Lijewski przed Wisłą: każde spotkanie pisze inną historię
W 21. serii gier Orlen Superligi Industria Kielce zagra na wyjeździe z Orlenem Wisłą Płock. – Jeśli będziemy silni w głowie, zdecydowani i odważni, to wszystko będzie w naszych rękach, żeby ten mecz wygrać – powiedział przed potyczką Krzysztof Lijewski, drugi trener „żółto-biało-niebieskich”.
Obie drużyny mają po 54 punkty w tabeli, lecz Industria rozegrała jeden mecz awansem. W pierwszym starciu sezonu w Kielcach lepsza była Wisła (27:32), dlatego Kielczanie, by myśleć o pierwszym miejscu po fazie zasadniczej, muszą wygrać różnicą co najmniej sześciu bramek. Szkoleniowiec Industrii podkreśla, że pojedynki z Płocczanami zawsze mają swój własny scenariusz i niosą ogromny ładunek emocjonalny. – Każdy mecz pomiędzy tymi oboma drużynami jest inny i każde spotkanie pisze inną historię. Fakt jest na pewno jeden. Ten mecz na pewno przyniesie dużo, dużo emocji. Mam nadzieję, że tylko tych sportowych – podkreślił.
Jednocześnie zwraca uwagę na koncentrację wyłącznie na elementach, które jego zespół może kontrolować. – Są rzeczy, na które możesz mieć wpływ i możesz kontrolować, a są rzeczy, które są poza twoją kontrolą. My musimy się skupić na tym, co możemy zrobić na boisku i co wykonać lepiej niż nasz rywal – dodał.
Trener szczegółowo analizował mocne strony rywala – zarówno w ataku, jak i w defensywie. – Wiemy, że drużyna z Płocka jest bardzo dobrą ekipą, mającą świetnych zawodników, grających bardzo dobrze na indywidualnie, tak jak Zarabec. Janc i Fazekas, ale też zawodników, którzy potrafią rzucać z drugiej linii, jak Kosorotov czy Richardson. Do tego świetne, szybkie skrzydła. Jeżeli chodzi o obronę, to jest ona jedną z lepszych obron, jeżeli chodzi o intensywność w Europie, tracą bardzo mało bramek. To świadczy o tym, że wykonują świetną robotę właśnie pod swoją bramką – zachwalał rywala były reprezentant Polski.
Wskazał ponadto kierunek, w jakim powinna pójść gra kieleckiego zespołu. – Musimy być odważni. Musimy być odważni i biegać do przodu. Wiemy, że w ataku pozycyjnym będzie bardzo ciężko ich skruszyć. Natomiast po wygranej piłce obronnej bądź stracie przeciwnika musimy mieć odwagę, żeby szybko biec do przodu i starać się zamieniać te kontrataki na bramki, bo wiemy, że każde posiadanie piłki będzie dużo ważyło. Z historii pamiętam, że pięcioma bramkami przegraliśmy u siebie, więc jest co odrabiać. Jesteśmy jednak w zupełnie innej sytuacji niż w tamtej rundzie, jeżeli chodzi o skład – jesteśmy zdrowi, mamy kompletnych zawodników, po dwóch na każdej pozycji. To z goła inna sytuacja niż ta, która miała miejsce jeszcze w tamtym roku – analizował.
W kontekście napiętego terminarza i gry co kilka dni trener wskazał na drobną przewagę rywala. – Wydaje mi się, że Płock ma delikatną przewagę w tym aspekcie, że grał u siebie. Oni też rozegrali ciężki mecz z Magdeburgiem, który kosztował ich dużo sił, natomiast już następnego dnia mogli rozpocząć przygotowania do spotkania z nami. W naszej sytuacji było trochę inaczej, bo mieliśmy długą podróż z Berlina do domu. Tutaj kwestia regeneracji i złapania świeżości będzie trudniejsza. Dlatego w tym elemencie upatruję delikatnej przewagi drużyny z Płocka – wskazał.
Zapytany o atut własnej hali Wisły i wsparcie kibiców, nie miał wątpliwości, że będzie to istotny czynnik. – Płock bardzo rzadko przegrywa na swoim parkiecie. Mają bardzo żywiołowych kibiców, którzy zawsze ich wspierają i po raz kolejny pewnie będą ich ósmym zawodnikiem. Natomiast jeśli będziemy silni w głowie, zdecydowani i odważni, to wszystko będzie w naszych rękach, żeby ten mecz w Płocku wygrać – skwitował.
Poruszono również temat Dylana Nahiego i możliwej reakcji trybun po wydarzeniach z Euro i sfaulowaniu Abela Serdio. – Dylan już posypał głowę popiołem, odbył rozmowę z trenerem Tałantem i na pewno wyciągnął z tego wnioski. Natomiast jak zostanie przywitany przez kibiców z Płocka, czas pokaże. Wiem jedno – Dylan jest bardzo mocnym psychicznie zawodnikiem. Niejedno w życiu widział i niejedno przeżył, więc z dodatkową presją sobie poradzi. Uważam nawet, że takie przywitanie ze strony kibiców może być dla niego dodatkowo motywujące – podkreślił.
W kontekście przepisu o dwóch Polakach na parkiecie oraz sytuacji zdrowotnej Dawida Dawydzika trener przyznał, że trudno przewidzieć dokładne decyzje personalne rywala. – Nie wiem w jakim składzie przystąpią do rywalizacji z nami. Natomiast wiem, że zrobią wszystko, żeby Dawydzik pojawił się na parkiecie. W ostatnim meczu odpoczywał, a wrócił Abel Serdio, który już grał w Ostrowie. To mógł być bardzo mądry ruch ze strony trenera Sabate, jeśli zawodnik doznał delikatnego urazu. Oglądając tamten mecz, faktycznie Dawydzik poczuł ból, zszedł z parkietu, ale potem wrócił i grał dalej. Czy jego absencja w meczu z Ostrowem to była „zasłona dymna”, czy po prostu dostał wolne, czy też dmuchanie na zimne – to już nie jest moja kwestia. Ważne jest to, że będą mieli minimum kadrowe, które pozwoli im wystawić odpowiednią liczbę polskich zawodników na parkiecie. A czy to będzie Dawydzik-Krajewski, czy Krajewski-Daszek, czy Daszek-Dawydzik – to już inna sprawa – zakończył Krzysztof Lijewski.
Fot. Patryk Ptak





