Zieliński do Radomiaka: Porażkę trzeba umieć przełknąć
W 21. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce wygrała w Radomiu z Radomiakiem 2:0. Swoją opinią po potyczce podzielił się szkoleniowiec gości Jacek Zieliński.
Jacek Zieliński (trener Korony): – Chciałem przede wszystkim pogratulować moim zawodnikom. Naprawdę wygraliśmy bardzo ważny mecz w trudnym momencie. Mieliśmy trudne chwile w tym spotkaniu, ale summa summarum myślę, że to zwycięstwo jest jak najbardziej zasłużone. Oczywiście Radomiak cisnął w drugiej połowie i próbował nas dusić pod bramką, ale mądrze się broniliśmy. Rywal mimo tego nie stwarzał sobie klarownych sytuacji. Jest zwycięstwo, natomiast cieniem kładzie się to, co wydarzyło się po spotkaniu. Takie historie nie powinny się dziać. Nie powiem, że mam mieszane uczucia, bo bardzo się cieszę, natomiast to zakończenie trochę tę radość przytępiło.
(O pomeczowych wydarzeniach) Nie są to rzeczy codzienne. Mnie też trudno to komentować. W pewnym momencie znalazłem się w oku cyklonu. Chciałem podziękować sędziom i zawodnikom Radomiaka, a znalazłem się w oku cyklonu, z jednym piłkarzem Radomiaka wymachującym mi pięścią przed nosem. To jest najwyraźniej koloryt tego wszystkiego, tych derbów. To, co się później wydarzyło, woła o pomstę do nieba. Tamar Svetlin został uderzony przez człowieka w dresie Radomiaka. Marcin Cebula dostał czerwoną kartkę za odepchnięcie tego człowieka. Michał Siejak dostał butelką i zalany krwią został odwieziony do szpitala. Nie wiem. Zawodnicy Radomiaka dążyli do jakiegoś zwarcia. Nie wiem, z czego to wynikało. Po prostu wymknęło się to spod kontroli. Szkoda, bo to piłkarskie święto, dużo ludzi na trybunach. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Zwycięstwo nasze. Porażkę trzeba umieć przełknąć. Gdybyśmy reagowali tak po każdej porażce, to myślę, że ten sport wymknąłby się z ram. Jest mi przykro, że tak się wydarzyło. Ale z drugiej strony będę bronił swoich chłopaków. Zostali zaatakowani za to, że chcieli się cieszyć. Tego nie rozumiem.
(O zmianie Konrada Matuszewskiego w przerwie) „Poczuł dwójkę” (mięsień dwugłowy uda - przyp.red). Testy robione na szybko nie wskazywały, że to coś bardzo groźnego, ale woleliśmy dmuchać na zimne. Zdjęliśmy go, myślę, że „Cichy” (Konrad Ciszek - przyp.red.) dał bardzo fajną zmianę i trzeba się z tego cieszyć, że 18-latek wchodzi w takim meczu i daje radę.
(O decyzji wprowadzenia Ciszka) Zmiana pozycja za pozycje. Mógłbym kombinować, ale by gotowy chłopak, którego widzę na treningu i dobrze wygląda. Wiec dlaczego miałby nie dostać szansy?
(O debiutanckim golu Pięczka w Koronie) To była bardzo „przytomna bramka”. Byliśmy uczuleni na stałe fragmenty w defensywie. Jednakże po jednej z takich akcji w ofensywie wykorzystaliśmy gapiostwo rywali i trafiliśmy do siatki. Pierwsza bramka to z kolei sytuacja wypisz wymaluj z treningów. To nasze pójście do pressingu i liczenie na to, że przy takim boisku Radomiak się pomyli - i to zrobili bardzo szybko, a my to wykorzystaliśmy.
(O postawie Huberta Zwoźnego) Zagrał bardzo dobry mecz. Capita to nie jest przypadkowy zawodnik i nie takie tuzy miały z nim problemy. Hubert nie dał mu za bardzo oddychać. Oczywiście raz, drugi czy trzeci się zerwał, ale generalnie nie było zagrożenia z jego strony. W drugiej połowie szukał zejścia do tyłu, a o to nam chodziło. Hubert spisał się bardzo dobrze, tak jak cały zespół.
(O piątku 13-tego) Nie jestem osobą przesądną. Wjeżdżaliśmy pod teren stadionu tyłem, pomimo że dwa razy zadawano mi pytania, czy na pewno tyłem. Mówię, że tak będziemy, bo nie wierzę w przesądy. Okazało się, że tak właśnie jest.
Nie było założenia o dowiezieniu wyniku. Wynikało to z gry. Radomiak zagrał lepiej po przerwie. Mają dużo jakości i zawodników potrafiących grać w piłkę. To nie jest tak, że zmieniła się sytuacja, bo Korona cofnęła się na siłę. My w pewnych momentach robiliśmy to świadomie, aby wyjść z niskiej obrony szybką akcją. Kilka takich akcji było, brakowało jednak ostatniego podania czy finalizacji. Ważne jest to, że w tej niskiej obronie dobrze broniliśmy. Tych sytuacji klarownych nie było za dużo.
W ferworze walki Konstantinos Sotiriou został trafiony w oko. Poleciała mu krew, a teraz po meczu ma problemy z widzeniem. Zostanie niestety przewieziony na badania.







