Pięczek po Niecieczy: teraz można patrzeć w przód z podniesioną głową
W 24. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce wygrała na Exbud Arenie z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza 2:1. – Wiadomo jak długo czekaliśmy na ten triumf i bralibyśmy go w ciemno – powiedział po spotkaniu Marcel Pięczek, wahadłowy „żółto-czerwonych”.
Strzelec pierwszego gola dla Kielczan w końcówce spotkania grał z urazem – Nie wiem, co się mogło wydarzyć. Trochę noga mi „uciekła” na tej murawie, ale jestem dobrej myśli, bo jeżeli dograłem mecz do końca, to myślę, że wszystko będzie w porządku. To była moja decyzja – opowiedział.
Podopieczni Jacka Zielińskiego przełamali niemoc w meczach domowych i po raz pierwszy od wrześniowego triumfu nad Lechią Gdańsk mogli cieszyć się z kompletu punktów zdobytego na stadionie w Kielcach. Kibiców i dziennikarzy niepokoić może jednak fakt, że ich gra nie była zbyt porywająca.
– Ja uważam, że można mówić iż zwycięzców się nie sądzi. Wiadomo jak długo czekaliśmy na ten triumf i bralibyśmy go w ciemno, nawet w najgorszym stylu, ale po to, żeby w końcu zapunktować i złapać tę pewność siebie. Cieszymy się, że dzisiaj to nastąpiło. To kwestia trochę psychologiczna, bo gdy strzeliliśmy na 2:0 było widać z boiska, że Termalica jakby „siadała”. Wydawało się, że teraz już po prostu naszą jakością piłkarską to „pociągniemy” w dobrą stronę. Jednak straciliśmy dosyć szybko bramkę i tak działa psychologia, że oni się napędzili, a my troszeczkę się cofnęliśmy. Lecz tak jak mówię cieszę się, że dowiedzieliśmy to zwycięstwo i teraz można patrzeć w przód z podniesioną głową i pozytywnie – analizował.
Goście bramkę mogli zdobyć jeszcze szybciej jednak Morgan Faßbender był na pozycji spalonej. – Cieszymy się, że był ten spalony. Co tu dużo mówić. Jeżeli był spalony, to był spalony pewnie na „żyletki”, ale no najważniejsze jest to zwycięstwo w domu – zakończył Marcel Pięczek.
Fot. Marcin Deszczka




