Dziekoński przed Termalicą: musimy zachować czujność i zacząć regularnie seryjnie punktować
W 24. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zmierzy się na Exbud Arenie z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. – Musimy jak najszybciej wrócić do naszych „ustawień fabrycznych” – powiedział przed spotkaniem Xavier Dziekoński, bramkarz „żółto-czerwonych”.
Zapytany o to, czy przedłużająca się seria bez zwycięstwa wywołuje w zespole nerwowość, wychowanek Jagielloni Białystok nie ukrywał determinacji.
– Nerwowości w samej drużynie nie ma, ale doskonale wiemy, że u siebie musimy punktować. Brak tych wygranych potyczek trochę nas boli. Do tego meczu podchodzimy z założeniem, że to właśnie teraz musimy się przełamać u siebie, i wierzę, że tak będzie – powiedział Dziekoński.
Pół tuzina spotkań bez wygranej przy Ściegiennego 8 mogłoby rodzić presję, jednak golkiper zapewnia, że kluczowa jest chęć sprawienia radości kibicom.
– Nie czuć presji, ale na pewno wcześniej mocno to przeżywaliśmy. Kiedy wracaliśmy do szatni po domowych meczach, bolało nas, że po raz kolejny nie możemy cieszyć się z naszymi kibicami, tylko po prostu traciliśmy u siebie punkty. Musimy to jak najszybciej zmienić – przyznał.
Tabela Ekstraklasy jest niezwykle wyrównana, a ostatnie potknięcia sprawiły, że dystans nad strefą spadkową nieco stopniał. – Po tych dwóch ostatnich porażkach widać wyraźnie, że drużyny z dołu nieco nas podgoniły. Staramy się patrzeć wyłącznie w górę tabeli, ale musimy zachować czujność i zacząć regularnie seryjnie punktować – zauważył młody bramkarz.
Mimo że do Kielc przyjeżdża zespół z ostatniego miejsca w tabeli, w Koronie nie ma mowy o zadowalaniu się półśrodkami. – Gramy u siebie z Termalicą, więc naturalnie podchodzimy do tego, że chcemy zdobyć trzy punkty. Nie ma mowy o graniu na remis czy zadowalaniu się czymś innym. Liczy się tylko pełna pula i z takim nastawieniem wychodzimy na boisko – podkreślił stanowczo.
W rundzie jesiennej kielecka drużyna słynęła ze szczelnej defensywy. Ostatnio jednak rywale częściej potrafią zaskoczyć obronę. Dziekoński przyznaje, że wyciągnięto już z tego wnioski. – Naszą główną bolączką w ostatnich meczach była gra obronna we własnym polu karnym. Traciliśmy gole, które w poprzedniej rundzie nam się nie zdarzały. Patrząc na spotkanie z Motorem – straciliśmy dwie praktycznie identyczne bramki, a przecież jesienią niemal w ogóle do takich sytuacji nie dopuszczaliśmy. Musimy jak najszybciej wrócić do naszych „ustawień fabrycznych”. W tym tygodniu mocno nad tym pracowaliśmy i wierzę, że przyniesie to efekty – ocenił.
Sposobem na powrót do dobrej gry u siebie często bywał wysoki pressing, jednak bramkarz zaznacza, że ostateczny wariant zależy również od rywala. – Ostatnio Lech zmusił nas do grania w niskiej obronie. Zobaczymy, jaką taktykę przyjmie Termalica. W ostatecznym rozrachunku najważniejsza jest nasza postawa i to od nas zależy, jak ten mecz poprowadzimy – dodał.
W konfrontacji z dysponującą świetnymi warunkami fizycznymi drużyną z Niecieczy niezwykle ważne po obu stronach boiska będą stałe fragmenty gry. – Trenerzy zwracali nam uwagę, że to prawdopodobnie jeden z najwyższych zespołów w lidze. To ich atut i mocny punkt zaczepienia. Myślę jednak, że my też nieźle bronimy przy stałych fragmentach, a analizy pokazały, że rywale potrafią w takich sytuacjach tracić gole. Być może tu będzie leżał klucz do tego meczu – zaznaczył zawodnik żółto-czerwonych.
Niebezpieczeństwo stanowić będą także zagrania na szybkich graczy z przodu. – Zgadza się. Bardzo często wykorzystują Morgana Faßbendera, który jest bardzo szybki, co pokazał choćby strzelając gola Górnikowi. Musimy na to bardzo uważać, ale będziemy na to przygotowani – zapewnił.
Na koniec bramkarz odniósł się do zmian personalnych w bloku obronnym, wynikających z urazów innych zawodników. Jak stwierdził, z perspektywy golkipera rotacje te nie są dużym problemem. – Moja perspektywa nie zmienia się znacząco. Może z Konradem Ciszkiem nie znamy jeszcze perfekcyjnie naszych boiskowych zachowań, ale jako bramkarz nie muszę znać absolutnie każdego detalu poruszania się wahadłowego, bo z nim bezpośrednio nie sąsiaduję. Kiedy wskakuje Marcel Pięczek, też nie odczuwam drastycznej różnicy. Treningi pokazują, że obojętnie kto gra na tych pozycjach, chłopaki doskonale wiedzą, co mają robić – zakończył Dziekoński.
Fot. Marcin Deszczka




