Udało mi się stworzyć grupę ludzi, którym zależy

31-03-2020 18:31,
Redakcja

O natychmiastowym zauroczeniu żeglarstwem, początkach żeglarstwa na Zalewie Kieleckim i wychowywaniu pokoleń żeglarzy Piotr Kula rozmawia z Andrzejem Kosmalą, prezesem Świętokrzyskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

REKLAMA

Standardowa rozgrzewka: jakie sukcesy odnosi Świętokrzyski OZŻ?

Trzeba by było oddzielić sukcesy OZŻ-tu od sukcesów klubów i zawodników. Jak ktoś jedzie na regaty i zdobywa medal, to czyj to jest sukces? Myślę, że najmniej OZŻ-tu. Na pewno zawodnika czy zawodniczki, rodziców, którzy to finansują i trenera. Teraz są takie czasy, że udział Okręgu w tym jest niemal żaden. Mamy wpływ tylko na trzy rzeczy: zorganizowanie kadry wojewódzkiej, udostępnianie sportowym łódkom miejsca w hangarze za darmo i opłatę składki członkowskiej w Wojewódzkiej Federacji Sportu, przez którą idą pieniądze z Ministerstwa Sportu i Urzędu Marszałkowskiego na kadry wojewódzkie. Gdybyśmy zarabiali konkretne pieniądze lub mieli sponsorów, moglibyśmy bardziej wspierać zawodników i pewnie ich sukcesy w większej mierze byłyby poparte naszymi działaniami. Potrzeby w tym zakresie są spore. Mamy na przykład zawodniczkę, która zakończyła ubiegłoroczny Puchar Polski w klasie Laser 4.7 na czwartym miejscu. Po odejściu starszych koleżanek na Radiala, ona została teoretycznie najlepszą zawodniczką w Polsce na 4.7. W tym roku mamy Mistrzostwa Europy w Portugalii i wypadałoby, aby czołowa polska zawodniczka w nich wystartowała. Wyjazd kosztuje minimum 10 tysięcy złotych i nie bardzo mamy skąd wziąć te pieniądze. Klub nie jest w stanie tego pokryć. Tu próbujemy pomóc, jako OZŻ. Aktywnie zabiegamy o pieniądze w samorządach i u sponsorów. Często się udaje, choć nie zawsze. Staramy się też być aktywni w mediach i rozpoznawalni, budujemy w decydentach świadomość, że istnieje w Kielcach taki sport jak żeglarstwo.

Czyli tworzycie bardziej infrastrukturę i klimat?

Bardziej klimat (śmiech). Nasze kluby prężnie pracują, a my im w tym nie przeszkadzamy. Kiedykolwiek spojrzymy na kalendarz, to okaże się, że jest jakiś rejs lokalnej społeczności żeglarskiej i można się na niego zapisać. To turystyczne towarzystwo żeglarskie organizuje około setki rejsów rocznie. Klub sportowy, który mamy w zeszłym roku zaliczył około trzydziestu imprez. Kiedy nie przyjdzie się nad wodę, są nad nią dzieci pływające na Optimistach czy Laserach. Ta aktywność to niewątpliwie sukces, ale raz jeszcze powtarzam, to są sukcesy naszych członków, klubów i ludzi którzy tam prężnie działają. No i na pewno nie są to sukcesy prezesa, lecz praca zespołowa. W zarządzie jest nas siedem osób i każdy ma swoją działkę. Nikt by tego w pojedynkę nie udźwignął.

A jakie są sukcesy Prezesa?

Udało mi się stworzyć grupę ludzi, którym zależy. Trenerów, którzy się starają i podchodzą do żeglarstwa emocjonalnie. Ludzi, którzy przychodzą na wszystkie posiedzenia Zarządu i każdy co może, to daje od siebie. Nie ma sytuacji, że ktoś pozwoli się wybrać do Zarządu, a później płynie na rok w rejs. Mam jako prezes szczęście do ludzi, dobrze układają się relacje z samorządami lokalnymi i Federacją Sportu. Dbam o codzienne kontakty i rzetelność. Wielokrotnie możemy liczyć na wsparcie, bo przedstawiciele tych instytucji wiedzą, że nie wyrzucimy pieniędzy w błoto. W Kielcach uprawia się trzydzieści dyscyplin sportowych, a wg. punktów żeglarstwo jest na jedenastej pozycji. Nie licząc dyscyplin nieolimpijskich, jesteśmy w pierwszej dziesiątce. Dzięki temu dajemy radę w dużym zakresie zapewnić finansowanie spraw sportowych.

UKS Zalew Kielce. Brzmi jak klub założony przez Andrzeja Kosmalę...

Powołaliśmy go w 2004 roku. Moje dzieci rosły i jak usłyszały, że tata żegluje, to chciały koniecznie iść na wodę. Namówiłem wtedy żonę żeby na rok pożyczyła mi trochę kasy i kupiłem za nią dziesięć łódek UKS-ów. Zapisaliśmy się wtedy do akcji NIVEA Błękitne Żagle. Dostaliśmy od ich żagle, trochę pieniędzy na wyjazdy i ruszyło. Po dziesięciu latach mieliśmy już mistrza Polski na Laserze w kategorii do lat 16. Hubert Kasiak wygrał w 2014 roku Olimpiadę Młodzieży. W 2017 jedna z zawodniczek została powołana do kadry narodowej. W kolejnym roku następna. W ubiegłym roku mieliśmy 9 miejsce na Mistrzostwach Europy w Laserze U16.

Realizujecie też program PolSailing. Z jakim skutkiem?

Już od dwóch lat realizujemy zajęcia w ramach programu PolSailing i tutaj wielkie ukłony w stronę Tadeusza Gospodarczyka. Jest to bardzo dużym impulsem dla dzieci i ich rodziców, aby przychodzić na zajęcia. Mamy narybek do sekcji regatowej, bo spory odsetek dzieci został już na kolejne lata, więc łódki są w ciągłym użyciu. Więc do worka sukcesów, o które pytałeś, możemy obok tych wyników międzynarodowych, włożyć też codzienny fajny trening. To jest dzięki Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu, który robi tego typu programy i jest aktywny na tym polu. Staramy się to wykorzystać do maksimum. Jak jest miejsce na setkę dzieci, to my szkolimy 150, aby żeglarstwo szło tu w górę. W ogóle Polsailing w naszym terenie to jest strzał w dziesiątkę. Dzieci się garną, trenerzy mają za co przyjeżdżać do klubu i widać efekty, bo coraz więcej dzieci pływa na Optimistach.

Jak z miejscem do żeglowania w Świętokrzyskiem?

Warunki mamy mocno ograniczone, bo woda jest bolączką. Gdy załatwiam jakieś sprawy w mieście, to pytają gdzie my pływamy, więc nawet kielczanie nie wiedzą, że tu jest jakieś oczko wodne. A to naprawdę jest oczko, bo między brzegami jest 130 metrów w najszerszym miejscu. To tak trochę jak Port Jachtowy w Gdyni.

Ale zastawili go po złości jachtami, dalb nawbijali w dno...

Ale jakby te pomosty zabrać, to byłby wymiar naszego zalewu (śmiech). Oczywiście, Zalew Kielecki jest dłuższy, ale jak wieje w poprzek to i tak ciężko go wykorzystać. 12 km pod Kielcami, w Cedzynie mamy fajny zalew, ale nadal jest to tylko 64 ha. Kiedyś zrobiliśmy tam regaty Pucharu Polski, na które przyjechało około sto Optimistów, dwadzieścia kilka Laserów i ciężko było je tam zmieścić. Nie mogliśmy puścić flot jedna za drugą, bo by na siebie wpływali.

Rozumiem, że kieleccy żeglarze zwracają się bardziej w stronę morza?

Tak, jest dużo rejsów organizowanych zarówno przez kluby w Kielcach, Skarżysku, Starachowicach, Ostrowców Świętokrzyskim. Co roku po kilkadziesiąt rejsów robią, przy czym ma to charakter bardziej turystyczny, albo funkcje stażowe. Klub Morski Horn robi rejsy wyprawowe, np. na Islandię, czy Wyspy Owcze. Ten sam klub organizuje regularnie akcję Chorwacka Majówka. Wynajmują dziesięć, dwanaście jachtów Bawaria i pełne autokary ludzi z naszych okolic jadą do Chorwacji na taką dużą imprezę. Kapitan Adam Rogaliński utrzymuje jacht morski, Kapitan Wiesław Krupski startuje w Morskim Pucharze Polski.

Powiela się schemat, że żeglarze nie mający dużego dostępu do wody, lubują się w intensywnych rejsach morskich.

Generalnie są to wyjazdy wakacyjne i rozrywka dla ludzi. Spędzają w ten sposób urlopy, podobnie jak zimą jeździ się na narty. Przy czym jest grupa takich żeglarzy u nas, którzy organizują rejsy wyprawowe, czyli można powiedzieć, że idą na wyczyn turystyczny i nieutarte szlaki.

To jak w takim miejscu bez dużej wody zainteresowałeś się żeglowaniem?

Wbrew pozorom, gdy jeszcze nie było poważnego żeglarstwa na Zegrzu, bo nie było jeszcze tam zalewu, to już było zupełnie poważne żeglarstwo w Kielcach. Tamę na rzece, która utworzyła Zalew Kielecki postawili w latach 1954 – 1957. W 1960 roku pojawiły się Cadety, a parę lat później Hornety i miejscowi chłopcy zaczęli tu pływać. Okazało się, że całkiem nieźle im idzie. Pamiętam, że protoplastą Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży były Igrzyska Młodzieży Szkolnej. W 1965 odbywały się w Olsztynie i myśmy tam wysłali trzy Cadety z naszego podwórka. To nie były co prawda pierwsze regaty dla kielczan, ale wciąż była to świeża sprawa. Okazało się, że na około sześćdziesiąt najlepszych łódek z całego kraju, wszystkie nasze trzy Cadety były w pierwszej dziesiątce. Później ci ludzie żeglowali coraz lepiej. Sławek Berczyński dostał się do Kadry Narodowej na Cadecie, później wygrał Olimpiadę Młodzieży na Finnie. Więc tradycje żeglarskie w Kielcach są bardzo bogate. Ciągle nad Zalewem ktoś był i to nawet na mistrzowskim poziomie. Młodsi patrzyli na starszych, jedni uczyli się od drugich i zawsze coś tam się działo. Ja mieszkałem w bloku, 200 metrów od Zalewu i siłą rzeczy kiedyś tam trafiłem. Jak wszedłem do hangaru, to zrobiłem wielkie oczy, poczułem, że to jest miejsce dla mnie i tak zostało do dziś. Najpierw wpuścili mnie na jakiś kajak, później na łódkę wiosłową. Następnie sam nauczyłem się żeglować na Cadecie, wygrałem jakieś regaty. W końcu popłynąłem w rejsy, zostałem szkoleniowcem, egzaminowałem i tak po kolei zaliczałem różne stadia rozwoju żeglarskiego. Ale najbardziej lubiłem spędzać czas między bojami czyli się ścigać. Dużo zawsze pomagałem innym się nauczyć i do teraz mi to zostało, bo pracuję jako trener.

Bije od Ciebie skromność, bo każdą odpowiedź zaczynasz od osiągnięć innych w danej dziedzinie. Obstawiam że jesteś gliną spajającą świętokrzyskie towarzystwo żeglarskie.

Chciałbym. Zabiegam o to, żeby w Zarządzie była reprezentacja każdego ze środowisk. Wtedy łatwiej jest rozpoznawać i realizować potrzeby klubów. Nikomu nie odmawiam pomocy. Poza tym, w Zarządzie jest siedem naprawdę aktywnych i rzutkich osób. Jest naprawdę szeroka możliwość kontaktu z OZŻ, zgłaszania wniosków, inicjatyw. Ostatnio organizowaliśmy Sejmik i Piotr Molasy bardzo ładnie zintegrował wszystkie kluby wokół idei zaprezentowania dokonań klubowych w sposób wizualny, jak filmy i prezentacje. Był też koncert w wykonaniu 33 Kieleckiej Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej. To był eksperyment, po którym wiele osób mu gratulowało i mówiło, żeby częściej takie spotkania organizować. Drugi kolega z Zarządu, Mariusz Nadrzewia świetnie sobie radzi z organizacją szkoleń kadr wojewódzkich. I tak po kolei. Prezes jest tu tylko takim rzecznikiem prasowym, który opowiada o cudzych sukcesach.

Mógłbym powtórzyć to samo pytanie po tej odpowiedzi...

Bo to niesprawiedliwe, że wywiad jest tylko z prezesem, jak ten prezes nie zabezpiecza regat, tylko robi to Stowarzyszenie Świętokrzyskie WOPR. Ludzie, którzy są z nami zawsze na wodzie i ani razu nam nie wystawili rachunku. Bardzo życzliwi i profesjonalni. Naszemu trenerowi bym tu podziękował Januszowi Kasiakowi. Bardzo emocjonalnie zaangażowany, dzień i noc pracuje ciężko i z zawodnikami osiągają świetne wyniki. Kto by tu słyszał o żeglarstwie regatowym, gdyby nie on? Kolejna piękna inicjatywa Janusza, to dziesięć edycji amatorskich regat windsurfingowych na przełomie wieków na jeziorze Chańcza koło Kielc. Przyjeżdżała tam ponad setka zawodników amatorów z całego kraju. On to organizował, jeden człowiek. Gdy dzieci mu podrosły, przeniósł się do naszego klubu, zaczął swoje i cudze dzieci trenować i posypały się medale. Jest wiele, wiele innych osób, których nie sposób szybko wymienić, więc pozostanę przy wielkich podziękowaniach w ich stronę. Na pewno trzeba podziękować wielu osobom, a zwłaszcza rodzicom, którzy niosą na swoich barkach ciężar finansowy żeglarstwa swoich dzieci. Później medal dostaje prezes, a powinni dostać rodzice, bo to dzięki nim się to wszystko kręci.

Nawiązujesz do Medalu 95-lecia PZŻ, który dostałeś na niedawnym Sejmiku Świętokrzyskiego OZŻ?

Tak, byłem tym bardzo zaskoczony, bo Zarząd nie składał wniosku o wyróżnienie dla mnie, czy członków Zarządu ŚOZŻ. Wnioskowaliśmy o odznaczenia dla komandorów klubów, którzy bardzo intensywnie pracują z dziećmi. Np. dla harcerzy, których mamy tu silne środowisko. Startują w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych z sukcesami. W zeszłym roku załoga jachtu CK Kielce stawała na podium najważniejszych regat cyklu. W uznaniu tego, że Komandor Jacek Szrek stworzył tak dobry system szkolenia, otrzymał medal 95-lecia PZŻ. Przedstawiciele Klubu Morskiego Horn otrzymali dwa medale ze względu na to, jak wielu mieszkańców Świętokrzyskiego bierze udział w rejsach, które organizują. Utrzymują marinę nad Cedzyną, gdzie można np. wypożyczyć łódkę. Natomiast dla siebie nie zawnioskowałem o żaden medal. Ale przyjechał na nasz Sejmik Prezes Tomasz Chamera i wręczył mi medal. Było mi bardzo miło. Zdaję sobie jednak sprawę, że to medal dla środowiska, że jest to nasza wspólna zasługa i nie biorę go dla siebie tylko dla nas. Nie wynika to absolutnie z żadnej skromności, tylko z oceny realiów.

Trochę ckliwie się zrobiło.

Ale zaraz obaj idziemy na wodę, między boje na linię startu i zaczniemy się zajmować prawdziwym żeglarstwem, a nie prezesowaniem. W sumie ja bardzo emocjonalnie podchodzę do żeglarstwa. Od wielu lat zrosło się z moim życiem i mam wielką satysfakcję, jak te dzieciaki tutaj zdobywają medale, dorastają i zabierają swoje dzieci na rejsy. Kiedyś byli sportowcami, teraz uprawiają turystykę żeglarską. Ktoś został skipperem i prowadzi jachty po Oceanie Indyjskim, czy Karaibach. To są moi wychowankowie z lat 80, których uczyłem halsować. Miło jest pomyśleć, że są tacy ludzie i dobrze im w żeglarstwie.

Źródło: Polski Związek Żeglarski - www.pya.org.pl
Fot: Piotr Kula

Dodaj komentarz

Projekt i wykonanie: CK Media Group