Jarosiewcz po Ostrovii: zawsze trzeba dołożyć „swoją cegiełkę”, żeby triumfować.
W 22. serii gier Orlen Superligi Industria Kielce wygrała w Hali Legionów z Rebud KPR Ostrovią Ostrów Wielkopolski 37:30. Swoją opinią po spotkaniu podzielił się Piotr Jarosiewcz, skrzydłowy „żółto-biało-niebieskich”.
Pojedynek w Hali Legionów, choć zakończył się zwycięstwem gospodarzy, miał znacznie bardziej wyrównany przebieg, niż wskazywałyby na to przedmeczowe prognozy. Zespół z Ostrowa Wielkopolskiego od początku postawił twarde warunki, nie pozwalając faworytom na zbudowanie bezpiecznej przewagi przez znaczną część spotkania.
– Można to podsumować tak: 60 minut walki na parkiecie w Orlen Superlidze, a na końcu i tak wygrywa Industria. Choć trzeba przyznać, że Ostrovia dzisiaj postawiła się nam bardzo mocno. Wygraliśmy bodajże tylko siedmioma bramkami, a do przerwy wynik było bardzo, bardzo blisko. Rywale przyjechali do Kielc z pełną motywacją i chęcią zwycięstwa w tym pojedynku – ocenił.
W kieleckiej szatni podczas przerwy nie brakowało emocji. Niewielka różnica bramek na tablicy wyników nie wprowadziła niepokoju w szeregi, jednak sztab szkoleniowy i tak stonował nastroje zawodników przypominając o realizacji założeń taktycznych.
– Na pewno pojawiło się trochę nerwów. U zawodników mogła zrodzić się myśl, że nasza przewaga jest zbyt niska, ale trener nas uspokajał. Mówił, żebyśmy kontrolowali pojedynek i dowieźli wygraną do końca, ale też uważali, by nikomu nie stała się krzywda. Cieszymy się ze zwycięstwa, choć czujemy pewien niedosyt, że ta różnica bramek nie była większa – wyjaśnił reprezentant Polski.
Mimo zbliżającego się, niezwykle istotnego starcia w Lidze Mistrzów z norweskim Kolstad, szczypiorniści Industrii podkreślają, że nie mogą pozwolić sobie na dekoncentrację w rozgrywkach krajowych. Skrzydłowy zaznaczył, że szacunek do rywala i pełne zaangażowanie to jedyna droga do uniknięcia jakiejkolwiek ligowej wpadki przed własną publicznością.
– Z jednej strony pojawiają się myśli o oszczędzaniu sił, ale z drugiej – na takim myśleniu można się łatwo „przejechać”. Kiedy taki zespół jak Ostrovia przyjeżdża do Kielc, grając z teoretycznie lepszą drużyną, daje z siebie wszystko, bo bardzo chciała to spotkanie wygrać. Podejście, że „mecz i tak się wygra”, bywa zgubne. U nas nie ma takiego podejścia. Wiemy, że żaden mecz nie wygrywa się sam – zawsze trzeba dołożyć „swoją cegiełkę”, żeby triumfować. I dzisiaj to zrobiliśmy – skwitował Piotr Jarosiewicz.
Fot. Patryk Cudzik





