Lijewski przed Kolstad: Wszystko jest w naszych rękach
W 14. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce zagra na wyjeździe z norweskim Kolstad Håndball. – Jeżeli nasz przeciwnik „poczuje krew” i te bramki z kontrataków będzie rzucać to różnie może to się potoczyć – powiedział przed spotkaniem Krzysztof Lijewski, drugi trener „żółto-biało-niebieskich”.
Industria Kielce zajmuje obecnie 3. miejsce w tabeli grupy A mając na koncie 15 zdobytych punktów i powalczy utrzymanie podium w wyjazdowym starciu z Kolstad, mając już zapewniony awans do fazy pucharowej. Bezpośrednio za plecami Kielczan z jednym punktem straty znajdują się Nantes, które zagra z liderującym Fuechse Berlin, oraz Veszprem, które zmierzy się z wiceliderem Aalborgiem. Starcie z zamykającym stawkę Kolstad niesie ze sobą specyficzny rodzaj ryzyka, na który drużyna musi być gotowa od pierwszej minuty.
– Takie mecze są bardzo niebezpieczne, ponieważ gramy z przeciwnikiem, który rozgrywa swój ostatni mecz w tym sezonie i gra tak naprawdę o nic. Będą chcieli przede wszystkim dobrze pokazać się swoim kibicom na koniec rozgrywek. Podejrzewam też, że ich trener może dać szansę zawodnikom, którzy wcześniej grali mniej, lub spróbować nowych rozwiązań taktycznych. Musimy być skupieni, bo wszystko jest w naszych rękach. Mamy trzecie miejsce, o które walczyliśmy od początku 2026 roku, i chcemy podtrzymać naszą dobrą passę zwycięstw. Nie możemy zaprzepaścić tego, na co wcześniej ciężko pracowaliśmy – wyjaśnił były reprezentant Polski.
W kieleckim obozie nikt nie liczy na błyskawiczne rozstrzygnięcie losów spotkania. Kluczem do sukcesu ma być żelazna dyscyplina taktyczna oraz umiejętność załatania luki po kontuzjowanym Danim Dujszebajewie, którego absencja wymusza na pozostałych graczach defensywnych znacznie większą aktywność.
– Fajnie by było, gdybyśmy wysoko prowadzili już po pierwszym kwadransie, ale myślę, że tak nie będzie. Kluczowy będzie szacunek do przeciwnika i skupienie na naszych zadaniach. Rywale są dobrze przygotowani taktycznie, tak jak każda ekipa z Ligi Mistrzów. Każdy z naszych zawodników musi wykonać swoją robotę, a czasem zrobić nawet więcej, bo mamy pewne absencje. Nie pojadą z nami ani Alex ani Dani. W przypadku Daniego ze względu na kontuzję lekkiego naciągnięcia pachwiny, musi odpocząć kilkanaście dni i na pewno bez niego będziemy musieli sobie radzić w Norwegii. To dla nas strata, bo on pomaga nie tylko w ataku, ale i w obronie, więc Michał Olejniczak i Dylan Nahi będą musieli przejąć na siebie więcej zadań w bloku. Pozostali są gotowi do walki, więc wszystko jest w naszych rękach. Nie możemy tego teraz zaprzepaścić, ponieważ strzelilibyśmy sobie w kolano. Jedziemy po dwa punkty w ostatnim meczu – podkreślił asystent Tałanta Dujszebajewa.
Mimo że kibice już teraz zastanawiają się, na kogo kielecki zespół trafi w kolejnej rundzie, w szatni panuje pełna koncentracja wyłącznie na najbliższym zadaniu. Kalkulacje i śledzenie wyników w drugiej grupie zostają odłożone na bok aż do ostatecznych rozstrzygnięć na europejskich parkietach.
– Poczekajmy z tym do czwartku do godziny 22.30, aż wszystkie mecze się skończą. Na razie trudno o tym myśleć. Po tych spotkaniach będziemy się przygotowywać już pod konkretnego przeciwnika – skwitował popularny „Lijek”.
Analiza gry Norwegów wskazuje na typowy, skandynawski styl oparty na sile fizycznej i błyskawicznym przejściu z obrony do ataku. Trener zwrócił uwagę na doskonałe wyszkolenie techniczne rywali, które pozwala im na skuteczne rzuty nawet z bardzo dużej odległości.
– Skandynawowie słyną z tego, że są bardzo silni i mobilni w obronie. Grają twardą defensywą w ustawieniu 6-0. Ich atutami są szybkie kontrataki oraz bardzo dobra gra indywidualna. Potrafią grać na zwodzie, groźnie rzucać z dystansu, nawet z 10–12 metrów, co przy ich wzroście nie stanowi problemu. Szkolenie indywidualne tych zawodników jest na bardzo wysokim poziomie. Bardzo lubią biegać do przodu, choć z powrotem do obrony radzą sobie już gorzej, niemniej jednak atakować lubią. My musimy tutaj być czujni i dobrze wracać do obrony. Jeżeli nasz przeciwnik „poczuje krew” i te bramki z kontrataków będzie rzucać to różnie może to się potoczyć – podsumował Krzysztof Lijewski.
Fot. Anna Benicewicz-Miazga





