Lijewski przed Füchse: Nie możemy sobie pozwolić na przestoje
W 12. kolejce Ligi Mistrzów Industria Kielce zmierzy się na wyjeździe z niemieckim Füchse Berlin. – Zadanie przed nami jest bardzo ciężkie, ale my takie lubimy – powiedział przed spotkaniem Krzysztof Lijewski, drugi trener „żółto-biało-niebieskich”.
Szkoleniowiec podkreślił skalę wyzwania i klasę przeciwnika. – Jedziemy do jaskini lwa. Jedziemy do drużyny, która jest aktualnym mistrzem Bundesligi, finalistą Ligi Mistrzów. Bardzo dobra, już utytułowana drużyna ze świetnymi zawodnikami. Nie wiem czy trzeba przedstawiać Gidsela, Anderssona, Milosavljeva, Marsenicia, Grøndala. To są zawodnicy na światowym poziomie, z których każdy potrafi dać coś ekstra swojej drużynie. Zadanie przed nami jest bardzo ciężkie, ale my takie lubimy. Jak to klasyk mówi, to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Najpierw wyjazd do Niemiec a później w niedzielę klasyk z Wisłą. Berlin na pewno już pierwszą część planu wykonał, czyli awansował do ćwierćfinału, bo ma już dużą przewagę nad trzecim zespołem. Może przygotowywać się do innych meczów w lidze niemieckiej. Natomiast grając u siebie na pewno nie „podłożą się”. Mentalność niemiecka jest taka, że obojętnie z kim grają, oni chcą pokazywać swoją wyższość. Ale my nie jesteśmy na pewno na straconej pozycji. Gramy coraz lepiej. Jeżeli jesteśmy zdrowi to potrafimy dokonywać wielkich rzeczy. W ostatnim spotkaniu z Veszprem pokazaliśmy wielką determinację. Jeśli ta determinacja z meczu z Węgrami będzie również w czwartek, to na pewno jest szansa, żeby ugryźć „Lisy” – wskazał.
Zapytany o to, czy Berlin to obecnie najlepsza drużyna świata i o klasę Mathiasa Gidsela, odpowiedział. – Tak i nie, no można powiedzieć, że najlepszą drużyną na świecie jest aktualnie drużyna z Magdeburga, która jest obrońcą tytułu w LM, ale w lidze niemieckiej tytułu bronią „Lisy”, więc i tak i nie mógłbym powiedzieć. Natomiast na pewno zgodzę się z tym, że Mathias Gidsel jest najlepszym piłkarzem ręcznym świata od kilku lat udowadniając że jest na najwyższym sportowym poziomie. Ma 27 lat, osiągnął prawie wszystko w handballu, a cały czas jest młody i może więcej. Nikt z nas nie wie, gdzie jest jego sufit i granice. Jeśli zdrowie mu dopisze to napisze piękną historię piłki ręcznej – docenił gwiazdora rywali.
Przypomnijmy, że w grudniu Dejan Milosavljev został zaprezentowany jako nowy zawodnik Industrii Kielce. Golkiper dołączy do „żółto-biało-niebieskich” latem 2026 roku. W kontekście jego postawy szkoleniowiec podkreślił profesjonalizm Serba. – Myślę, że jako profesjonalista będzie robił wszystko, żeby wygrać. On reprezentuje barwy drużyny z Berlina i będzie chciał zrobić wszystko, żeby jego drużyna wygrała – skwitował..
Trener szczegółowo wskazał elementy, które muszą funkcjonować w Berlinie. – Intensywność to raz. Mądra gra w ataku pozycyjnym to dwa, dobry powrót do obrony to trzy, twarda szczelna obrona to cztery i nasi bramkarze to pięć. Wiemy, że zawodnicy z Berlina bardzo lubią szybko biegać do przodu, zdobywają dużo bramek po kontrataku. Potrzebują dwóch, trzech podań, żeby zamienić sytuację na bramkę. Więc tutaj żadnej euforii po zdobyciu naszej bramki być nie może, musimy się szybko organizować do powrotu, bo mogą nas bardzo szybko ukarać. W ostatnim starciu między naszymi zespołami w stolicy Niemiec, z tego co pamiętam był wysoki wynik. Stąd ta fizyczność też może być kluczowa – analizował.
O przestojach, które w Berlinie mogą być zabójcze, powiedział wprost. – Nie możemy sobie pozwolić na przestoje. Każda drużyna ma prawo mieć chwilowy zastój, ale nie może on trwać tak długo jak w meczu z Veszprem. Nad tym pracujemy. To jednak nie jest taka prosta sprawa, aby tego się wyzbyć w kilkanaście treningów. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nie rzucić bramki przez 10 minut. To na takim poziomie jest praktycznie nie do odrobienia – przestrzegał.
Na koniec przekazał sytuację kadrową. – Tak, Piotrek Jędraszczyk wraca do zdrowia, natomiast chyba jeszcze nie będzie brany pod uwagę do składu na ten mecz, tak samo jak Łukasz Rogulski. Pozostali są zdrowi, silni i gotowi do walki – zakończył Krzysztof Lijewski.
Fot. Anna Benicewicz-Miazga





