Zieliński przed Śląskiem: jestem optymistą po tym, co widzę na treningach
W 8. kolejce PKO BP Ekstraklasy Koronę Kielce czeka potyczka na wyjeździe we Wrocławiu. – Drużyna Śląska to fajny zespół, grający fajną piłkę, posiadający świetne fazy przejściowe, a także doskonale grają kontry – powiedział przed spotkaniem Jacek Zieliński, szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.
Trener Korony podsumował sytuację kadrową oraz działania klubu w letnim okienku transferowym. Szkoleniowiec wyraził duże zadowolenie ze wzmocnień w szczególności na skrzydłach. Wszak wczoraj (9 września) klub poinformował o wypożyczeniu z Lechii Gdańsk Camilo Meny (o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ). – Jako zawodnika oceniam go bardzo wysoko, bo myślę, że takich skrzydłowych o takich parametrach szybkościowych, z myślą do gry, umiejętności asyst, każdy szuka. Zresztą mówiliśmy od dłuższego czasu, że poszukujemy przede wszystkim jakości na skrzydłach. Teraz tę jakość już na pewno mamy, więc ja jestem z tego ruchu bardzo zadowolony. Myślę, że to jest duże dopełnienie tego składu. Tu już nie ma co za bardzo grzebać przy tym. Uważam, że mamy wystarczająco silną kadrę, żeby bić się z każdym o zwycięstwo – zadeklarował.
Szkoleniowiec odniósł się również do pojawiających się doniesień na temat poszukiwania nowego napastnika. – Nie zgadzam się przede wszystkim z tą teorią, że my stale mamy pretensje do naszych napastników i ciągle szukamy napastnika. Myśmy napastnika nie szukali w tym okienku transferowym, więc myślałem, że te informacje chyba nie były spójne. Mariusz ma na razie trzy bramki, Fassbender ma trzy bramki, jedną bramkę ma Bąk, który nie ukrywam, wygląda coraz lepiej. Ondrej Lingr tak samo jest zawodnikiem o profilu bardziej ofensywnym. On w tym momencie gra na skrzydle, bo tego wymaga sytuacja, ale równie dobrze zagra drugiego napastnika albo na „dziesiątce”, więc mamy możliwości manewru. Nie chcieliśmy tej hierarchii zaburzać – wyjaśnił.
Zdaniem opiekuna „żółto-czerwonych” minione okienko było wyjątkowe w historii klubu. – To rzeczywiście jest chyba rekordowe okienko transferowe w historii Korony. O kwotach nie będę mówił, bo to jest rynek piłkarski. Człowiek nie ma wpływu na to, jak to wszystko wygląda, natomiast mogę powiedzieć na temat jakości tych zawodników. Ściągaliśmy chłopaków, którzy grali „pierwsze skrzypce” w swoich drużynach, byli zawodnikami wiodącymi w dobrym wieku rozwojowym, bo większość z nich ma możliwość pójścia w górę. Paru też fajnych Polaków ściągnęliśmy, którzy tę szatnię wzmocnią i dodadzą jakości. Są spotkania, na które wychodzimy siedmioma Polakami, to świadczy też o tym, że tu zawodnicy rodzimi się rozwijają jak Fornalczyk. Okienko było jak najbardziej udane jakościowo i teraz z tego wszystkiego będziemy chcieli coś „ulepić” – dodał.
Zieliński uniknął jednak twardych deklaracji dotyczących konkretnych miejsc na koniec sezonu. – Czekałem bardzo na to pytanie dzisiaj. Nic nie będę mówił teraz na ten temat, o co drużyna będzie grała, bo Lingr przyszedł półtora tygodnia temu, Ameyaw tydzień temu, a Mena dzisiaj pierwszy raz trenował z zespołem. Co ja mam powiedzieć, na temat tego o co będziemy grali? Będziemy grali o jak najwyższe cele, oczywiście o zwycięstwo w każdym meczu, ale dzisiaj mówienie o tym, że będziemy grali o miejsce drugie, trzecie czy czwarte... Ja tego nie muszę mówić, wszyscy dookoła tego oczekują. Będziemy się starali wykorzystać potencjał tej drużyny jak najlepiej. Jest on bardzo wysoki, także tu nie będzie już żadnego alibi, ale na chwilę obecną mówienie (o tych wysokich miejscach - przyp.red.) jest za wcześnie – przyznał.
Otwarcie opowiedział także o wyzwaniach związanych ze zgrywaniem zespołu. – W wielu klubach gro kluczowych zawodników dochodzi w ostatnim momencie. Nie ma za bardzo czasu na jakieś eksperymenty, doświadczenia, czy zgrywanie ich. My braliśmy akurat takich piłkarzy, którzy nie mają problemów ze zgraniem się z drużyną, bo nie byli na boku, nie trenowali indywidualnie, tylko wszyscy z nich praktycznie grali. Dlatego szybko wchodzą do tej drużyny gracze jak Ondrej Lingr, który z marszu wszedł i od razu zaskarbił sobie publiczność. To jest proces, do którego potrzeba czasu. Będziemy się starali wyciągnąć wnioski z potknięć innych drużyn i zrobić to trochę lepiej – zaznaczył.
Przedstawiając sytuację zdrowotną, trener podał dobre wiadomości. – Dawid Błanik jest w końcowej fazie rehabilitacji. Mam nadzieję, że już od poniedziałku zacznie trenować z pełnym obciążeniem z drużyną, pozostali są gotowi do gry. Simon Gustafsson trenuje cały tydzień i jest gotowy do gry – przekazał.
Oceniono również nadchodzącego rywala oraz kontuzję lidera Wrocławian Piotra Samca-Talara (o czym szerzej pisaliśmy TUTAJ). – Nie podejrzewam, żeby było łatwiej Koronie, bo rzeczywiście Piotrek był wiodącą postacią tej drużyny. Był także w znakomitej formie i mi go po prostu szkoda tak po ludzku. Miał dużą szansę na dostanie powołania, czy zadebiutowania w seniorskiej kadrze narodowej. Jednak pech i stało się jak się stało.
Natomiast drużyna Śląska to fajny zespół, grający fajną piłkę, świetne fazy przejściowe, doskonale grają kontry. Kto oglądał ich pojedynek z Legią to był pod wrażeniem tego elementu, jak to funkcjonowało. Jest to beniaminek, oni też popełniają błędy, a my te błędy będziemy chcieli wykorzystać – skwitował.
(O roli faworyta) Dziennikarze zawsze takie prognozy stawiają. My podchodzimy do tego spokojnie. Nie ukrywam jednak, że podchodzimy do tego, że gramy o pełną pulę i potwierdzenie naszej dobrej dyspozycji. Papier przyjmie wszystko, natomiast boisko zweryfikuje. My chcemy, żebyśmy się zweryfikowali na tym boisku – powiedział.
Od ostatniego zwycięstwa Korony we Wrocławiu nad Śląskiem z 16 października 2015 roku w sobotę minie dokładnie 3 984 dni (10 lat, 10 miesięcy i 27 dni). „Żółto-czerwonym” wygraną wówczas zapewnił bramką z rzutu karnego Airam Cabrera. – Statystyki są po to, żeby czasem się nimi posiłkować, ale też po to żeby je przełamywać. Postaramy się żeby tak było – odparł.
W kadrze rywali w ostatnim meczu z Jagiellonią Białystok zadebiutował Karol Linetty, o czym trener również wspomniał. – Karol to bardzo dobry zawodnik o znanej klasie, renomie. Myślę, że na pewno jego doświadczenie, lata gry w lidze włoskiej na pewno tej drużynie dużo dadzą. Widać w jego poczynaniach taką pewność siebie, doświadczenie, regulację tempa gry. Spodziewamy się, że to będzie wiodąca postać tej drużyny – docenił 47-krotnego reprezentanta Polski.
Zapytany o długofalowe marzenia i podejście zespołu 65-latek dodał: – Piłka ma to do siebie, że wszystko się szybko dzieje. My jesteśmy naprawdę ambitnymi ludźmi, ambitną drużyną. Mamy swoje marzenia, do których chcemy doskoczyć. Mówiłem przed rozpoczęciem rundy, że chcemy po prostu powalczyć o ten TOP 5. To jest naszym marzeniem, naszą ambicją i zrobimy wszystko, żeby tak było. Idziemy metodą małych kroków, więc każdy mecz jest najważniejszy – wskazał.
– U nas jest duża pokora. Podchodzimy z szacunkiem do każdego przeciwnika, bez bojaźni. Wierzmy w ten zespół, projekt, bo on zaczyna coraz lepiej wyglądać. To widać na każdej jednostce treningowej, zachowaniu chłopaków i w tym jak chłopaki rosną. Ja jestem najbardziej optymistą po tym, co widzę na treningach, a nie po tym, co czytam o opiniach fachowców – uzupełnił.
Na koniec Zieliński zripostował pytania o grę w obronie oraz odniósł się do wyciągania lekcji z ostatnich meczów. – A gdzie w Płocku i w Widzewie była panika w defensywie? A jakim wynikiem się mecz skończył? Dziękuję, proszę o następne pytanie. Wyciągnęliśmy wnioski z meczu z Wisłą Kraków. Co do intensywności, nie da się grać meczu z taką dużą intensywnością przez 90 minut, zawsze te słabsze chwile się zdarzą. Nam się akurat ta zdarzyła w końcówce, nie powinna się zdarzyć, ale mamy do siebie o to duże pretensje. Mam nadzieję, że wnioski są wyciągnięte i że to się nie powtórzy – podsumował.
Fot. Grzegorz Ksel




