak taki libero. Dostałem się wówczas do drużyny U-19, a tam grałem w środku pomocy. 

Kiedy przeszedłem do pierwszej drużyny NK Travnik, znów grałem z przodu: jako drugi napastnik albo rozgrywający na pozycji numer 10. Występowałem na tej pozycji w klubie, a niedługo później znalazłem się w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji U-21. Zadzwonił do mnie, powiedział, że widzi mnie w drużynie na pozycji środkowego obrońcy. Po pierwszych występach w reprezentacji, dostrzegli mnie w Sarajewie. Powiedzieli, że jeśli do nich dołączę, będę grał na obronie, albo w środku pomocy, na pozycji numer 6.

Był to dla ciebie duży kłopot, że w tak krótkim czasie byłeś rzucany po tak wielu pozycjach?

- Trochę tak, ale pozwoliło mi to nabrać dużego doświadczenia. Kiedy grasz na tak wielu różnych pozycjach, możesz lepiej czytać grę twoich rywali. To prawda, wszystkie te pozycje są kompletnie inne. Ale dzięki temu, że grałem w ataku, wiem, czego się spodziewać od swoich przeciwników. Mogę przewidzieć ich ruchy, zachowania. To bardzo pomaga w meczach.

Dotychczas grałeś tylko w lidze bośniackiej. Transfer do Polski był dla ciebie dużym przeskokiem?

- Zdecydowanie tak. Przyszedłem do Polski z najlepszego klubu w Bośni. Sarajewo to najbardziej utytułowana drużyna w moim kraju. Graliśmy w fazie grupowej Ligi Europy, zdobywaliśmy tytuły mistrza Bośni i wygrywaliśmy krajowy puchar. Ale Korona to równie dobry zespół. Zdecydowałem się na transfer, bo potrzebowałem zmiany. Chciałem być bliżej Europy, a wtedy pojawiła się oferta z Korony. Miałem jedną, czy dwie oferty z Norwegii, także z byłej Jugosławii, ale czekałem na ruch Korony. Pierwszy raz, kiedy się ze mną skontaktowali, byli bardzo zdecydowani na ten transfer. Zwrócili jednak uwagę na to, że w polskiej lidze jednocześnie może grać tylko dwóch zawodników spoza Unii Europejskiej. Powiedzieli: „Zobaczymy, co się wydarzy”. To był problem, ponieważ w drużynie byli już Djibril, Vanja i Serhii Pylypchuk. Włodarze klubu nic nie ukrywali, powiedzieli mi o tym od razu, więc nie byłem zaskoczony. Odpowiedziałem: „OK, nie ma problemu, poczekam, zobaczymy jak się rozwinie sytuacja”. 

Po dwóch tygodniach zadzwonił do mnie mój menadżer. Zapytał, czy chcę iść do Korony. Dodał, że mogę jechać bezpośrednio do Bremy, zagrać w sparingu, a dopiero następnego dnia przylecę do Kielc podpisać kontrakt. Zgodziłem się na to.

Już wtedy wiedziałeś, że na pewno zostaniesz w drużynie?

- Trener powiedział mi, że zagram z Werderem tylko 45 minut. Byłem po ciężkiej kontuzji, więc chciał zobaczyć, w jakiej formie fizycznej jestem, czy będę gotów pomóc drużynie. Po sparingu wszyscy byli ze mnie zadowoleni. Po tym zgrupowaniu, pojechałem do Kielc, gdzie spotkałem się z prezesem i razem podpisaliśmy kontrakt.

Podczas pobytu w Sarajewie, w sezonie 2013/2014 zdobyłeś Puchar Bośni. Rok później zostaliście mistrzem kraju. To twoje największe osiągnięcia w karierze?

- Zdecydowanie tak. Wygrana w pucharze jest dobra, ale to zwycięstwo w lidze sprawia najwięcej satysfakcji. To było niesamowite uczucie, ogromna radość i duma grać dla tego zespołu. Dla mnie jest to najlepsza drużyna w Bośni.

Miałeś też okazję występować w eliminacjach Ligi Europy. W sezonie 13/14 odpadliście w rundzie play-off z Borussią Moenchengladbach. To najmocniejszy przeciwnik, z jakim dotychczas miałeś okazję się zmierzyć?

- Grając w Sarajewie, zdecydowanie tak. Ale w drużynie narodowej miałem okazję zmierzyć się z reprezentacją Hiszpanii U-21. To drużyna, która miała wówczas w swoich szeregach wielu wspaniałych piłkarzy: Alvaro Moratę, Muniaina, Sergi Roberto, Deulofeu, Jese Rodrigueza, Carvajala, czy Juana Bernata z Bayernu Monachium. To był świetny zespół. W Hiszpanii przegraliśmy wtedy 2:3, ale u siebie, w Bośni ulegliśmy już znacznie wyżej: 1:6. Byłem środkowym obrońcą, więc strata tylu bramek była dla mnie wyjątkowo bolesna. Z drugiej strony, było to świetne doświadczenie. Miałem okazję zagrać przeciwko znakomitym piłkarzom.

Rozegrałeś 7 meczów w młodzieżowej reprezentacji Bośni i Hercegowiny. Wierzysz jeszcze w debiut w dorosłej reprezentacji?

- Oczywiście! Będę robił wszystko, aby tego dokonać. Każdy zawodnik chciałby zagrać w drużynie narodowej.

Kiedy Sarajewo mierzyło się w europejskich pucharach, nie byłeś jednak wówczas graczem podstawowego składu. Na dobre w wyjściowej jedenastce zadomowiłeś się w sezonie 15/16, kiedy zagrałeś niemal we wszystkich meczach. Co się wówczas zmieniło? 

- W futbolu masz tylko jedną szansę. Trener daje ci ją i musisz ją wykorzystać. Jeśli tego nie zrobisz, lądujesz na ławce i musisz wtedy czekać na kolejne okazje. W sezonie 15/16 dostałem swoją szansę i grałem wówczas bardzo dobrze. Trener zaufał mi i od tamtej pory występowałem w każdym spotkaniu. W Sarajewie miałem tak naprawdę z 5-6 różnych trenerów. To duża trudność. U jednego z nich byłem podstawowym zawodnikiem. Ale w następnym sezonie zmienił się szkoleniowiec i on nie widział mnie w pierwszym składzie zespołu. Musiałem usiąść na ławce.

REKLAMA

Kolejny sezon straciłeś z powodu poważnej kontuzji. Zerwałeś więzadła krzyżowe. Do gry wróciłeś dopiero pod koniec kwietnia i od razu wskoczyłeś do pierwszego składu. Ten uraz to twój najtrudniejszy moment w karierze?

- Zdecydowanie tak. To była koszmarna kontuzja. Nie mogłem wówczas grać w piłkę przez minimum sześć miesięcy, a do tego doszła jeszcze przecież rehabilitacja i stopniowe wdrażanie w treningi. Wtedy też zmienił się trener. Kiedy przyszedł do zespołu, byłem kontuzjowany, ale od samego początku mogłem liczyć na jego pełne wsparcie. Powiedział mi: „Czekam na ciebie. Kiedy wrócisz do zdrowia, będziesz grać”.

Uraz mocno zahamował twój rozwój? Jak myślisz, gdyby nie on, mógłbyś dziś być zupełnie innym miejscu, grać w jakieś topowej lidze?

- Oczywiście! Kiedy złapałem tę kontuzję, miałem na stole ofertę. To była świetna propozycja. Graliśmy wówczas towarzysko przeciwko Krasnodarowi. Przed meczem powiedzieli mi: „ Zagraj dobrze, a na pewno cię weźmiemy”. Wystąpiłem w tym meczu, ale to był bardzo pechowy mecz. Nie ukrywam – transfer do Rosji mógł być dla mnie dużą szansą. Ale teraz jestem w Kielcach (śmiech).

Jeszcze nie wszystko stracone. Podczas półfinałowego meczu pucharu kraju pomiędzy Mladost DK i FK Sarajevo na trybunach zasiedli skauci Arsenalu Londyn. Może to właśnie ty trafiłeś do ich notesu?

- Może, może (śmiech). Wiedziałem o tym, że na mecz przyjeżdżają skauci Arsenalu. Zagrałem w tym spotkaniu, ale na boisko wszedłem dopiero w drugiej połowie meczu. Pamiętam to spotkanie. Wygraliśmy 3:2, mimo że wcześniej prowadziliśmy 3:0 (Kovacević strzelił w tym spotkaniu nawet bramkę – przyp. red.). Oni przyjechali oglądać Harisa Duljevica, który również w tym meczu trafił do siatki. Teraz gra w 2. Bundeslidze, w Dynamie Drezno. To świetny zawodnik, reprezentant kraju.

Którą z zagranicznych lig lubisz najbardziej? Do której z nich chciałbyś trafić w przyszłości?

- Moim marzeniem jest gra w lidze hiszpańskiej. Ale gdybym trafił do Anglii – nie ma problemu, mogę tam grać (śmiech). Bundesliga jest również świetną ligą dla obrońców.

W barwach Sarajewa zdarzało ci się grać również w pomocy. Czy w Koronie również jesteś brany pod uwagę do gry na tej pozycji?

- Trener wie, że mogę grać również na tej pozycji. Kiedy występowałem w środku pola jako piłkarz Sarajewa, potrafiłem strzelić nawet 2-3 gole w sezonie. I to nie tylko głową! (śmiech). To były naprawdę ładne bramki 

(W tym momencie „Kova” wyjął telefon i pokazał swoje akcje z meczów, w których grał jako środkowy pomocnik. Publikujemy je poniżej.)

(od 1:30)

(od 0:50)

Z polskim futbolem zetknąłeś się już w 2015 roku, kiedy Sarajewo grało w eliminacjach Ligi Europy z Lechem Poznań. Pamiętasz to starcie? Trzy tygodnie temu znowu miałeś okazję zagrać przy Bułgarskiej. Dużo się zmieniło od tego czasu?

- Ciężko powiedzieć… Uważam jednak, że Lech był wówczas lepszą drużyną. Teraz wiele się tam zmieniło – odeszło wielu piłkarzy, przyszło sporo nowych. Być może to jest teraz ich problemem. Był przecież taki czas, kiedy Lech był lepszy nawet od Legii Warszawa. Regularnie grał w europejskich pucharach, mierzył się z Manchesterem City czy Juventusem Turyn. To było świetne doświadczenie dla tego klubu. 

Czy starasz się na kimś wzorować? Którego z zawodników podziwiasz najbardziej?

- Kiedy byłem napastnikiem, bardzo lubiłem oglądać brazylijskiego Ronaldo. Teraz z kolei podziwiam Sergio Ramosa i Thiago Silvę. Spośród pomocników jestem za to ogromnym fanem Luki Modricia i Marco Verrattiego. Uwielbiam ich oglądać.

Jakie masz plany na przyszłość? Co chciałbyś osiągnąć w piłce?

- Być może po zakończeniu kariery będę trenerem. Zobaczymy. Mam na to jeszcze dużo czasu. 

Na koniec: nie żałujesz  swojej decyzji, tego, że trafiłeś do Korony? 

- Nie, bo czuję się w Kielcach bardzo dobrze. Jestem dumny, że mogę tu być. 

Rozmawiał Mateusz Kaleta

fot. PressFocus

Wasze komentarze

gareth bale2017-10-25 20:14:16
Kova człowieku uwiebiałem cię dotąd za to jaki jestes na boisku ( a jesteś kozak!!!! ) ale po tym wywiadzie widzę że jesteś też kapitalny gość ! teraz kibicuję ci jeszcze bardziej
Mks2017-10-25 20:23:10
Widać że mądry koleś. Oby dalej tak grał a na pewno zarobimy ma nim nie małe pieniądze. Brawo za transfer. Powodzenia i liczymy na dobry wynik w Lubinie.
aronia nie mylić z ironią2017-10-25 20:26:07
Bardzo podoba mi się podejście władz Korony Kielce. Chyba po raz pierwszy czytam o scoutach. Do tej pory nie wiedziałam, że tacy w ogóle są w Kielcach. To chyba zasługa pana Burdenskiego. Ale to przede wszystkim daje nadzieje na kolejne miesiące. Bo skoro Kovacevica oglądali przez tyle czasu, rozmawiali z nim to pewnie teraz też już na oku mają kilku dogadanych zawodników. Może z niektórymi się już nawet dogadali. Bardzo mi się to podoba.Wreszcie profesjonalizm jest w Koronie, a nie banda amatorów nieznających się totalnie na sporcie. Jeszcze paru ich tam zostało, ale mam nadzieję, że Burdenski ich w koncu wykuuuurzy. Dla dobra klubu tego.
Luk2017-10-25 23:03:00
Kovacevic swietny gość i naprawde swietny i perspektywiczny zawodnik. Ps. Skauci w Koronie?..wreszcie jest w Koronie profesjonalizm..oby tak dalej!
Mks2017-10-26 08:53:17
Ostatni mecz nie wypadl ci najlepiej mimo to glowa do gory kazdy ma slabszy dzien wierze ze jeszcze dasz nam duzo radosci i strzelisz dla Korony nie jedna bramke . Powodzenia !
chłopaczek2017-10-26 09:00:25
Fajny wywiad, gratulacje dla CK sport za te wywiady, bo poziom wzrósł o 100%, oby tak dalej. Korona ma juz kilka nazwisk w notatniku, prezes mowil ze zimą przyjdzie napastnik, poniewaz latem nie było czasu na konkretnie wzmocnienia. Dodatkowo tez monitorują nizsze ligi.
Piter2017-10-26 11:54:39
Dokładnie, fajne te wywiady robicie, oby tak dalej :)

Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: CK Media Group