Długosz po Rakowie: nie zasłużyliśmy na tak wysoką przegraną
W 15. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na Exbud Arenie z Rakowem Częstochowa 1:4. – W końcówce trochę się odsłoniliśmy i rywale to wykorzystali – powiedział po spotkaniu Wiktor Długosz, pomocnik „żółto-czerwonych”.
25-latek powrócił na boisku po kilkutygodniowej przerwie spowodowanej urazem. – Dla mnie osobiście ma to taki słodko-gorzki smak. Cieszę się, że wróciłem szybciej, niż przewidywano, i że nie mam żadnych dolegliwości bólowych. Co do samego meczu to nie zasłużyliśmy na tak wysoką przegraną, ale początek w naszym wykonaniu na pewno nie był najlepszy. Ciężko potem grać z Rakowem, kiedy przegrywa się 0:2. W końcówce trochę się odsłoniliśmy i rywale to wykorzystali. Uważam, że zasłużenie przegraliśmy – wskazał.
Kielczanie przez zdecydowaną większość potyczki kreowali grę, jednak niewiele z tego wynikało. – Końcówka pierwszej połowy wyglądała dobrze. Ta pierwsza zdobyta bramka dała nam dużo energii, Raków się cofnął i mieliśmy swoje okazje. Początek drugiej połowy też był niezły – mieliśmy sytuacje na 2:2 i może wtedy ten pojedynek potoczyłby się inaczej. Ale taka już jest piłka – uzupełnił wychowanek klubu.
Pozytywne impulsy dali w tym pojedynku zmiennicy Marcel Pięczek, Hubert Zwoźny i Wojciech Kamiński. – To pokazuje siłę drużyny. Nawet jeśli tych rotacji jest trochę więcej, to zmiennicy wnoszą jakość i tak to powinno wyglądać. Nieważne, kto zaczyna, czy kto kończy – ważne, żeby zgadzał się wynik. Dziś się nie zgadzał, ale uważam, że dłuższymi fragmentami wyglądało to naprawdę dobrze – analizował.
Ekipa Jacka Zielińskiego zanotowała piąty mecz bez zwycięstwa (poniosła trzy porażki i dwukrotnie zremisowała). – Można powiedzieć, że to pięć spotkań bez wygranej, ale kilka z nich było naprawdę na styku – choćby to z Górnikiem, gdzie mogliśmy zgarnąć trzy punkty. Brakuje nam czasem jednego, dwóch punktów i to boli. Teraz mamy przerwę reprezentacyjną, trochę odpoczniemy, weźmiemy się do roboty i mam nadzieję, że z Widzewem po prostu wygramy – zakończył Wiktor Długosz.
Fot. Marcin Deszczka








